Wszystkie wpisy, których autorem jest rolu

Kult – Posłuchaj To Do Ciebie

kult posłuchaj to do ciebieDrugi i zarazem jeden z najlepszych albumów w dorobku grupy. Jakby mi ktoś kazał zmontować TOP3 płyt Kultu to miałbym duży problem bo uwielbiam ich 6 albumów. Całe szczęście, że takiego przymusu nie ma, przynajmniej nie mam dylematu:) Posłuchaj To Do Ciebie to dzieło (to słowo idealnie tutaj pasuje), które nie ma praktycznie słabych punktów. Są tutaj totalne killery jak m.in. „Polska”, „Do Ani”, „Wódka”, „Hej, Czy Nie Wiecie”, „Piosenka Młodych Wioślarzy” itp. Nawet nie ma sensu się na ich temat rozpisywać bo to bezsprzecznie klasyka i wstyd jej nie znać. Więc żeby nie powielać peanów na ich temat przejdę do utworów mniej znanych a też genialnych. Na potrzeby koncertu Unplugged odświeżono 2 moje ulubione kawałki z tej płyty: „Post” oraz „Umarł Mój Wróg”. Czytaj dalej Kult – Posłuchaj To Do Ciebie

Kult – Your Eyes

kult your eyesDziś popołudniu w 30 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego TVN24 wyemitował w całości kawałek „Parada Wspomnień”, rzecz zasadniczo niespotykana. Już jakiś czas temu chciałem opisać ten najbardziej niedoceniony album w dorobku Kultu, korzystając z okazji w końcu swój plan zrealizuję. Nie rozumiem czemu Your Eyes jest przez dużą rzeszę fanów systematycznie omijany przy wymienianiu ich najlepszych albumów. Utwory tu zebrane też wyjątkową popularnością nie grzeszą. A przecież jest tu świetny, wyżej wspomniany kawałek, a zaraz po nim jeden z moich ulubionych utworów grupy – „6 Lat Później” – takie „Do Ani #2”, kontynuacja po 6 latach związku, piękny kawałek i wyznanie Kazika. Te dwa tracki poprzedza bardzo dobry „Chodź Z Nami” a na sam koniec dostajemy koncertowego evergreena i killera w jednym – „Generała Ferreirę”. Czytaj dalej Kult – Your Eyes

Queen – Innuendo

queen innuendo16 lat po premierze Nocy W Operze powstał album, który dorównuje jej poziomem, album wybitny. W wypadku Innuendo jestem totalnie subiektywny, darzę tę płytę olbrzymim sentymentem, uwielbiam ją. I nie jestem sam – Teraz Rock „wycenił” album na 5/5. Ale nie wszystkie opinie są tak pochlebne: od Allmusic poszło już tylko 3/5, tak samo w Rolling Stone (chociaż od internautów jest już ok. 4,5/5). Co by nie było jest to pierwsze wydawnictwo grupy, które zorganizowałem sobie sam i przesłuchałem z własnej, nieprzymuszonej woli. Kawałkami z wcześniejszych płyt gnębili mnie kuzyni:) Innuendo rozpoczyna się już z grubej rury kawałkiem tytułowym. Jest to utwór potężny, genialny, dorównujący poziomem „Bohemian Rhapsody”. Smaczku dodaje mu fragment grany na gitarze hiszpańskiej przez Steve’a Howe z Yes. Czytaj dalej Queen – Innuendo

Soulfly – Conquer

soulfly conquerMax inspiracji dla swoich wydawnictw szuka w różnych częściach świata. Zawędrował m.in. do Serbii, Rosji, Turcji czy Francji. Tym razem udał się do Egiptu i tam sklecił Conquer. Nie spotkał się on z wybitnie ciepłym przyjęciem przez krytykę. Natomiast moim zdaniem album ten jest najdojrzalszym i najlepszym wydawnictwem w dorobku Soulfly’a. Nie jest tak nachalny jak Omen. Nie ma tu też hip-hopowych „ziomków” oraz utworowych zapychaczy jak to bywało wcześniej. Max poszedł po rozum do głowy i zebrał na tym albumie wszystko to co w Soulfly’u jest najlepsze. Conquer przytłacza ciężarem (ale nie takim inwazyjnym jak na Omenie), jest szybki, brutalny ale nie brakuje w nim wolniejszych fragmentów jak i momentów instrumentalnych/etnicznych. Czytaj dalej Soulfly – Conquer

Queen – The Miracle

queen the miraclePrzedostatni album wydany za życia Freddiego przynosi zwyżkę formy. Już to, że 5 z 10 utworów umieszczonych na The Miracle było wydanych na singlu i cieszyło się olbrzymią popularnością, o czymś świadczy. Początek wielkiej rewelacji nie zapowiada chociaż źle nie jest: „Party” i „Khashoggi’s Ship” są typowymi średniakami, mogą być ale jakby ich nie było to też by nikt nie rozpaczał. Po nich zaczyna się przebojowa kanonada na czele z hardrockowym „I Want It All” oraz „The Invisible Man” i „Breakthru”. Do tych dwóch ostatnich nakręcono świetne teledyski. Później na chwilkę zwalniamy przy słabym „Rain Must Fall” by znów rozkręcić się na genialnym i bardzo niedocenionym utworze „Scandal”. Następnie przez kilka minut słuchamy smęcenia w „My Baby Does Me”. Czytaj dalej Queen – The Miracle

Iron Maiden

iron maidenUwaga, uwaga! Będę narażał się fanom Ironsów;) Oto przed Państwem najlepszy album Żelaznej Dziewicy. No dobra, może nie najlepszy ale ewidentnie ze ścisłej czołówki. I co z tego, że nie ma tu jeszcze Dickinsona? I co z tego, że brzmienie jeszcze nie takie? Ważne, że debiut IM to olbrzymia dawka świetnej muzyki. Świeżej, niewymuszonej (co się później zespołowi niejednokrotnie zdarzało), dynamicznej, cholernie wciągającej. Di’Anno na wokalu też znakomicie daje sobie radę. Swoją drogą Bruce’a w tym repertuarze za bardzo nie widzę. Wydawnictw koncertowych nie śledzę, możliwe że gdzieś Dickinson śpiewa utwory z tego albumu i brzmi to dobrze. Mi wystarcza spokojnie ta wersja z Paulem przy mikrofonie. Gdzieś na początku liceum, w okolicach 2000 roku puściłem ten album znajomemu, który w ogóle kapeli nie kojarzył (chociaż uważał się za fana ciężkiego grania). Po „Prowlerze” stwierdził, że fajnie grają ale zgapili riff od Papa Roacha:) Wracając do tematu: najjaśniejszymi punktami tego wydawnictwa są 3 utwory które w gruncie rzeczy odbiegają trochę od późniejszej twórczości grupy: tajemniczy „Remember Tomorrow”,lekko balladowy „Strange World” (świetny utwór do posłuchania na szczycie np. Szpiglasowego Wierchu czy gdziekolwiek indziej w Tatrach:) oraz pokręcony „Charlotte The Harlot” ze świetną częścią środkową oraz gitarową jazdą zaraz po niej. Reszta utworów – taka już bardziej Ironowa – nie odbiega poziomem od wyżej wymienionych tracków. Świetna jest instrumentalna „Transylvania” oraz najdłuższy na płycie „Phantom Of The Opera”. Debiut Ironsów jest jednym z ich najrówniejszych albumów. Nie ma tutaj żadnych zapychaczy, dłużyzn, utworów zrobionych na siłę. Niewątpliwie jest to wielkim atutem tego wydawnictwa bo później z ekipą Harrisa bywało różnie i różne „rodzynki” im się przytrafiały.

Moja ocena -> 10/10

Queen – A Kind Of Magic

queen a kind of magicPo 2 słabszych płytach zespół nagrał album na przyzwoitym poziomie. A Kind Of Magic jest taką lekką zbieraniną utworów: 6 z nich pochodzi ze ścieżki dźwiękowej do Nieśmiertelnego (w filmie w trochę innych wersjach), 1 z Żelaznego Orła oraz kilka luźnych. Niewątpliwie najlepszym momentem płyty jest „Who Wants To Live Forever” – jeden z najbardziej wzruszających kawałków w dorobku zespołu. Poza tym bywa tutaj różnie. Dobrze bronią się „One Vision” (z Żelaznego Orła właśnie), utwór tytułowy z fajnym teledyskiem, „One Year Of Love” – niezła ballada oraz „Princes Of The Universe” – utwór najbardziej przypominający stare dokonania zespołu. Coś w sobie ma jeszcze „Don’t Lose Your Head” chociaż rewelacji nie ma. Reszta jest co najwyżej średnia z apogeum kiczu w „Pain Is So Close To Pleasure” – rzeczy, która w ogóle nie pasuje do twórczości Queen. Czytaj dalej Queen – A Kind Of Magic

Korn – The Path Of Totality

korn the path of totalityKorn to taka specyficzna kapela. Nagrali świetny debiut, później bywało różnie. Wrócili do formy w dobrym stylu na Korn III: Remember Who You Are. Znów usłyszeć można ten charakterystyczny bas, którego struny ciągną się chyba po ziemi. Po takim powrocie człowiek mógł się spodziewać kontynuacji na podobnym poziomie. A tu wyszedł taki The Path Of Totality – w serwisie Sputnik Music nazwany słusznie Korn IV – Forgetting Who You Are. Nie lubię oceniać płyt bez wcześniejszego ich przesłuchania w całości. W tym wypadku wystarczyły mi 2 single krążące od jakiegoś czasu w internecie oraz 7-minutowa zapowiedź. Jak kapela, jakby nie patrzeć, metalowa (chcąc, nie chcąc nu metal to podgatunek;) może się tak zeszmacić i nagrać coś takiego? Czytaj dalej Korn – The Path Of Totality

Hey

heyKrytyka raczej nie lubi tego albumu. Oceny ma co najwyżej średnie, czasami trafi się opinia, że „tego czegoś w ogóle nie powinno być”. Ale ja krytykiem nie jestem (pewnie się nie znam:) i będę chwalił bo to na prawdę świetny album. Jeden z moich ulubionych w dyskografii Hey: prosty, gitarowy, bez udziwnień jakie pojawiały się na kolejnych albumach grupy. Już na starcie dostajemy „Jeśli Łaska” – killer totalny, jeden z cięższych utworów grupy ze świetnym wokalem Kasi, właśnie taką Nosowską lubię. Później już tak ostro nie jest (chociaż „Zakryty Mam Wstyd” i „Wielki Węzeł” też mają moc hard:). Czytaj dalej Hey

Gienek Loska Band – Hazardzista

gienek loska hazardzistaNie lubię tworów z programów TV typu Idol, Mam Talent czy X-Factor. Jeśli już miałbym wybierać to wolałbym Must Be The Music. Tam trafiają się ludzi ciekawi, mający coś do powiedzenia. W pierwszej edycji była Olivia Livki – dziewczyna robiąca sobie podkłady, pisząca teksty, grająca na basie i tworząca swoje stylizacje sceniczne. Niestety wygrał obciachowy „Dobry dien dobry dien, heloł heloł….”. No ale cóż – różni ludzie, różne gusta:) W drugiej edycji była grupa pokręconych gówniarzy w Eris Is My Homegirl. Miazga totalna. Ludzie młodzi, niepełnoletni a technicznie świetni. Wokale mogą ludziom nie odpowiadać ale trzeba przyznać, że pierwszą lepszą kapelą nie są i w branży mogą namieszać. Czytaj dalej Gienek Loska Band – Hazardzista