Przez skład Soulfly na przestrzeni 28 lat istnienia przewinęło się kilkunastu muzyków. Patrząc na linię czasu bez problemu zauważymy, że poza Maxem najdłuższym stażem w zespole może się poszczycić Marc Rizzo, który był członkiem Soulfly w latach 2003-2021. W tych 18 latach powstały najlepsze albumy grupy czyli „Prophecy”, „Dark Ages”, „Conquer”, „Enslaved” i „Ritual”. W wielu momentach Rizzo był motorem napędowym tego projektu, zarówno w studio jak i na koncertach. Czytaj dalej Soulfly – Chama
Archiwa tagu: metal
Octotanker – Voidhopper
Niby to debiut ale jednak nie do końca bo gdy spojrzymy na skład zespołu to bez problemu skojarzymy go z Prądem. A ten miałem okazję poznać 4 lata temu przy okazji premiery ich drugiego albumu – „Octotanker” – niesamowita zbieżność tytułu z nazwą nowego projektu, przypadek? Nie sądzę;) Czytaj dalej Octotanker – Voidhopper
Deftones – private music
Nowy album Deftones – „private music”, to bez wątpienia jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń muzycznych tego roku. Od premiery „Ohms” minęło już pięć lat co stanowi najdłuższą przerwę wydawniczą w historii zespołu. W tym czasie pojawiały się plotki o zmianach personalnych, spekulacje na temat kierunku brzmienia i przede wszystkim pytanie, czy Deftones „dowiezie” i jeszcze nas czymś zaskoczy. Czytaj dalej Deftones – private music
Sodom – The Arsonist
„Genesis XIX” i jego następcę dzieli kalendarzowo 5 lat i jest to jedna z najdłuższych przerw wydawniczych w historii niemieckiej legendy. Fakt faktem – po drodze premierę miały jeszcze dwie EPki ale były to wydawnictwa kilkunastominutowe, które dodatkowo jakoś szczególnie nie powalały. Trzy lata temu ukazał się jeszcze „40 Years At War”, na którym zespół odgrzał utwory z przekroju całej dotychczasowej kariery. Czytaj dalej Sodom – The Arsonist
Sadist- Something To Pierce
Trzeba przyznać, że algorytmy serwisów streamingowych sugerujące nową muzykę często przynoszą „złote strzały”. Sam wielokrotnie trafiłem w ten sposób na albumy, po przesłuchaniu których szybko zapoznawałem się z całą dyskografią i ta prędzej czy później lądowała u mnie na półce w wersji fizycznej. Czytaj dalej Sadist- Something To Pierce
Behemoth – The Shit Ov God
Krótko po premierze poprzedniego albumu Behemotha trafiłem w Internecie na opinię, że świat zaczął interesować się zespołem w momencie gdy tak na prawdę nie ma już czym. Oczywiście pod komentarzem była zagorzała dyskusja gdzie pełno było entuzjastów jak i sceptyków twórczości Gdańszczan. Sama wypowiedź natomiast może i była trochę nieszczęśliwa ale jednak dawała do myślenia.
Machine Head – Unatoned
Praktycznie każdą recenzję kolejnych albumów Machine Head można rozpocząć w ten sam sposób: historia zespołu to swoista sinusoida pełna wzlotów i upadków, albumów które stały się klasykami ale też i takich, które najchętniej wymazałoby się z dyskografii lub jeszcze lepiej – z pamięci. Po beznadziejnym wręcz „Catharsis” przyszła zwyżka formy w postaci „Of Kingdom And Crown”. Czytaj dalej Machine Head – Unatoned
Messa – The Spin
Pamiętam jak olbrzymie wrażenie zrobił na mnie „Close” kiedy to ukazał się w 2022 roku. Trzeci album Messy bardzo długo nie opuszczał mojego odtwarzacza w zasadzie tylko wymieniając się miejscem z dwoma wcześniejszymi wydawnictwami nagranymi przez Włochów. W recenzji wspomniałem o tym, że fajnie byłoby gdyby na nowy album nie trzeba było czekać 4 lata bo tyle dzieliło „Feast For Water” i „Close”. Czytaj dalej Messa – The Spin
Rwake – The Return Of Magik
Ekipa świrów z Little Rock jest moim zdaniem jedną z najbardziej oryginalnych i nietuzinkowych kapel z nurtu sludge. Są jednocześnie zespołem wybitnie niedocenionym, któremu nigdy nie udało się wypłynąć na szerokie wody i zawsze pozostawali w pewnej – swojej niszy. Duży wpływ na to miała z pewnością specyfika ich muzyki i jej nieprzystępność. Czytaj dalej Rwake – The Return Of Magik
Pentagram – Lightning In A Bottle
Kilka tygodni temu pewien starszy pan został wielką gwiazdą internetowych memów. Dla dużej części internautów stał się postacią komiczną ze swoimi roztrzepanymi włosami i wytrzeszczem oczu. Jednak z pewnością znalazło się też i grono, które zgłębiło temat i dowiedziało się, że ten starszy pan to Bobby Liebling czyli założyciel Pentagram – ekipy, która zaczęła grać tradycyjny doom metal tylko chwilę później niż zrobili to prekursorzy gatunku czyli Black Sabbath. Czytaj dalej Pentagram – Lightning In A Bottle