Do niektórych rzeczy trzeba dojrzeć. Jestem na to żywym dowodem i miałem tak w przypadku ciemnych piw, których do pewnego momentu nie byłem w stanie pić. Dziś jestem ich wielkim fanem. Podobnie miałem z kilkoma zespołami. Suffocation był jednym z nich. Do twórczości Amerykanów podchodziłem wielokrotnie na przestrzeni lat ale nie mogłem się do niej przekonać. I pewnie nic by się w tej kwestii nie zmieniło gdyby nie to, że wydany w 2023 roku „Hymns From The Apocrypha” zebrał bardzo pochlebne recenzje w branży i wśród fanów czym zachęcił mnie do przesłuchania. Swoje odegrała tu również świetna okładka. Odpaliłem krążek i zakochałem się od pierwszego przesłuchania. Później poszło już z górki i bardzo szybko polubiłem się z resztą dyskografii zespołu.
„Hymns From The Apocrypha” jest albumem przełomowym dla zespołu ponieważ jest to pierwsze wydawnictwo bez Franka Mullena na wokalu. Jego miejsce zajął Ricky Myers i chyba już po kilku minutach słuchania można stwierdzić, że następca wcale nie ustępuje umiejętnościami swojemu poprzednikowi. Co więcej – wnosi tu własną energię i charakter. Jego growlowanie jest niesamowicie głębokie i bezkompromisowe. W wielu momentach można zapomnieć, że jakakolwiek zmiana w składzie miała tu w ogóle miejsce.
Już od pierwszego – tytułowego – utworu, słychać, że zespół mimo ponad 35 lat stażu nadal ma pomysł na siebie i wie co robi. Świetne, mocne, bardzo techniczne riffy Hobbsa idealnie współgrają z sekcją rytmiczną, która buduje solidną podstawę dla całego nowego materiału. Agresywne, dynamiczne tempo przeplatane jest tu zwolnieniami i złamaniami a po ostatnich dźwiękach utworu w głowie pozostaje tylko jedno słowo – „pogrom”.
Oprócz niego jest jeszcze bardzo krótka chwila na złapanie oddechu ponieważ po chwili słuchacza atakuje już „Perpetual Deception”, „Dim Veil Of Obscurity”, „Immortal Execration” i „Seraphim Enslavement”, które pokazują, że ekipa Suffocation to ekstraklasa w łączeniu brutalności i technicznej finezji: połamane tempa, blast beaty, świetne riffy i to wszystko polane olbrzymią dawką groove’u. To samo można powiedzieć o pozostałych czterech utworach. Techniczna brutalność towarzyszy słuchaczowi do ostatnich dźwięków płyty.
Mocnym punktem wydawnictwa jest jego produkcja. W Internecie jest wiele głosów twierdzących, że jest ona zbyt sterylna. Jednak moim zdaniem ta hermetyczność i precyzja tylko dodają muzyce charakteru tworząc ostatecznie bezduszną, wręcz maszynową, bardzo surową całość. Dodatkowo wszystko jest tutaj bardzo czytelne: doskonale słychać każdy instrument, czy to przester, bas czy perkusję. Nic tutaj nie dominuje, nic też nie ginie. Podobnie jest w przypadku Meshuggah, nawet ten bezduszny klimat jest podobny.
„Hymns From The Apocrypha” jest kolejnym potwierdzeniem na to, że Suffocation ma się dobrze w czołówce ekstraklasy tworzącej brutal technical death metal. Mimo upływu lat i zmiany wokalisty zespołowi udało się nagrać album bardzo dojrzały ale jednocześnie świeży, niesamowicie potężny, techniczny i agresywny. Dla fanów gatunku jest to pozycja obowiązkowa. Pozostaje nam tylko trzymać kciuki za to, żebyśmy na następcę nie musieli czekać 6 lat czyli tyle ile dzieliło „Hymns….” i „…Of the Dark Light”.