Black Sabbath – Paranoid

black sabbath paranoidRok 1970 był szczęśliwy dla fanów metalu. Dlaczego? A chociażby dlatego, że to właśnie wtedy ekipa Black Sabbath „popełniła” 2 filary tego gatunku. Najpierw był miażdżący debiut, kilka miesięcy później jego kontynuacja. Przez ten okres nie zmieniło się zbyt wiele, rewolucji nie było zatem Paranoid wybitnie od debiutu nie odbiega. Chociaż pojawiają się tu eksperymenty. Pierwszym z nich jest piękny „Planet Caravan”, który nie ma zbyt wiele wspólnego z gatunkiem, który muzycy serwowali nam do tej pory. Nie zmienia to faktu, że kawałek jest genialny, coverowała go m.in. Pantera. Drugi eksperyment to instrumentalny „Rat Salad” – ot taka zabawa na perkusji. Pozostałe 6 kawałków to to co prawdziwe tygrysy lubią najbardziej czyli czysty metal oparty na genialnych riffach (które zapożyczały sobie później różne kapele z całego świata, od nas np. KNŻ). To właśnie na Paranoid znajduje się jeden z najciekawszych riffów wszech czasów (nie pamiętam co to był za ranking) – w „Iron Man”. Geniuszem wcale nie ustępuje mu to co dzieje się w „Hand Of Doom” – utworze o 2 twarzach, jednym z najlepszych na krążku. Od reszty poziomem gitarowym nie odstają „Fairies Wear Boots”” i „Electric Funeral” (szczególnie w drugiej części) – tu też mamy do czynienia z kunsztem i finezją;) Ciekawa sprawa ma miejsce w przypadku utworu tytułowego – z tego co pamiętam to jeden z najlepszych kawałków metalowych w historii powstał w ostatniej chwili, „na doczepkę”. Jak ja bym chciał żeby inni artyści tak mieli:) Pozostał ostatni utwór – otwierający płytę, świetny „War Pigs”. Tak właśnie miał nazywać się ten album, ale niektórym osobom za bardzo kojarzyło się to z wojną w Wietnamie i ostatecznie skończyło się na Paranoid. Jak zwał tak zwał – liczy się zawartość a ta jest wybitna. Ciężko wyróżnić jakiś utwór na szczególny plus, na minus może „Rat Salad”. Pozostałe 7 kawałków to prawdziwe killery a Paranoid to krążek, który każdy człowiek powinien znać:)

Moja ocena -> 10/10

4 myśli nt. „Black Sabbath – Paranoid”

  1. Paranoid to dla mnie najlepszy BS. Z jednej strony ciężar wypełzający z „War pigs” czy „Hand of doom” z drugiej energia „Paranoida”. Ogólnie na płycie panuje ponura atmosfera świata, pogrążonego w przemocy i szaleństwie. Muzycy z Iommim na stworzyli dzieło wiekopomne, choć nie tak przełomowe jak poprzedniczka. Najlepsze Black Sabbath jest z Ozzym! 🙂

    Swoją drogą znam ludzi (w iluś tam procentach ja też), którzy nie uznają Black Sabbath za zespół metalowy. 😉

    1. Ja nie wiem czy bardziej lubię debiut czy Paranoid. Oba krążki są niesamowite. Tuż za nimi Heaven And Hell. Btw – fajny heathenowski avatar:)

  2. A według mnie największym dokonaniem oryginalnego składu Black Sabbath jest „Master of Realty” – dopiero na niej doprowadzili swój styl do perfekcji, a także po raz pierwszy udało im się nagrać longplay bez żadnego wypełniacza 😉 Debiut też bardzo lubię, zwłaszcza utwory „Black Sabbath” i „N.I.B.”, natomiast z „Paranoid” mam problem – szanuję ten album jako jeden z najważniejszych dla heavy metalu i całej muzyki rockowej, ale z czasem lubię coraz mniej utworów z niego. Obecnie właściwie tylko „War Pigs” i tytułowy, nawet „Iron Manem” się znudziłem 😉 „Hand of Doom” też jest świetny, ale w wersji Slayera – nie tak rozwleczonej i z fajniejszym śpiewem (no właśnie – to jeden z wyjątków kiedy Tom Araya śpiewa, a nie krzyczy!).

    Od dłuższego czasu wolę Black Sabbath z Ronniem Dio na wokalu, od tego z Ozzym. „Heaven and Hell” – genialny longplay, jeden z najwspanialszych jakie kiedykolwiek powstały (chociaż na osiem utworów trzy są bardzo przeciętne). Niedoceniany „Dehumanizer” też jest świetny, „Mob Rules” trochę mniej, ale tam też są fantastyczne utwory: „Falling Off the Edge of the World”, „Over and Over” – rewelacja 😉

  3. 10/10
    * „Black Sabbath” (1970)
    * „Master Of Reality” (1971)
    * „Born Again” (1983)
    * „Dehumanizer” (1992)

    9/10
    * „Sabbath Bloody Sabbath” (1973)
    * „Never Say Die!” (1978)
    * „Heaven And Hell” (1980)
    * „Headless Cross” (1989)
    * „Tyr” (1990)

    8/10
    * „Paranoid” (1970)
    * „Technical Ecstasy” (1976)
    * „Mob Rules” (1981)
    * „Cross Purposes” (1994)

    7/10
    * „Sabotage” (1975)
    * „Seventh Star” (1986)
    * „The Eternal Idol” (1987)
    * „Forbidden” (1995)

    5/10
    * „Vol.4” (1972).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *