Archiwa tagu: electronica

Lunatic Soul – Fractured

lunatic soul fracturedPraktycznie od zawsze uznawałem Lunatic Soul za swego rodzaju nieślubne dziecko Mariusza Dudy, który w tym samym czasie jest w stałym i stabilnym związku z Riverside. Jednak w końcu trzeba było uświadomić sobie, iż Lunatic Soul to pełnoprawny projekt a nie odskocznia. Zbliżająca się premiera „Fractured” była do tego najlepszą okazją. Czytaj dalej Lunatic Soul – Fractured

Jean Michel Jarre – Oxygene 3

jean michel jarre oxygene 340 lat po premierze pierwszej części i prawie 20 po drugiej, Jean Michel Jarre wydaje domknięcie trylogii „Oxygene”. Chęć uczczenia jubileuszu czy zwyczajny skok na kasę fanów?

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat francuski artysta sukcesywnie obniżał loty czego najlepszym przykładem mogą być chociażby 2 ostatnie albumy. Duet „Electronica” w znaczny sposób odbiega od twórczości, do której przez lata przyzwyczaił nas JMJ. Czytaj dalej Jean Michel Jarre – Oxygene 3

Riverside – Eye Of The Soundscape

riverside eye of the soundscapeCiężko pisać o „Eye Of The Soundscape” w kontekście nowego albumu Riverside chyba, że weźmiemy pod uwagę tylko fakt niedawnej premiery.

Materiał, który został zebrany na 2 płytach to swego rodzaju kompilacja i to też nie do końca bo zawiera rzeczy starsze, które już znamy, jak i nagrane zupełnie niedawno, które dopiero teraz ujrzały światło dzienne.

Zatem mamy tu utwory znane z bonusowych krążków z  dwóch ostatnich albumów zespołu („Night Session” i „Day Session”).  Czytaj dalej Riverside – Eye Of The Soundscape

Akurat – Nowy Lepszy Świat

akurat nowy lepszy światW czasach liceum miałem krótki ale dość intensywny epizod związany z Akurat. Systematycznie jeździłem na obozy żeglarskie do Myśliborza, w 2001 roku ktoś zabrał ze sobą „Pomarańczę”. I tak przez 2 tygodnie katowaliśmy ten album.

Po powrocie do domu przez jakiś czas debiutancki album Akurat towarzyszył mi prawie codziennie. Druga fala „fascynacji” krążkiem nastąpiła rok później – ponownie na żaglach. Po powrocie do domu entuzjazm systematycznie opadał aż „Pomarańcza” wylądowała w kącie. Czytaj dalej Akurat – Nowy Lepszy Świat

Wes Borland – Crystal Machete

wes borland crystal macheteBez jakiejkolwiek promocji, rozgłosu i hucznych zapowiedzi w wersji solowej zadebiutował Wes Borland. Przyczyny takiego akurat zachowania mogły być różne. Po przesłuchaniu „Crystal Machete” każdy może wysnuć swoje wnioski na ten temat. Jedno natomiast jest pewne: najbardziej ekscentryczny z członków Limp Bizkit w wersji solowej to coś totalnie innego niż muzyka, którą tworzył ze swoją kapelą macierzystą. Czytaj dalej Wes Borland – Crystal Machete

Jean Michel Jarre – Electronica 1: The Time Machine

jean michel jarre electronica 1 the time machineW swoim życiu miałem etap (swoją drogą całkiem długi) fascynacji twórczością Jeana Michela Jarre’a. Zaczęło się to wszystko w okolicach 1998 roku i trwało ładnych parę lat.

Przyznam szczerze, że z większymi przerwami ta fascynacja trwa do dziś. W sumie nic dziwnego bo artysta na swoim koncie ma kilka dzieł wybitnych, o których ciężko zapomnieć. W mojej głowie nadal siedzi „Oxygene”, „Oxygene 7-13”, „Magnetic Fields”, „Equinoxe”, „Zoolook”, czy nawet „Odyssey Through O2”, od którego w moim przypadku wszystko się zaczęło. Czytaj dalej Jean Michel Jarre – Electronica 1: The Time Machine

The Prodigy – The Day Is My Enemy

prodigy the day is my enemyWspominasz z sentymentem czasy kiedy to w radiu i tv królowały „Voodoo People”, „Their Law” lub „Poison”? W 1997 roku darłeś się wraz z Keithem Flintem do dźwięków „Breathe”, „Firestarter” lub „Fuel My Fire”? Jeśli tak to lepiej na nowo zaprzyjaźnij się z „Music For The Jilted Generation” i „The Fat Of The Land” bo najnowszy album The Prodigy z pewnością nie dostarczy Ci podobnych doznań.

Przyznam szczerze, że utwory zapowiadające „The Day Is My Enemy” jakoś specjalnie mnie nie poruszyły. „Nasty” oraz kawałek tytułowy przeleciały bez echa – na zasadzie „ni to ziębi, ni parzy”. „Wild Frontier” oraz „Wall Of Death” jakimś cudem przegapiłem. Ciężko powiedzieć, że nie mogłem się doczekać premiery krążka bo tak nie było. Czytaj dalej The Prodigy – The Day Is My Enemy

The Chemical Brothers – Further

chemical brother furtherPrzełom wieków to czas mojej wielkiej fascynacji Chemicznymi Braćmi. W zasadzie to nic dziwnego bo chyba prawie wszyscy słuchali w tamtym czasie m.in. „Hey Girl, Hey Boy”. Po pewnym czasie uczucie przygasło, nie podkręcały go kolejne wydawnictwa duetu no i ostatecznie cała twórczość duetu poszła w odstawkę bo zmieniłem obiekt zainteresowań (prawdopodobnie był to powrót do grunge lub metalu;). Przyznam się szczerze, że premierę Further przegapiłem. A gdy już się dowiedziałem to podobnie jak w przypadku poprzednich 2-3 albumów raczej przesłuchałem z „obywatelskiego” obowiązku niż zainteresowania. Podobnie było z zakupem tego krążka – primo: uzupełnił dyskografię, w której była luka, secundo: kosztował niecałe 12zł z przesyłką z Anglii:) Długo leżał na półce i się kurzył ale w końcu dostał drugą szansę. Można powiedzieć, że szansę tę wykorzystał bo zmieniłem zdanie na jego temat. Niewątpliwym atutem Futher jest znikoma obecność wokali Czytaj dalej The Chemical Brothers – Further

Kosheen – Damage

kosheen damageTrzeci album w dorobku Kosheen ma jedną podstawową wadę – cierpi na nadmiar bogactwa. To tak się da? Otóż da się: 16 utworów trwających łącznie ponad 70 minut to zdecydowanie za dużo. I tak jak pierwsza część albumu wgniata w fotel tak końcówka krążka nie wywołuje już praktycznie żadnych emocji. Ale zacznijmy od początku. Gdybym miał przyrównać Damage do dwóch poprzednich albumów Kosheen to zdecydowanie bliżej mu do Resist chociaż też nie do końca. Damage jest zdecydowanie bardziej ułożony, mniej inwazyjny, łatwiej wpada w ucho i bardziej nadaje się do radia czy tv. Zasadniczo z Resist było podobnie ale trafiały się tam też rzeczy bardziej dobitne: mało medialne ale mające ogromną moc. Tutaj tego nie ma a sam krążek jest grzeczny. Chociaż samo otwarcie w ogóle tego nie zapowiada bo początek utworu tytułowego ciężko uznać za granie popularne i trudno w ogóle zgadnąć, że to akurat ten zespół. Czytaj dalej Kosheen – Damage

Kosheen – Independence

kosheen independencePo wydaniu Damage ekipa Kosheen długo milczała. Fani grupy chyba pogodzili się już z faktem, że to koniec. Aż tu nagle – po 5 latach studyjnej nieobecności pojawił się Independence. Krążek ten w pełni rekompensuje bardzo długi czas oczekiwania i udowadnia, że Kosheen ma jeszcze wiele do powiedzenia jeśli chodzi o scenę taneczno-klubową. Independence to ponad godzina muzyki podzielona na 14 utworów, z których większość aż ocieka przebojowością i bez większego wysiłku mogłaby one podbić klubowe parkiety. Pod tym względem jest zdecydowanie lepiej niż na Damage. Już sam początek albumu sprawia, że słuchaczowi noga zaczyna bezwiednie chodzić w rytm muzyki;) Może otwierający całość „Addict” nie robi tego tak intensywnie ale drugi na track liście „Get A New One” już tak. Kawałek jest nieziemsko nośny. Czytaj dalej Kosheen – Independence