Kazik – Czterdziesty Pierwszy

kazik czterdziesty pierwszyZmęczenie materiału, kryzys wieku średniego czy kie licho? Takie były moje pierwsze przemyślenia po usłyszeniu tego albumu. Z każdym kolejnym przesłuchaniem było coraz lepiej ale nie zmienia to faktu, że wobec Czterdziestego Pierwszego mam mieszane uczucia. Tak jak jeszcze Melassy dawało się w miarę słuchać w całości i trzymało się to kupy tak tutaj mam bardzo dużo „ale”. Po pierwsze: ilość materiału. Mamy tu 24 utwory, łącznie ponad 2 godziny grania. Problemu nie byłoby gdyby materiał był równy. Ale nie jest. Cholernie nie jest. Utwory na prawdę fajne przeplatają się ze średniakami i gniotami. Panuje tu stylistyczny burdel. Momenty typowo „solowokazikowe” mieszają się ze stylistyką jego albumów z coverami Waitsa i Weilla. Tekstowo też bywa różnie. Świetne fragmenty przeplatają się z przedszkolnymi rymami(szczególnie „Tortury”) nie wiadomo o czym. Tak jak wcześniej mnie to nie denerwowało (a zdarzały się głupie teksty i na 12 Groszach i na Mellasie, wcześniej też) tak tutaj strasznie irytuje i człowiek ma ochotę utwór przełączyć. No ale dobra, koniec wieszania psów – przechodzimy do pozytywów bo i tych tutaj trochę można znaleźć. Na Czterdziestym Pierwszym najjaśniej świecą: „Czego Zechcesz Synu, Gdy Wszystkiego Masz Już w Bród?” – utwór hipnotyczny, tajemniczy, mimo tego, że jest toporny i ciężki w odbiorze to intryguje i wciąga; „Nasza Kompania” – rzecz zdecydowanie żywsza, ciekawa muzycznie jak i tekstowo; „Kryzys Energetyczny” – niby niczego ciekawego do tego wydawnictwa nie wnosi ale bardzo dobrze się tego słucha, fajnie buja; „George W. Bush Kocha Polskę” – prawy sierpowy Dżordżowi Debilju Buszowi ze świetną końcówką;) (utwór jest zdecydowanie za długi, można by coś wyciąć z środka); „Czasem Mi Się Zdaje” – gdyby nie czas trwania to utwór byłby typowo „starokazikowy”; „Polska Płonie” – takie pomieszanie KNŻetu z dawnym Kazikiem, szału nie ma ale ogólnie utwór na wysokim poziomie no i na koniec fajny odgrzewany kotlecik – „Anarchia W WC”. Przechodzimy do uczuć mieszanych. „Stalingrad” – tekstowo świetny, muzycznie momentami mnie przerasta, długość też iście „koneserska”; „Idol” – cięta riposta na to co robiło jury w tym programie, utwór traktuję raczej jako fajną ciekawostkę niż pełnoprawny kawałek, przed wydaniem tego albumu krążyła w internecie inna wersja „Idola”, która była zdecydowanie lepsza od tego co mamy na krążku; „Bomba” i „Maria” – ligowa szarzyzna, przeciętniaki; „Down In The Other Hole” – instrumentalny przerywnik muzyczny? Jeśli tak to dlaczego taki długi?; „Zielone Karty” – podobna sytuacja jak z DITOH. „Pani Katarzyna” – piękny początek, hipnotyzujący motyw gitary, szkoda, że później nie jest już tak kolorowo; „Dzisiaj Przyjeżdża Krysia” – niby fajnie gra: jest żywe, dynamiczne ale jednocześnie jakieś takie naiwne; „Paraliż!”, „Dzisiejszy Styl” oraz „Sfizohremja” – momentami świetne ale jako całość się rozjeżdżają. No i na koniec rzeczy, które ewidentnie mi nie wchodzą: „Tortury” – kawałek sam w sobie fajny, przeraża mnie momentami tekstowo dziecinnymi rymami; „Chopie, Nie Szalej!” – utwór ciągnący się jak Moda Na Sukces. „Lili Marleen” oraz „Proces Bandy Gorfryda” – ciężko tego dosłuchać do końca, kilka razy przesłuchałem „żeby nie było”, od dawna omijam szerokim łukiem; „40 Lat Minęło” – jeśli moje życie po 40tce ma wyglądać tak jak kazikowa interpretacja tego klasyka to ja na krótko przed urodzinami wolę się rzucić z Zamarłej Turni albo innej Kazalnicy:) Jak tak sobie spojrzymy na spis utworów to ewidentnie widać, że krążek nr 1 prezentuje się o wiele lepiej od dwójki. I właśnie jego bym zostawił w zmodyfikowanej formie: to bym wywalił, tamto skrócił, jeszcze coś innego przyciął, do tego dorzut kilku zmodyfikowanych utworów z cd nr 2 i mielibyśmy na prawdę mocne wydawnictwo. A tak otrzymaliśmy ciężkostrawną kobyłę, którą w całości będą w stanie strawić tylko koneserzy albo najbardziej zatwardziali fanatycy Kazika. Ja Staszewskiego bardzo lubię i cenię ale nie planuję patrzeć bezkrytycznie na wszystko co „spłodzi”. Czterdziesty Pierwszy jest nierówny, przekombinowany i zdecydowanie za długi, momentami jakby zrobiony na siłę.

Albumu przesłuchałem specjalnie by tutaj napisać o nim słów kilka, wcześniej leżał na półce nieużywany od kilku lat. Zaraz wróci na swoje miejsce na kolejne kilkanaście/kilkadziesiąt miesięcy.

Moja ocena -> 6/10

Jedna myśl nt. „Kazik – Czterdziesty Pierwszy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *