Nie ulega wątpliwości, że Immolation to legenda death metalu. Amerykanie współtworzyli ten gatunek i wyznaczali w nim nowe szlaki, kierując swoją muzykę w najbardziej ekstremalne rejony. Dziś pierwsze pięć albumów zespołu to absolutna klasyka, a nawet późniejsze wydawnictwa – przyjęte nieco chłodniej – wciąż pozostają poza zasięgiem większości sceny. Czytaj dalej Immolation – Descent
Archiwa tagu: review
Vomitory – In Death Throes
Jeszcze niedawno twórczości Vomitory w ogóle nie znałem. Oczywiście nazwę kojarzyłem, ale w natłoku innych zespołów „o większej renomie” zawsze odkładałem poznanie twórczości Szwedów na później. A chyba nie ma lepszej okazji do takiego przedsięwzięcia niż zbliżająca się premiera nowego albumu. Zacząłem od zapowiedzi nowego krążka. „For Gore And Country” i „Wrath Unbound” porwały mnie już przy pierwszym przesłuchaniu. Czytaj dalej Vomitory – In Death Throes
MuN – Utra
Wrocławski MuN poznałem 5 lat temu dzięki Heavision. „Presomnia” wpadła mi w ucho do tego stopnia, że wcześniejsze dwa albumy w ekspresowym tempie również znalazły się w mojej kolekcji. Na kolejne wydawnictwo zespołu czekałem już świadomie z bardzo dużymi oczekiwaniami, tylko podsyconymi przedpremierowymi zapowiedziami. Wrocławianie „dowieźli” i „Nhemis” uznaję za jeden z najlepszych polskich albumów 2023 roku. Czytaj dalej MuN – Utra
Blindead 23 – Deuterium
Gdybym miał stworzyć zestawienie 10 najlepszych polskich albumów w kategorii metal nagranych w tym milenium to „Affliction XXIX II MXMVI” byłby jednym z pierwszych wyborów. Trzecie wydawnictwo Blindead to prawdopodobnie najlepsza rzecz jaka przydarzyła się polskiemu post-metalowi. Od tego krążka rozpocząłem przygodę z Blindead. Dopiero później cofnąłem się do dwóch poprzednich albumów oraz wyczekiwałem premiery „Absence” i „Ascension”. Czytaj dalej Blindead 23 – Deuterium
Diatom – Low Light
Kilkanaście lat temu miałem muzyczny etap fascynacji polskim, współczesnym graniem progresywnym. Zaczęło się oczywiście od Riverside. Dalej były Votum, Indukti i jeszcze kilka innych projektów, których nazw już nawet nie pamiętam. Etap ten skończył się dawno temu, dziś sięgam praktycznie tylko po Riverside i to niezbyt często, chociaż systematycznie. Pozostałych wymienionych zespołów nie słuchałem pewnie z 10 lub więcej lat. Czytaj dalej Diatom – Low Light
Źrenice – Śnienie
W przypadku zespołu Źrenice i albumu „Śnienie” świetnie sprawdza się idiom o tym żeby „nie oceniać książki po okładce”. Ta sugeruje potencjalnemu słuchaczowi… w zasadzie nie wiadomo co. Może jakiś baśniowy neo-prog z okolic „Baśni” Collage? Jedno jest pewne – z pewnością nie sugeruje w sposób oczywisty tego co czeka słuchacza w czasie słuchania albumu.
Neurosis – An Undying Love For A Burning World
Kiedy opisywałem „Fires Within Fires” uznałem ten album za rozczarowanie. Był dla mnie za krótki przez co sprawiał wrażenie niedopowiedzianego no i przede wszystkim brakowało mi w nim „polotu” znanego z wcześniejszej twórczości. Liczyłem na to, że kolejne wydawnictwo będzie zdecydowanie lepsze. Od tego czasu minęło 10 lat. Lata te mijały a następca albumu nie pojawiał się. Czytaj dalej Neurosis – An Undying Love For A Burning World
Exodus – Goliath
W pierwszej połowie zeszłego roku , w jednym z wywiadów Gary Holt poinformował fanów, że Exodus nagrywa nowy materiał. I tego materiału jest tak dużo, że wystarczy nie na jeden, ale na dwa albumy. Sam materiał jest tak dobry, że fani dosłownie zesrają się ze szczęścia. Czytaj dalej Exodus – Goliath
Lamb Of God – Into Oblivion
Bałem się o ten album. Najpierw – w 2023 roku Randy ściął dredy!;) Później pojawiły się informacje o odświeżaniu konwencji. W końcu zobaczyliśmy okładkę z nowym logo, które przypomina pracę z generatora. Cała okładka wygląda jak wytwór sztucznej inteligencji, a szkoda, bo do tej pory zespół dbał również o ten aspekt swojej twórczości.
Czytaj dalej Lamb Of God – Into Oblivion
Thy Worshiper – Demony Wschodu
Nigdy nie lubiłem folk metalu. Nie dorosłem do niego, już dawno wyrosłem lub trafiałem na nieodpowiednie zespoły. Ale oczywiście są odstępstwa od reguły. Jednym z takich odstępstw jest ekipa Thy Worshiper, którą poznałem 10 lat temu – trochę przypadkowo. W wielu podsumowaniach muzycznych 2016 roku pojawiały się „Klechdy”, które miały niesamowitą okładkę. To właśnie ona przykuła moją uwagę i sprawiła, że w ogóle sięgnąłem po ten album. Czytaj dalej Thy Worshiper – Demony Wschodu