Archiwa tagu: recenzja

Afghan Whigs – How Do You Burn?

afghan whigs how you do you burnChyba każdy z nas ma jeden lub kilka wybranych zespołów, które bardzo lubi ale do których twórczości wraca raczej na zasadzie okazjonalnej a nie systematycznej. Ja mam tak z Afghan Whigs. Szanuję praktycznie każdy album Amerykanów ale przesłuchanie chociażby „Gentlemana” czy „Black Love” to dla mnie pewnego rodzaju rytuał, który odprawiam raz na kilka miesięcy. Czytaj dalej Afghan Whigs – How Do You Burn?

MAG – „Mag II: Pod Krwawym Księżycem”

Przynajmniej kilka razy w roku polska scena metalowa udowadnia, że jest niesamowicie silna i pomysłowa. I nie chodzi tu nawet o swoistą ekstraklasę, która od wielu lat ma ugruntowaną pozycję na rynku ale przede wszystkim o nowe zespoły udowadniające, że nawet do gatunku wyciśniętego jak cytryna można wnieść sporo świeżości. Jest to o tyle wartościowe, że spora część zespołów tworzy w naszym rodzimym języku – i chwała im za to. Czytaj dalej MAG – „Mag II: Pod Krwawym Księżycem”

Asgaard – What If…..

asgaard what ifEkipa z Lewina Brzeskiego istnieje na muzycznej scenie od prawie 30 lat. Jakimś cudem udało mi się przeoczyć ich twórczość co może się wydawać o tyle dziwne, że do 2022 roku zespół nagrał 6 pełnoprawnych albumów. Na swoje usprawiedliwienie biorę fakt, że Asgaard obraca się w rejonie gotyckiego i symfonicznego metalu, z którym nie do końca jest mi po drodze. Czytaj dalej Asgaard – What If…..

Lamb Of God – Omens

lamb of god omensPrzyznam szczerze, że po ostatnim, bardzo przeciętnym albumie w ogóle nie czekałem na nowe wydawnictwo Amerykanów z Richmond. O tyle też większe było moje zaskoczenie gdy w sieci pojawiła się pierwsza zapowiedź nowego albumu bo przecież od poprzedniego minęły dopiero 2 lata zatem jeśli zespołowi zajęło poprzednio 5 lat aby nagrać takiego gniotka to z czym do czynienia będziemy mieli tym razem? Czytaj dalej Lamb Of God – Omens

Slipknot – The End, So Far

slipknot the end so farPrawie ćwierć wieku zajęło ekipie Slipknota wypełnienie kontraktu z Roadrunnerem. Amerykanie zaliczyli genialny start w wytwórni gdy na przełomie wieków za sprawą debiutu i „Iowa” mocno namieszali na metalowej scenie wprowadzając na nią lekki powiew świeżości. Później bywało różnie chociaż tendencję można uznać za zwyżkową ponieważ wydany w 2019 roku „We Are Not Your Kind” jest albumem co najmniej udanym. Czytaj dalej Slipknot – The End, So Far

Mord’A’Stigmata – Like Ants And Snakes

mord a stigmata like ants and snakesPamiętacie ewolucję Blindead? „Affliction…” i „Absence” dzieli stylistyczna przepaść, która podzieliła fanów zespołu. „Ascension” zdawał się kontynuować nowy kierunek ale liczne zawirowania doprowadziły do tego, że pojawiła się „Niewiosna”, która ponownie wywołała burzę. Podobną muzyczną przemianę prezentuje małopolska Mord’A’Stigmata. Czytaj dalej Mord’A’Stigmata – Like Ants And Snakes

Nocny Kochanek – O Jeden Most Za Daleko

nocny kochanek o jeden most za dalekoNa polskiej scenie rockowo-metalowej nie ma chyba drugiego zespołu, który wywoływałby tak skrajne emocje jak Nocny Kochanek. Jeśli chcecie aby domówka świty gitarowej skończyła się w ekspresowym tempie wystarczy podrzucić temat ekipy ze Skarżyska-Kamiennej. Mamy wtedy gwarancję tego, że wszyscy pokłócą się w przeciągu kwadransa i rozejdą do domów bo w ekipie z pewnością znajdą się metalowi ortodoksi Czytaj dalej Nocny Kochanek – O Jeden Most Za Daleko

Megadeth – The Sick, The Dying… And The Dead!

megadeth the sick the dying and the deadNowy i poprzedni album Megadeth czyli „Dystopia” dzieli najdłuższa w historii zespołu przerwa wydawnicza. Przez te 6 lat w ekipie Mustaine’a wydarzyło się wiele i to głównie w drugiej połowie tego okresu. Najpierw Dave w 2019 roku ogłosił światu, że walczy z rakiem. Na szczęście walka ta zakończyła się sukcesem. Drugi grom uderzył w zeszłym roku kiedy to ogłoszono informację, że „dyscyplinarnie” z zespołem pożegnał się David Ellefson, Czytaj dalej Megadeth – The Sick, The Dying… And The Dead!

Behemoth – Opvs Contra Natvram

behemoth opvs contra natvramDoskonale pamiętam początki swojej przygody z Behemothem czyli 2002 rok i album „Zos Kia Cultus”. Oczywiście o zespole słyszałem już wcześniej ale wyraźnie było nam nie po drodze ponieważ w tamtym czasie skupiałem się na thrashu i grunge’u jednocześnie uważając Behemotha za ekipę grającą coś tak ekstremalnego, że dalej nie ma już nic. Do tego dochodziła cała otoczka budowana przez Nergala. Ogólnie były to dla mnie „za wysokie progi”. Czytaj dalej Behemoth – Opvs Contra Natvram