Archiwa tagu: progressive

Meshuggah – The Violent Sleep Of Reason

meshuggah violent sleep of reasonNie od zawsze było mi po drodze z Meshuggah. Pierwszy kontakt z zespołem miałem jeszcze w czasach liceum kiedy to w kręgach szkolnych metalowych ortodoksów szalał album „Nothing”.

Od zawsze ekipa Szwedów budziła we mnie skrajne emocje: z jednej strony coś mnie w niej intrygowało ale jednocześnie odpychało i sprawiało, że nie mogłem się do Meshuggah przekonać. Kolejne albumy nie przyniosły odmiany a nawet zwiększyły niechęć (głównym winowajcą był tu „Catch 33”;). Czytaj dalej Meshuggah – The Violent Sleep Of Reason

Gojira – Magma

gojira magmaJuż dawno żaden album nie zrobił na mnie aż takiego złego wrażenia jak „Magma”.

Wszystko zaczęło się kilka tygodni przed premierą – w momencie opublikowania zapowiedzi krążka w postaci „Stranded”. Nie byłem w stanie przesłuchać tego utworu do końca. Drugą zapowiedź – „Silvera” ominąłem chcąc uniknąć kolejnego rozczarowania. Cały entuzjazm spowodowany zbliżającą się premierą „Magmy” szlag trafił. Czytaj dalej Gojira – Magma

Votum – :KTONIK:

votum ktonikKilka lat temu miałem bardzo krótki ale intensywny etap fascynacji twórczością Votum. Wszystko rozpoczęło się kilka miesięcy wcześniej od rozpoczęcia przygody z Riverside. Przygoda ta z lepszymi i gorszymi momentami trwa do dziś.

W przypadku Votum sprawa przedstawia się troszkę inaczej. Po krótkim etapie fascynacji zespół poszedł w totalną odstawkę. Czytaj dalej Votum – :KTONIK:

Riverside – Love, Fear And The Time Machine

riverside love fear and the time machineNajnowszy album jednego z naszych najlepszych „produktów” eksportowych został już rozłożony na czynniki pierwsze w dziesiątkach innych recenzji. Nie ma zatem sensu powielać wszystkiego co już zostało napisane i u mnie będzie inaczej – na zasadzie zimnej analizy:)

Zacznijmy od plusów. Niewątpliwie jednym z największych jest wydanie takie samo jak to miało miejsce w przypadku „SONGS”. Dwa krążki „Love, Fear And The Time Machine” umieszczone są w bardzo ładnym digipaku z bardzo oryginalnymi i nietuzinkowymi grafikami Travisa Smitha. Gość już wcześniej przyzwyczaił nas do tego, że odwala kawał porządnej roboty – tak jest i tym razem. Drugi wielki plus – krążek „Day Session”. Pierwsze, bardzo luźne skojarzenie: „Metanoia” Porcupine Tree. Niecałe 30 minut grania snuje się niespiesznie w bardzo przyjemny sposób umilając czas spędzony przy wykonywaniu innych czynności np. czytania, sprzątania, pisania itp. Czytaj dalej Riverside – Love, Fear And The Time Machine

Pink Floyd – The Endless River

pink floyd endless riverUwaga! Jeśli jesteś ortodoksyjnym fanem Pink Floyd, który łyka całą twórczość zespołu niczym bocian żabę – bez żadnego zacięcia, bez żadnego „ale” i jakichkolwiek wątpliwości – lepiej od razu odpuść sobie czytanie poniższej recenzji i skup się na nowym krążku. Z pewnością nie znajdziesz tu tego czego oczekujesz;)

Ale zacznijmy od początku. Nie lubię zabiegu zwanego przeze mnie „reanimacją trupa”. Szlag trafia mnie gdy co kilka lat grupa pewnych ludzi podciera sobie dupę marką Queen. Marką, którą uwielbiam, na której się wychowałem i która ukształtowała muzycznie kilka pokoleń fanów i muzyków. Każde odkopanie chociaż kilku słów nagranych przez Freddiego jest okazją do tego żeby pożerować na wiernych i oddanych fanach, Czytaj dalej Pink Floyd – The Endless River