Megadeth – Th1rt3en

megadeth thirteenPo pierwszym przesłuchaniu lekkie rozczarowanie – łeee, nie jest to Endgame czy Rust In Peace(i wszystkie albumy od niego wstecz). Z drugiej strony – nie jest to Risk. Po kilku następnych odsłuchach diametralna zmiana – cholera ale to jest nośne. Album jest przebojowy, ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Na początek z grubej rury – 3 killery. Nie jest to może tak „czysty” thrash jak w wypadku początku Endgame ale jak nieziemsko wpada w ucho. Po tym świetnym początku zwalniamy na 2 utwory by po krótkim wstępie znów rozkręcić się w „Never Dead” – klasycznej megadethowej jeździe bez trzymanki, po której zwalniamy na trochę by za chwilę usłyszeć „Fast Lane”, po którym znów prędkość spada z punktem kulminacyjnym w „Millenium Of The Blind”. Tak jak na początku byłem do Trzynastki nastawiony na „nie” tak z każdym przesłuchaniem coraz bardziej mi się podoba. Rudy nagrał album łatwiejszy w odbiorze niż jego najlepsze płyty, Th1rt3en ma szansę zaistnieć w szerszym świecie(tak jak albumy wymienione za chwilę). Klimatycznie można ją postawić obok Countdown…, Youthanasii czy Cryptic Writings(z tymże od tej ostatniej jest o wiele lepsza). Mimo tej przebojowości nie zajeżdża tu kiczem i tandetą jak na Risk. Jedyne do czego mogę się doczepić to kolejność utworów. Po genialnym początku w okolicach 7 utworu ciśnienie zaczyna spadać i kolejne tracki już nie robią takiego wrażenia jak te 1-6. Co nie zmienia faktu, że jest dobrze – startu do Endgame raczej nie ma, ale co z tego? Ważne, że dobrze się tego słucha.

Moja ocena -> 8/10

Jedna myśl nt. „Megadeth – Th1rt3en”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *