Riverside – Shrine Of New Generation Slaves

riverside shrine of new generation slavesPrzyznam szczerze, że po usłyszeniu zapowiedzi nowego albumu Riverside w postaci „Celebrity Touch” miałem mieszane uczucia. Atmosfery nie poprawiały wywiady z muzykami, którzy twierdzili, że nowy krążek będzie się składał z krótszych utworów, bardziej piosenkowych itp. I jak to ostatecznie wyszło z SONGS? W moim przypadku nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Ale od drugiego/trzeciego już jak najbardziej. Album zaczyna się intrygująco od lekko połamanego „New Generation Slave”, dopiero po jakimś czasie utwór wskakuje na właściwe tory. Niespokojną atmosferę wprowadza następujący po nim „The Depth Of Self-Delusion” ze świetną końcówką. No i w końcu dostajemy albumowego zapowiadacza czyli „Celebrity Touch”. Przy pierwszym odsłuchu cholernie mi się ten utwór nie podobał. Z każdym kolejnym było tylko lepiej. Teraz noga sama chodzi w rytm muzyki, kawałek świetnie buja, brzmi potężnie no i ma duży potencjał medialny – ale bez takiego komercyjnego obciachu. „We Got Used To Us” totalnie odmienia klimat, wprowadza lekko przygnębiającą atmosferę, świetnie brzmią klawisze. W „Feel Like Falling” wracamy do bujania i żywszego grania, bardzo nośnego. Następny w kolejce – „Deprived” momentami przypomina mi trochę Pink Floyd z lekką nutą Jeana Michela Jarre’a oraz „The Start Of Something Beautiful” Porcupine Tree. Do tego dochodzi genialny saksofon – jest moc! Najdłuższy na płycie „Escalator Shrine” zaczyna się świetnie, pierwsza część utworu jest „normalna”, przed 5 minutą utwór zmienia się z pędzący pociąg by w okolicach 6:30 znów zwolnić i uwolnić z siebie nutkę Floydów. Całość zamyka przyjemna, spokojna, akustyczna „Coda”, która mogłaby być troszkę dłuższa. Bonusowy dysk przynosi nam 2 nocne sesje trwające po ponad 10 minut. Obie są ciekawe ale jakieś takie mało riverside’owe. Pierwsza z sesji to jakby spokojny Jean Michel Jarre z ciekawym motywem gitarowym i fajnym klimatem. Drugi (gdyby nie saksofon) można by podciągnąć pod zakończenie któregoś z pierwszych albumów Chemical Brothers albo Prodigy. Sam saksofon krąży w klimatach przypominających mi Freak Armii.

Na koniec trochę przemyśleń: SONGS jest bardzo ładnie wydany – w formie digipaka/książeczki na bardzo dobrym jakościowo papierze – podobnie jak Stupid Dream i Lightbulb Sun Porcupine Tree w wersji z DVD. Album jest zdecydowanie inny od swoich poprzedników: trylogii i ADHD. Tak jak trylogia kojarzyła mi się z wielkim pejzażem gdzie wszystko było poukładane i dopięte na ostatni guzik tak tutaj całość jest jakby bardziej bałaganiarska – coś jak szkic węglem na papierze. Co wcale nie jest wadą bo i jedno i drugie jest sztuką;) Czuć tu lekkiego ducha Jarre’a i Floydów. Na SONGS nie znajdziemy ani grama metalu, odnajdziemy tu natomiast przeplatające się ze sobą skrajne emocje, zróżnicowanie. Riverside cieszy się dużą popularnością za naszą granicą – marzy mi się żeby nagrali coś po polsku w ten sposób rozsławiając nasz całkiem ciekawy język;) Gdyby wszystkie zespoły tworzyły takie „piosenki” to muzyczny świat byłby zdecydowanie lepszy. Mamy dopiero połowę stycznia a już pojawił się cholernie mocny kandydat do polskiej płyty roku. Gorąco polecam!

Moja ocena -> 9/10

9 myśli nt. „Riverside – Shrine Of New Generation Slaves”

  1. Płyta fajna, najlepszy twór to Feel like Falling, płyta raczej melancholijna, ale ładnie skomponowana, a rozbudowane długie utwory są ciekawe i nie nużą. Całość przypomina mi Porcupine Tree i King Crimson z ostatnich dwóch płyt. Jakoś Pink Floydow tu nie słychać, chyba że każdą płytę ocierającą się o progresywny rockj kojarzyć z Pink Floydami. Ambitna rockowa płyta, którą warto posłuchać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *