Mastodon – Hushed And Grim

mastodon hushed and grimOd premiery „Crack The Sky”, czyli ostatniego albumu Mastodona, który lubię praktycznie bezgranicznie, minęło już 12 lat. I mimo tego, że później średnio po drodze było mi z wizją twórczości zespołu to i tak praktycznie przed premierą każdego kolejnego albumu przebierałem nogami i budziłem się krótko po północy aby od razu po udostępnieniu posłuchać efektu prac muzyków, którzy stworzyli takie kolosy jak „Remission” i „Leviathan”. Nie inaczej było i tym razem.

Ale zanim to nastąpiło mieliśmy do czynienia z całkiem fajną akcją w mediach społecznościowych gdzie fani zespołu mogli wyłapać fragmenty okładki, które można było później zlepić w jedną całość – swoją drogą bardzo ładną i ponownie zaprojektowaną przez wieloletniego „współpracownika” – Paula Romano. Później nastąpiły przedpremierowe utwory.

„Pushing The Tides” mógł wzbudzić zdecydowanie szybsze bicie serca wśród fanów liczących na powrót do korzeni. Utwór jest ciężki i szybki. Znalazło się tutaj również sporo miejsca na kombinowanie, połamaną rytmikę oraz efektowne popisy perkusyjne, których deficyt można było odczuć na poprzednich wydawnictwach.

Na ziemię brutalnie sprowadził słuchaczy „Teardrinker”, który wyraźnie sygnalizował, że na powrót do czasów debiutu raczej nie mamy co liczyć. Utwór ten ma jednak w sobie coś z pewnego rodzaju przebojowości i sporo jego fragmentów wpada w ucho zatem można było się z tym pogodzić.

Ostatnią zapowiedzią był „Sickle And Peace”, który wyraźnie nawiązuje do czasów „Crack The Skye”. Można zatem powiedzieć, że przed premierą trudno było zbudować sobie obraz nadchodzącego „Hushed And Grim” ponieważ każda z trzech zapowiedzi była totalnie „z innej parafii”. Jedyne co było pewne to to, że nowe wydawnictwo przyniesie słuchaczom aż 15 utworów o łącznym czasie trwania przekraczającym 86 minut oraz to, że będzie to wydawnictwo bardzo osobiste i najbardziej ambitne właśnie od czasów „Crack The Skye”. Co zatem wyszło z tych zapowiedzi?

Zazwyczaj budząc się po północy w celu przesłuchania premierowych nagrań nie mam problemu z przesłuchaniem całego albumu oraz zbudowaniem pierwszej opinii na jego temat. W przypadku „Hushed And Grim” odpadłem w okolicach piątego utworu. Zmęczenie? Możliwe. Zatem z samego rana zrobiłem powtórkę i ponownie miałem ochotę „odpaść” w okolicach 20 minuty czasu trwania.

O co zatem chodzi? W czym jest problem? Otóż w tym, że „Hushed And Grim” jest zwyczajnie nudny i jałowy. Często zdarza się, że zespoły jako single wypuszczają utwory niekoniecznie najlepsze i dające obraz tego co czeka nas na krążku. Niestety Mastodon przed premierą wytoczył prawie najcięższe działa. Dalej jest niestety tylko gorzej. Chociaż otwarcie albumu wcale nie zwiastuje nadchodzącego dramatu.

„Pain With An Anchor” z pewnością szczytem możliwości muzyków Mastodon nie jest ale odnajdziemy tu sporo fajnych fragmentów, ciężaru, świetnej perkusji oraz nawiązań do wcześniejszej twórczości. Podobnie jest w  ciekawym „The Crux”, po którym następuje singlowy „Sickle And Peace”. Ale już kolejny „More That I Could Chew”, mimo że nie pozbawiony ciężaru i ciekawych momentów, zawiera sporo dłużyzn.

Później jest już tylko gorzej. „The Beast” ciągnie się niemiłosiernie, ze „Skeleton Of Splendor” jest jeszcze gorzej ponieważ utwór ten pozbawiony jest jakiegokolwiek polotu. Tuż po tych dwóch utworach wracamy do przedpremierowych zapowiedzi licząc, że mieliśmy do czynienia z niewielkim wypadkiem przy pracy. Niestety nie…

„Peace And Tranquility” rozpoczyna się bardzo fajnie nawiązując mocno do „Blood Mountain”. Niestety po kilkudziesięciu sekundach utwór gwałtownie hamuje i do końca nie dzieje się w nim praktycznie nic. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że i tak wypada on o niebo lepiej niż następujące po nim „Dagger” i „Had It All”.  Sytuację zdaje się ratować „Savage Lands” ponownie wyraźnie nawiązujący do „Blood Mountain”. Niestety po nim mamy już tylko 3 utwory i ponad 20 minut marazmu.

Może i „Hushed And Grim” jest albumem najbardziej osobistym pod względem tekstowym ale jednocześnie najnudniejszym pod kątem muzycznym. Instrumentalnie jest on pozbawiony jakiejkolwiek dynamiki, finezji i odrobiny szaleństwa. Dodatkowo gdzieś po drodze zgubił się cały muzyczny warsztat ponieważ technicznie również nie znajdziemy tu fajerwerków , na które przecież stać muzyków o czym wielokrotnie nas przekonali.

Słuchając takich potworków jak „Gobblers Of Dregs”, „Dagger”, „Had It All” czy „Gigantium” mamy wrażenie obcowania z zespołem wyraźnie zmęczonym i nie mającym pomysłu na swoją muzykę. Jest to o tyle dziwne, że spośród muzyków obracających się w podobnych rejonach sludge metalu to właśnie ekipa Mastodon dysponowała najlepszym warsztatem muzycznym. Niestety na „Hushed And Grim” w ogóle tego nie słychać.

Dominuje tu monotonia i wyraźny brak polotu. Sporo spośród 15 utworów ciągnie się w jednostajnym, usypiającym tempie bez jakichkolwiek urozmaiceń. Odnajdziemy tu sporo elementów podobnych do innych przedstawicieli sceny sludge. „Had It All” muzycznie przypomina Baroness. Jednak w ekipie Baizleya takie utwory były zazwyczaj przerywnikiem, pauzą w różnorodnej, zdecydowanie żywszej całości. Na „Hushed And Grim” są zdecydowanie inne proporcje.

Na niekorzyść wydawnictwa działa bardzo mocno czas jego trwania. Prawie 1,5 godziny rozciągniętego pop prog rocka niezbyt wysokich lotów to zdecydowanie za dużo nawet dla fanów zespołu. Ciekawe jak Mastodon wyobraża sobie promowanie albumu na koncertach.

Przyznam szczerze, że po trzech ostatnich albumach ekipy z Atlanty nie miałem wygórowanych oczekiwań ale zespół i tak mnie zaskoczył nagrywając materiał pozbawiony praktycznie wszystkiego za co można było lubić poprzednie wydawnictwa. I zrobił to w tak spektakularny sposób, że anulowałem pre-ordera. Chwała Empikowi za to, że było to możliwe z powodu opóźnienia w wysyłce. Zawsze to 65zł w kieszeni, które można przeznaczyć na inną premierę wartą uwagi.

Moja ocena -> 6/10

13 myśli nt. „Mastodon – Hushed And Grim”

  1. Nieźle, napisałeś recenzję albumu, który trwa prawie 90 minut, jeden dzień po jego premierze. Czy czegoś nie zrozumiałem? Jak rozumiem odsłuch był z you tube?
    Pozdrawiam.

    1. Są jakieś zasady zabraniające pisania o płytach dzień po premierze? Recenzja powstała po 7 przesłuchaniach. Po jej napisaniu nadal podtrzymuję zdanie i uważam, że muzycznie ten album jest zwyczajnie miałki – najgorszy z dotychczasowych. W jego przypadku całkowicie zgadzam się z recenzentem z Pitchforka.

  2. Dobry, zróżnicowany, rozbudowany album. Być może wynika to z faktu, że podoba mi się kierunek w jakim ten zespół podążył. A może to po prostu kwestia starzenia się…

    Świetna mięsista perkusja, fajnie przebijające się „spod spodu” riffy, twarde, zwarte brzmienie.

    1. Mi właśnie ten kierunek się nie podoba;) I to właśnie jest piękne, że każdy z nas jest inny, lubi co innego itp. Nowy Mastodon zbiera raczej pozytywne recenzje ale w krytyce nie jestem osamotniony;)

    2. Już za drugim przesłuchaniem mnie „kupili”. Świetna klimatyczna muza z kapitalną produkcją od pierwszej do ostatniej nuty. Zmierzają w dobrym kierunku.
      A ten jeden z „potworków” „recenzenta”- Gobblers Of Dregs- tak od 4minuty to najlepszy Mastodon jak kiedykolwiek słyszałem – cud, miód i orzeszki 10/10

      1. Widzisz – dla mnie to potworek, dla Ciebie najlepszy Mastodon jakiego kiedykolwiek słyszałeś. W obliczu praktycznie wszystkich utworów z czterech pierwszych albumów moglibyśmy sobie podyskutować na ten temat ale po co skoro „Hushed And Grim” odczuwamy subiektywnie i każdy będzie miał na temat tego albumu inne zdanie?:)

  3. Po pierwszych kilku przesłuchaniach powiem szczerze, nie wchodziło. Ale jak album siadł, to klękajcie narody! Teraz już go na pewno nie „odlubię”, Znakomity klimat się nad tymi kompozycjami unosi, nigdzie im się nie spieszy, hipnotyzują. Choć gdy potrzebne jest „pierdolnięcie”, to Mastodon pokazuje, że nadal potrafi. Ogólnie bardzo dojrzała, świadoma muzyka. Wywaliłbym może jeden kawałek („Peace and Tranquility”), reszta gra jak z nut.

  4. Przeczytałem kilka pierwszych zdań i nie dałem rady czytać dalej. Spróbowałem jeszcze raz ale było jeszcze gorzej. Takich bzdur dawno nie czytałem. W końcu doczytałem do końca i pierwsze wrażenie wciąż mi towarzyszy. Dnem dna jest oczekiwać od ambitnego zespołu, że nagra powtórkę płyt sprzed kilkunastu lat bo „prawdziwi, od zawsze fani” wiedzą jaka powinna być płyta Madtodon. Żenada…

    1. Sugeruję następnym razem nie czytać i zamiast tego napisać swoją recenzję;) I decydując się na komentowanie krytykować konstruktywnie bo użyty w końcówce argument do mnie nie przemawia i jest na tyle wygodny, że np. można go sprawnie użyć do takiego „St. Anger” Metalliki ale w przypadku Mastodona to już jest obraza majestatu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *