Jakoś rok temu przestałem wierzyć, że usłyszymy jeszcze nową muzykę od All Them Witches. Zespół poznałem przy okazji premiery „Lightning at the Door” i od tamtego momentu Amerykanie regularnie — co rok lub dwa — raczyli słuchaczy nowym, za każdym razem świetnym ale też i różnorodnym materiałem. Wszystko urwało się po wydaniu „Nothing as the Ideal” z 2020 roku. Czytaj dalej All Them Witches – House Of Mirrors
Archiwa tagu: rock
Źrenice – Śnienie
W przypadku zespołu Źrenice i albumu „Śnienie” świetnie sprawdza się idiom o tym żeby „nie oceniać książki po okładce”. Ta sugeruje potencjalnemu słuchaczowi… w zasadzie nie wiadomo co. Może jakiś baśniowy neo-prog z okolic „Baśni” Collage? Jedno jest pewne – z pewnością nie sugeruje w sposób oczywisty tego co czeka słuchacza w czasie słuchania albumu.
Dezerter – Wolny Wybieg
Ciężko uwierzyć w to, że Dezerter jest już na scenie od 45 lat, czyli tak naprawdę na muzyce Warszawiaków bez problemu może się już wychowywać trzecie pokolenie słuchaczy – co zresztą widać po publiczności w czasie koncertów.
Te 45 lat jest o tyle imponujące, że po 1989 roku mogłoby się wydawać, że nikt nie będzie potrzebował takiej twórczości i przede wszystkim straci ona swoje główne – antysystemowe – paliwo napędowe. Czytaj dalej Dezerter – Wolny Wybieg
Puscifer – Normal Isn’t
Uwielbiam Toola. Bardzo lubię A Perfect Circle. Jednak nigdy nie mogłem się przekonać do Puscifera, który MJK tworzy wraz z Matem Mitchelem i Cariną Round. Chyba za mocno przesiąknąłem twórczością macierzystego zespołu Keenana i to co współtworzył pod szyldem Puscifer nie mieściło się w ramach moich muzycznych zainteresowań. Czytaj dalej Puscifer – Normal Isn’t
Mark Knopfler – One Deep River
Z muzyką Marka Knopflera mam pewien bardzo specyficzny problem. Uwielbiam jej słuchać, niezależnie od albumu, ale gdy przychodzi moment, w którym chcę coś napisać na temat kolejnych albumów to muszę się mocno nagimnastykować aby nie pisać za każdym razem tego samego. Knopfler sytuacji nie ułatwia i od lat nagrywa wciąż „to samo”. Czytaj dalej Mark Knopfler – One Deep River
Skunk Anansie – The Painful Truth
Ekipa Londyńczyków przewijała się w moim muzycznym życiu wielokrotnie ale głównie w postaci kontaktu radiowego, kolejnych singli promujących albumy. Nie czułem nigdy potrzeby zagłębiania się w dyskografię zespołu. Do czasu. Skunk Anansie był jedną z gwiazd ostatniego festiwalu Pol’And’Rock odbywającego się w Kostrzynie. Czytaj dalej Skunk Anansie – The Painful Truth
The Black Keys – No Rain, No Flowers
Ciężko uwierzyć w to, że minęło już 14 lat od nagłego wybuchu popularności ekipy The Black Keys za sprawą albumu „El Camino” i przede wszystkim utworu „Lonely Boy”, który w 2011 roku był nachalnie promowany we wszelkiego rodzaju mediach. Duetowi udało się dotrzeć do bardzo szerokiego grona odbiorców, które mogło przekonać się, że sześć wcześniejszych albumów The Black Keys również przynosi bardzo dużo świetnych rockowych, garażowych dźwięków. Czytaj dalej The Black Keys – No Rain, No Flowers
Myslovitz – Korova Milky Bar
Chyba nie ma w Polsce osoby, która chociaż raz nie słyszała „Długości Dźwięku Samotności”. Obstawiam, że przez ponad ćwierć wieku istnienia utwór ten był odtwarzany setki tysięcy razy w telewizji i różnych stacjach radiowych. Najbardziej znany fragment „Miłości w czasach popkultury” wepchnął Myslovitz na piedestał i sprawił, że album sprzedał się w ponad 200 000 egzemplarzy. Czytaj dalej Myslovitz – Korova Milky Bar
Kadavar – I Just Want To Be A Sound
Pamiętam jak około 10 lat temu ekipa Kadavar w ekspresowym tempie podbiła moje serce serwując dużą dawkę mojego ulubionego stonera ale w formie trochę innej niż wiele kapel, które znałem już wcześniej. Berlińczycy bowiem ubrali stonera w retro szaty rodem z lat 70tych. Mieli przy tym niesamowitą umiejętność pisania chwytliwych utworów i do dziś na moich głośnikach często goszczą chociażby „Dust” czy „Fire” z ich drugiego albumu. Czytaj dalej Kadavar – I Just Want To Be A Sound
Messa – The Spin
Pamiętam jak olbrzymie wrażenie zrobił na mnie „Close” kiedy to ukazał się w 2022 roku. Trzeci album Messy bardzo długo nie opuszczał mojego odtwarzacza w zasadzie tylko wymieniając się miejscem z dwoma wcześniejszymi wydawnictwami nagranymi przez Włochów. W recenzji wspomniałem o tym, że fajnie byłoby gdyby na nowy album nie trzeba było czekać 4 lata bo tyle dzieliło „Feast For Water” i „Close”. Czytaj dalej Messa – The Spin