Pearl Jam – Backspacer

pearl jam backspacerNa Backspacera, podobnie jak kilka poprzednich płyt zespołu, można patrzeć z dwóch perspektyw: samej muzyki – i tu album wypada dobrze, jak i zespołowej „spuścizny” oraz wpływu na grunge – i tu jest już zdecydowanie gorzej. Najpierw ta jaśniejsza strona: 11 utworów, praktycznie wszystkie wpadają w ucho. Ale jest jedno zastrzeżenie: album jest za krótki. Od poprzednika minęły 3 lata – nie można było spłodzić więcej materiału? Wracamy do tematu: praktycznie wszystkie kawałki są łatwo przyswajalne, lekkie, łatwe i przyjemne, wprost do radia. Grzecznie tu, przeważnie spokojnie, czasami słodko, wręcz coldplayowo. No i fajnie ale… Ale ten album nagrał jeden z filarów grunge a nie Chris Martin ze swoją świtą!!! I tu przechodzimy do ciemnej strony mocy. Ciekawe co Eddie z czasów Ten (niech Vs i Vitalogy też będzie) powiedziałby gdyby ktoś mu puścił Backspacera i powiedział, że to jego dzieło, które wyda za niecałe 20 lat? Wtedy agresywny buntownik, dziś zdziadziały prawie 50latek grający z kolegami pop rocka do Vivy i MTV… Starego Pearl Jama z ostrym pazurem praktycznie tu nie uświadczymy. Na poprzedniku było hard rockowo, tu zasadniczo w ogóle nie jest. Najostrzej jest w „Gonna See My Friend”, „Supersonic” i od biedy „Got Some” i są to najbardziej chwytliwe numery. Na chama doczepić do „chwytaków” można „The Fixer” – utwór tragicznie naiwny ale jednak strasznie przebojowy oraz „Johnny Guitar”. Reszta nadaje się na solowe wydawnictwa Veddera – szczególnie „Just Breathe” z muzyką zerżniętą z „Tuolumne” z soundtracku Into The Wild. Fajnie się słucha tych kawałków ale legendom takim jak Pearl Jam takie coś chyba nie przystoi? Muzycy Alice In Chains udowodnili, że można po latach nadal brzmieć „grandżowo” według stylu, który się wypracowało kilkanaście lat temu. A tu mamy takie pitu pitu. Gdyby nie głos Veddera to można by pomylić większość kawałków z chłamem lecącym na Vivie. No ale będę starał się być obiektywnym i oceniać samą muzykę bez oglądania się wstecz więc:

Moja ocena -> 7/10

Jedna myśl nt. „Pearl Jam – Backspacer”

  1. „Backspacer” to ten album, który przywrócił mi wiarę w Pearl Jam. Zespół od czasów (tak,tak) „Vitalogy” ( z „Vitalogy” włącznie) kompletnie się pogubił i w dodatku – z małymi wyjątkami – przynudzał, co doskonale można odczuć na wymęczonym, dwupłytowym składaku „Rearviewmirror”. Dobrze jednak, że Panowie zdołali się jeszcze opamiętać i nie tyle co uratować ale wskrzesić swoją markę. Zdecydowanie jestem na TAK. Wspominanie czy porównywanie do poziomu nowego AiC nie tyle pretensjonalne co infantylne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *