Archiwa tagu: mastodon

Mastodon – Emperor Of Sand

mastodon emperor of sandZ ekipą Mastodona mam od dłuższego czasu problem. Praktycznie od początku ich styl ewoluował i każdy album był inny. Jednak po wydaniu na prawdę dobrego „Crack The Skye” coś poszło nie tak i od „The Hunter” grupa zaczęła kierować się w rejony, o które wcześniej bym ich nie podejrzewał. „Once More ‚Round The Sun” brnął w niezrozumiałe dla mnie rejony jeszcze bardziej. Czytaj dalej Mastodon – Emperor Of Sand

Mastodon – Once More ‚Round The Sun

mastodon once more round the sunRecenzję najnowszego dziecka Mastodona rozpocznę dość nietypowo – Once More ‚Round The Sun ma dwie podstawowe wady. Po pierwsze nie jest to Mastodon z pierwszych płyt… Jeśli liczycie na powtórkę z Remission czy też Leviathana to poczujecie duży zawód. Ale jeśli uda wam się odciąć od przeszłości ekipy z Atlanty to sytuacja może się diametralnie odmienić. Gorzej z drugą wadą – damskimi chórkami w „Aunt Lisa”. Chyba łatwiej byłoby zrozumieć o co chodzi w polskiej polityce niż rozgryźć po jaką cholerę zespół zdecydował się na wstawianie „tego czegoś”. No ale o gustach podobno się nie dyskutuje – innym ten zabieg może się spodobać;) Oprócz wad Once More ‚Round The Sun ma również zalety! Największą jest zdecydowanie „Chimes At Midnight” – chyba najlepsza rzecz jaką udało im się stworzyć od czasu utworów z Blood Mountain. Początkowe intro kojarzące się z rockiem progresywnym lekko po połowie minuty grania zostaje w brutalny sposób przerwane przez niespokojny riff i galopujące tempo. Czytaj dalej Mastodon – Once More ‚Round The Sun

Mastodon – Crack The Skye

mastodon crack the skye7 utworów = 50 minut muzyki = najbardziej przekombinowany album w historii Mastodona. I niby wszystko jest ok. Całkiem fajnie się tego słucha, bez zmęczenia, dużo tu fajnych momentów. Ale krążek się kończy i człowiekowi nie pozostaje z niego w pamięci praktycznie nic. Tak jak w przypadku wcześniejszych wydawnictw (no i od biedy późniejszego The Huntera) już w czasie pierwszego przesłuchania coś wpadało w ucho, coś innego nie bardzo i ogólnie byłem w stanie mniej więcej zidentyfikować kawałki po tytułach tak po Crack The Skye nie miałem żadnych odczuć. Po kilkudziesięciu odsłuchach krążek ten nadal jest mi obojętny i mam problemy z rozpoznaniem niektórych utworów. Nie mówię, że album jest zły bo nie jest. Czytaj dalej Mastodon – Crack The Skye

Mastodon – Remission

mastodon remissionGdyby puścić komuś nieświadomemu najnowsze dzieło Mastodona czyli album The Hunter i tuż po nim ich debiut – Remission to pewnie nigdy w życiu nie uwierzyłby, że to ta sama kapela. Oba krążki dzieli 9 lat i przepaść muzyczna. Przy grzecznym Hunterze Remission jest jak buldożer niszczący wszystko na swej drodze. Debiut jest bezkompromisowy, brutalny, totalny. Oczywiście są tu spokojniejsze momenty jak np. początki „Ol’e Nessie”, „Trainwreck”, „Trilobite” oraz w całości zamykający album „Elephant Man” ale stanowią one tylko kroplę w morzu metalowego „łojenia” w wersji sludge i progresywnej. Słuchając Remission i pozostałych płyt Mastodona warto zwrócić uwagę na perkusję. Dailor jest nietuzinkowym bębniarzem i tyle w temacie:) Czytaj dalej Mastodon – Remission

Mastodon – Blood Mountain

mastodon blood mountainKiedyś nie lubiłem Blood Mountain. Patrzyłem na tę płytę z perspektywy Leviathana. I to był mój błąd bo przecież każda ich płyta jest inna, unikatowa. Zmieniłem podejście i od razu zmianie uległa też ocena płyty. Po kilkunastu przesłuchaniach bez leviathanowych uprzedzeń stawiam ją tuż za poprzednikiem. Do Blood Mountain mam tylko jeden zarzut. Nazywa się „Bladecatcher”. Sam w sobie ten potworek nie jest jeszcze tak wybitnie zły ale ma fragmenty a’la „skreczowane”(?), które są po prostu paskudne, przez nie za każdym razem omijam cały utwór. Nie wiem po co zespół umieścił go na płycie, nic ciekawego do albumu nie wnosi a z tego co czytałem to nie tylko mojej skromnej osobie przeszkadza i psuje opinię całościową. A ta i tak jest bardzo wysoka. Czytaj dalej Mastodon – Blood Mountain

Mastodon – Leviathan

mastodon leviathanMoja przygoda z Mastodonem zaczęła się dość niedawno bo w tym roku. Z nazwy kojarzyłem ich od kilku lat ale twórczości nie znałem. Pewnie dalej bym nie kojarzył gdyby nie Sonisphere 2011. Mimo że na imprezie nie byłem to musiałem sprawdzić kto (Mastodon + 2 inne kapele które w pamięci mi nie utkwiły jakoś specjalnie) mi legendę – Killing Joke wypchnął na taką barbarzyńską godzinę – 14:40. Poczytałem trochę w internecie: krytyka i „normalni” ludzie wychwalali pod niebiosa Leviathana. Odpaliłem yt, przesłuchałem i kilka dni później mój portfel był chudszy o 50zł. Ale warto było. Leviathan jest niesamowity. Jest to concept oparty na powieści Hermana Melville’a „Moby Dick albo Wieloryb”. A co ma do zaoferowania? Kupę świetnych ciężkich, metalowych melodii, tony połamanych, skomplikowanych, matematycznych(?) riffów w połączeniu z bardzo dobrymi wokalami. Czytaj dalej Mastodon – Leviathan

Mastodon – The Hunter

mastodon the hunterPiąty album w dorobku Mastodona i jednocześnie piąty dowód na to, że zespół nie da się w łatwy sposób zaszufladkować. Po progresywnym Crack The Skye z 7 rozbudowanymi, powiązanymi utworami wydali coś zupełnie innego. Mamy tutaj 13 zdecydowania krótszych i niepowiązanych ze sobą utworów. Mastodon poszedł tutaj w kierunku muzyki łatwiej przyswajalnej dla szerszego grona odbiorców. Utworów w starym stylu jest mało, właściwie 2: Blasteroid i Spectrelight. Reszta jest zdecydowanie łagodniejsza, nie ma praktycznie „wydzierki”, są same czyste wokale. Zespół szuka chyba nowego grona odbiorców, stara gwardia na ten album może zareagować różnie. Podobnie jak nowi zagłębiając się w poprzednie wydawnictwa grupy (szczególnie jak od razu po Hunterze posłuchają np. Remission:) Czytaj dalej Mastodon – The Hunter