Bardzo lubię biegać przy dźwiękach twórczości Napalm Death. Muzyka tworzona przez Brytyjczyków sprawia, że chce się podkręcić tempo i nabić jeszcze jeden kilometr a później następny i następny. Ale czasem trzeba posłuchać czegoś innego – tak dla odmiany. Taką odmianą kilka lat temu była dla mnie Krzta z albumem „ŻÓŁĆ.NISZCZENIE.ZGLISZCZE.” I chyba znalazłem w końcu polskiego następcę tego albumu. Czytaj dalej Despizer – Krew
Archiwa tagu: hardcore
Biohazard – Divided We Fall
Na przełomie wieków w telewizjach muzycznych można było trafić na bloki z cięższym brzmieniem. MTV miało swoje „Headbangers Ball”, Viva zaś „Hell’s Kitchen”. W czasach Internetu „na kartki” programy te były źródłem inspiracji i kopalnią nowych zespołów, których muzyki szukało się później na różne sposoby. W ten sposób poznałem Nirvanę czy Alice In Chains. Czytaj dalej Biohazard – Divided We Fall
Black Tusk – The Way Forward
Na ekipę Black Tusk trafiłem w okolicach 2010 i premiery albumu „Taste The Sin”. W kolejnych latach zespół sukcesywnie raczył swoich fanów nowymi wydawnictwami
nagrywając do 2018 roku jeszcze 4 krążki. Ostatni z nich niespecjalnie porywał zatem swoje zespołowe retrospekcje ograniczałem do wcześniejszych albumów i już kilka lat temu przestałem wierzyć w to, że usłyszymy jeszcze coś nowego od ekipy z Savannah.
Beastie Boys – Aglio E Olio
Trudno uwierzyć w to, że w tym roku mija 9 lat od śmierci Adama Yaucha, który przez ponad 30 lat współtworzył piękną historię Beastie Boys. Gdyby nie przedwczesna śmierć artysty, historia ta pewnie pisana byłaby nadal, w dalszym ciągu w oparciu o niekończące się zmiany. Bo właśnie nowojorczyków można przytoczyć jako jeden z najlepszych przykładów muzycznej ewolucji. Czytaj dalej Beastie Boys – Aglio E Olio
Kvelertak – Splid
Najdłuższa przerwa studyjna w historii Kvelertak przerwała 3-letni cykl wydawniczy. A co wydarzyło się w ekipie Norwegów przez te 4 lata, które przyszło czekać fanom na „Splid”? Najważniejszym wydarzeniem jest bez wątpienia zmiana wokalisty. Erlenda Hjelvika w połowie 2018 roku za mikrofonem zastąpił Ivar Nikolaisen. Pulę roszad w składzie uzupełnia zmiana perkusisty, która nastąpiła rok później. Czytaj dalej Kvelertak – Splid
Burn The Priest – Legion: XX
Z okazji zbliżającego się 20-lecia istnienia ekipa Lamb Of God wydała nowy album. Ale żeby nie było zbyt łatwo: zrobiła to pod szyldem Burn The Priest a album zawiera same covery. Od razu należą się wyjaśnienia. Otóż Burn The Priest to pierwsza nazwa Lamb Of God, pod którą zespół egzystował w latach 1994-1999. Covery są natomiast swego rodzaju hołdem dla zespołów, które odegrały szczególną rolę w kształtowaniu stylu grupy. Czytaj dalej Burn The Priest – Legion: XX
Nails – You Will Never Be One Of Us
Czy można sponiewierać kogoś jak brudną szmatę do podłogi w niecałe 22 minuty? Okazuje się, że można. Wystarczy włączyć takiej osobie najnowsze dzieło ekipy Nails.
Jeszcze wczoraj myślałem, że po zapoznaniu z twórczością Converge już nic nie będzie w stanie mnie zaskoczyć. Byłem w błędzie. Ale zacznijmy od początku. Czytaj dalej Nails – You Will Never Be One Of Us
Kvelertak – Nattesferd
1985 to dobry rocznik. Prawdę mówiąc to mój rocznik także musiał być dobry;) Zatem utwór pokręconych Norwegów, zapowiadający zbliżający się album, również powinien skoro zawierał taką a nie inną kombinację cyfr. Jednak teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką i „1985” zrobił na mnie zdecydowanie kiepskie wrażenie.
Nie mogę powiedzieć żebym przebierał nogami w oczekiwaniu na zbliżający się „Nattesferd”. Po usłyszeniu jego zapowiedzi robiłem to w jeszcze mniejszym stopniu. Czytaj dalej Kvelertak – Nattesferd
Hatebreed – The Concrete Confessional
Hatebreed to pewnego rodzaju fanomen: od prawie 20 lat grają praktycznie to samo a i tak informacje o nadchodzącym nowym wydawnictwie wywołują u mnie szybsze bicie serca i tupanie nogą w oczekiwaniu na premierę. Odsłuch efektów pracy muzyków z Wellingford zawsze sprawia mi wielką przyjemność i na mojej twarzy pojawia się uśmiech zadowolenia.
W przypadku „The Concrete Confessional” ten banan od ucha do ucha ma o tyle ułatwione zadanie, że krążek rozpoczyna się od niesamowitego uderzenia w postaci „A.D.” Czytaj dalej Hatebreed – The Concrete Confessional
Armia – Toń
Sześć lat minęło od bardzo owocnego dla Armii roku 2009. Światło dzienne ujrzały wtedy „Der Prozess” i „Freak”. Pierwszy z nich to jeden z najbardziej wyrazistych albumów w dorobku zespołu, krążek nietuzinkowy, wybijający się ponad ligową szarzyznę mimo kilku wad (związanych głównie z Budzym). Drugi natomiast to rzecz totalnie odjechana, oderwana od rzeczywistości, nie mająca nic wspólnego z dotychczasowym dorobkiem zespołu. Bardziej można ją traktować jako eksperyment i odskocznię od właściwego toru niż poszukiwanie nowej drogi.
Od premiery obu tych wydawnictw minęło już sporo czasu ale wreszcie ukazał się nowy materiał – „Toń”. Sześć lat to szmat czasu, wiele wody w Wiśle upłynęło, świat się zmienił. Czytaj dalej Armia – Toń