Metallica – Garage, Inc

metallica garage incW 1998 roku pewnie po części by udobruchać niezadowolonych fanów(po 2 nieudanych thrashowo płytach) a po części dla pieniędzy Metallica zdecydowała się wydać Garage, Inc – album z coverami. Trochę się ich tu nazbierało bo aż 27. Podzielono je na 2 krążki. Zacznijmy od drugiego – starszego – z lat 80tych. Ten zaczyna się od szybkiego „Helpless” ze świetną solówką. Klimat rodem z horrorów wprowadza wolniejszy „The Small Hours”. Po nim Metallica wzięła na warsztat jeden z klasyków mojego ulubionego zespołu – Killing Joke – „The Wait”. Niby zagrali go poprawnie ale oryginał jest zdecydowanie lepszy. Tu brakuje tego dusznego, apokaliptycznego klimatu od którego aż kipi w wykonaniu zespołu Colemana. Poziom trzyma „Crash Course In Brain Surgery”, który jednak wypada średnio na tle następnego w kolejce misfitsowego duetu „Last Caress/Green Hell” – szczególnie kopie tu druga część zagrana w ekstremalnym tempie. Duże wrażenie robi „Am I Evil?” – w pierwszej części toczący się jak walec, później jednak następuje podkręcenie tempa plus do tego świetne solówki. Przy dynamicznej trójcy „Blitzkrieg”, „Breadfan” oraz „The Prince” noga człowiekowi sama chodzi w rytm muzyki, kawałki są dynamiczne, wręcz przebojowe i niesamowicie nośne. Tak jak riff ze „Stone Cold Crazy” Queen. Bryan May stworzył coś idealnie pasującego do świata metalu. Utwór sam w sobie nie jest wybitny ale riff ma potężny:) „So What” nie powala, na szczęście ten chwilowy spadek formy naprawia zdecydowanie lepszy „Killing Time”. Płytę zamykają 4 covery ze stajni Motorhead, którym też niczego nie brakuje chociaż raczej należą do grona średniaków niż petard. Jak widać krążek stoi na wysokim poziomie, jest tu kilka słabszych momentów ale dominują jednak te lepsze. Zatem ogólna ocena byłaby wysoka. Ale jest problem… Garage, Inc zawiera jeszcze jedną płytę… Z nagraniami z lat 97-98. Tu cała thrashowa magia z lat 80tych ustępuje miejsca Metallice znanej z Load i Reload. Co na plus? Całkiem przyjemny jest „It’s Electric”. „małometalikowa” wersja „Turn The Page” prezentuje się nieźle. Fajnie wypada kolejne zapożyczenie od The Misfits – „Die, Die My Darling”. Utrzymuje ono podobne tempo jak „Last Caress/Green Hell” z drugiego krążka. No i to by było na tyle. Reszta jest przeciętna – „Sabbra Cadabra”, „Tuesday’s Gone” w porywach do słaba – „Free Speech For The Dumb”, „Whiskey In The Jar”. Do tego drugiego mam jakiś uraz z powodu teledysku, utwór sam w sobie nie jest zły chociaż Metallica nie wniosła do niego praktycznie żadnej „wartości dodanej”. I tu pojawia się problem z oceną Garage, Inc. Z jednej strony mamy tu zbiór naprawdę świetnych nagrań z lat 80tych mogących stanowić fajny dodatek do podstawowej twórczości zespołu. Z drugiej dostajemy coś czego mogłoby nie być i świat muzyki by na tym nie stracił. Jest tu kilka lepszych momentów ale dominuje przeciętność i wieje tu nudą. Gdybym miał oceniać krążki osobno to wyszłoby tak: lata 80te -> 8/10, lata 90te -> 3/10. Średnia 5,5. Podciągniemy trochę do góry z sentymentu do „80’s”;)

Moja ocena -> 6/10

4 myśli nt. „Metallica – Garage, Inc”

  1. co gorsze ta cześc która ci sie podoba to przecież już wyszłą w osiemdziesiątych latach…Mi też podoba się bardziej pierwsza płyta

  2. Jak dla mnie to przedobrzyli z liczbą kawałków – jedna płyta zawierająca same sprawdzone petardy w zupełności by wystarczyła. Ogólnie jednak mam słabość do tego wydawnictwa. Sprawdza się w długich trasach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *