W 2012 roku Ukraińcy ze Stoned Jesus nagrali „Seven Thunders Roar” i na stałe wpisali się do historii muzyki stonerowej. Do kanonu gatunku album ten raczej nigdy nie trafi, bo konkurencja jest niesamowicie mocna, ale jako polecajka europejskiej odsłony gatunku sprawdza się świetnie. I przede wszystkim przynosi dwa genialne utwory: „Bright Like The Morning” i „I Am The Mountain” – chyba najbardziej znany utwór w dorobku zespołu, co jest nie lada osiągnięciem ze względu na czas trwania (16 minut).
Po wydaniu „Seven Thunders Roar” bywało już różnie. Kijowianie wydali 3 krążki, które nigdy nie przebiły popularnością albumu z 2012 roku i skierowały zespół w inne rejony muzyczne – bardziej progresywne i alternatywne.
W 2024 roku okazało się, że z zespołem pożegnali się basista i perkusista. W składzie pozostał tylko Igor Sidorenko, co mogło oznaczać koniec kapeli lub rekrutację następców i nowy początek. Na szczęście spełnił się ten drugi wariant i po roku od roszad w składzie dostaliśmy od muzyków nowy album.
„Songs To Sun” to 6 nowych utworów, trwających lekko ponad 41 minut. Przed premierą zespół udostępnił słuchaczom dwie zapowiedzi. „Shadowland”, z mocnym, sabbathowskim riffem, sygnalizował, że zespół chyba przestał eksperymentować i wrócił do stonerowych korzeni. I bardzo dobrze!
W „Low” jest jeszcze ciekawiej. Zespół zaskakuje i można dyskutować, czy do etykietki „stoner” dopiąć tu rock, czy metal – wątpliwości rozwiewa dopiero druga część utworu, gdzie pojawiają się momenty, których po Ukraińcach bym się nie spodziewał. „Low” oparty jest na prostym, ale świetnym riffie – dawno nie słyszałem tak chwytliwego riffu w tym gatunku. Ostatecznie utwór ten jest jednym z najlepszych, jakie Stoned Jesus popełnili w swojej dotychczasowej karierze.
Ciężko i przebojowo jest też w „See You On The Road”. Ale żeby nie było, że cały album jest na jedno kopyto, to całość rozpoczyna „New Dawn”, który budową przypomina mi „Bright Like The Morning”: rozpoczyna się i rozwija powoli, by w dalszej części podkręcić tempo i do klimatu dorzucić trochę ciężaru. W przypadku tego utworu mam jeszcze jedno skojarzenie – nasz rodzimy Sautrus, który grał podobnie na pierwszych albumach.
„Lost In The Rain” pokazuje balladową odsłonę zespołu; również ona wypada ciekawie i mimo powolnego tempa i prawie 8 minut trwania ani przez chwilę nie ma się ochoty przełączyć dalej. Całość zamyka najdłuższy w zestawieniu „Quicksand”, gdzie Stoned Jesus pokazuje jeszcze inne oblicze. Bardzo dużo tu grania akustycznego. Igor Sidorenko bardziej recytuje, niż śpiewa, a utwór „wybucha” dopiero pod koniec. I na tle całości wyróżnia się najbardziej, bo Ukraińcy chyba nigdy wcześniej tak nie grali.
Po końcowych dźwiękach „Songs To Sun” mamy poczucie, że te 41 minut to był dobrze spędzony czas: bez mielizn i niepotrzebnych dźwięków, które pojawiały się na trzech poprzednich albumach. I ostatecznie wychodzi na to, że Kijowianie może i poziomu „Seven Thunders Roar” nie dogonili, ale z pewnością nagrali album, który bez problemu może się rozgościć na drugim miejscu podium, ze sporą przewagą nad resztą stawki.
„Songs To Sun” to spora dawka bardzo dobrego stonera z wyskokami w rejony progresywne i psychodeliczne. Ponownie – kanonu gatunku tu raczej nie będzie – ale słucha się tego świetnie i to właśnie do tego krążka od momentu premiery wracam najczęściej, bo co najmniej kilka razy w miesiącu.