Mark Knopfler – Tracker

mark knopfler trackerMark Knopfler jak na dzisiejsze czasy i modę jest artystą co najmniej dziwnym, nieżyciowym. Nie odcina w łatwy sposób „dire straitsowych” kuponów żerując na wypracowanej przez siebie legendzie. Robi natomiast coś zupełnie innego – w latach 90tych ubiegłego wieku zupełnie odciął się od przeszłości, od grania „stadionowego rocka” i zajął się tym co mu na prawdę w duszy gra. W zasadzie kto bogatemu zabroni? Człowiek, który sprzedał na świecie ponad 120 mln płyt może sobie na to pozwolić. Nie mniej jednak Knopflerowi należy się nagroda za wytrwałość – od prawie 20 lat (licząc od „Golden Heart” wydanego w 1996 roku) jego twórczość dość znacznie odbiega od dokonań kapeli macierzystej ale w żaden sposób nie odstrasza to wiernego grona słuchaczy.

Praktycznie każde jego nowe wydawnictwo dociera w Polsce do TOP10 najlepiej sprzedających się albumów. I nie jesteśmy tu wyjątkiem bo takich państw w samej Europie jest bardzo dużo. Nie inaczej będzie pewnie z ósmym solowym albumem w dorobku artysty. „Tracker” to kontynuacja ścieżki wytyczonej lata temu. Dire Straits nadal czuć tu w śladowych ilościach. Chyba najbardziej w „Beryl”, który już kilka miesięcy temu zapowiadał nowe wydawnictwo.

Reszta to już knopflerowe standardy czyli „korzenny” rock, folk i blues. Również w warstwie tekstowej nie ma jakichś większych zmian. Artysta nadal opowiada o wspomnieniach z dawnych lat (chociażby „Laughs And Jokes…”, historiach z życia wziętych oraz codziennych sprawach/problemach otaczającego nas świata(np. sprawa „Beryl” Bainbridge). I to jest właśnie fenomenalne – wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę co przyniesie kolejny album Knopflera ale i tak jego premiera wywołuje szybsze bicie serca.Podobnie jest i tu: niby wszystko to już było ale i tak nieziemsko kręci i fascynuje. Bo jak nie bujać się przy folkowych dźwiękach świetnego „Laughs And Jokes And Drinks And Smokes”?

Nie sposób przejść obojętnie obok pięknego, delikatnego śpiewu Kanadyjki Ruth Moody w 5 utworach. Podobnie sprawa ma się z Nigelem Hitchcockiem i jego saksofonem w snujących się powoli „River Towns” i „Wherever I Go”. Po drugiej stronie barykady stoi w miarę żywy „Broken Bones”, w którym podczas koncertów będzie można świetnie kooperować z publicznością.

Te bardziej dynamiczne momenty są tu jednak mniejszością. „Tracker” jest krążkiem o wiele bardziej stonowanym od swojego poprzednika i mniej zróżnicowanym. Dominuje tu spokój, delikatny, subtelny, wręcz intymny klimat. Opowieści Knopflera snują się niespiesznie niczym chmury zawarte na tyle poligrafii tego wydawnictwa. Słuchacz natomiast leży na kocu gdzieś na polu z okładki i relaksując się słucha co tam ciekawego Mark ma nam do przekazania. Może to trochę naiwne ale ja to kupuję:)

Wiele osób zarzuca Knopflerowi wtórność, smęcenie od lat w ten sam sposób praktycznie o tym samym. Ja wiem jedno – wielu z nas kiedyś jeszcze będzie tęsknić za tym smęceniem. 15 utworów (w wersji Deluxe) zawartych na „Trackerze” będzie próbowało zapełnić lukę która kiedyś nieuchronnie powstanie. I zapełni ją dobrze bo nowy album Knopflera to kolejna bardzo mocna pozycja w jego dyskografii.

Moja ocena -> 8/10

 

Oficjalna strona artysty

Jedna myśl nt. „Mark Knopfler – Tracker”

  1. Celna recenzja. No cóż, Mark nie kombinuje. Gra mieszankę rocka, bluesa i folku na wysokim poziomie. Nie ma się co spodziewać powrotu do stylistyki Dire Straits…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *