Dziesięć lat temu wydarzyła się rzecz niecodzienna. Brytyjski portal zajmujący się muzyką niezależną – Quietus – wyróżnił polski album, umieszczając go na drugim miejscu zestawienia stu najlepszych wydawnictw 2015 roku. Tym albumem był „Zamknęły Się Oczy Ziemi” jednoosobowego projektu Stara Rzeka. Za projekt odpowiedzialny był polski multiinstrumentalista Jakub Ziołek.
Takie wyróżnienie sprawiło, że musiałem na własne uszy przekonać się czy było ono uzasadnione. No i zakochałem się od pierwszego przesłuchania. Później był „Cień Chmury Nad Ukrytym Polem” czyli debiut projektu a następnie kilkadziesiąt innych wydawnictw, które pojawiły się na rynku dzięki Instant Classic – wytwórni promującej muzykę niezależną. Spod jej skrzydeł wyszedł album „Zimpel/Ziołek”, który również zajął drugie miejsce w podsumowaniu Quietusa, tym razem w 2017 roku.
Po wydaniu „Zamknęły Się Oczy Ziemi” artysta ogłosił studyjne zakończenie działalności Starej Rzeki i skupienie się na innych projektach. Nie ukrywam, że była to smutna informacja. Jednak z drugiej strony lepiej zakończyć historię na etapie wznoszącym niż odcinać kupony. A oba albumy spokojnie mogłyby służyć jako część pakietu promującego nasz kraj na świecie (znajdując się w tym samym koszyku co toruńskie pierniki, oscypki, Starka, piwo Grodziskie i inne dobra narodowe;)).
Chyba nikt nie spodziewał się tego, że po 10 latach Jakub Ziołek zmieni zdanie i Stara Rzeka wróci. Aż tu nagle 9 września w Internecie pojawił się „Wszędzie Śnieg” z gościnnym udziałem Huberta Zemlera – utwór zaskakujący i jakby nie patrzeć – całkiem „niestarorzekowy”. „Wszędzie Śnieg” wyraźnie nawiązuje do elementów neofolku, ale jednocześnie ma w sobie olbrzymie pokłady przebojowości, czyli czegoś, co zdecydowanie nie było znakiem rozpoznawczym obu wcześniejszych wydawnictw.
Druga zapowiedź, która pojawiła się w połowie listopada, jest już zdecydowanie mniej szokująca, ale również daleko odbiegająca od ram, w których słuchacze mogli umieścić projekt. Dużo w „Kamłaniu” elektroniki, gdzieniegdzie pobrzmiewają echa Jeana Michela Jarre’a. Mimo elementów „ludowych” utwór jako całość brzmi bardzo nowocześnie. Podobnie jest z otwierającymi krążek „Rojami”. Utwory te, wraz z „Elegią”, stanowią mocne, instrumentalne trio.
Po drugiej stronie barykady mamy tu sporo fragmentów bardzo zbliżonych klimatem do „Wszędzie Śnieg”. „Bezdomne Ognie”, „Uśmiech Bez Twarzy” czy „Maria Amygdala” mają wręcz piosenkowy charakter. W ich przypadku słuchacz z pewnością zwróci uwagę na teksty. Oczywiście we wcześniejszej odsłonie Starej Rzeki wokale były również obecne, ale nigdy nie było ich tak wiele i nie przynosiły one tyle treści. Krążek w świetny sposób zamyka „Daleko, Daleko”, będący zgrabną hybrydą obu stron wspomnianej barykady.
Dziesięć lat to bardzo dużo czasu i wydaje się, że w tym okresie Stara Rzeka zaliczyła skok technologiczny i przeszła gruntowną przebudowę. Tak jakby po dwóch średniowiecznych historiach słuchacze zostali przeniesieni do epoki renesansu, gdzie pole manewru/instrumentarium jest szersze a życie lżejsze, co odbija się również na klimacie wydawnictwa. I ten przeskok dla słuchaczy, znających poprzednie albumy, może być początkowo najtrudniejszy do przełknięcia.
„Wynoś Się Z Mojego Domu” jest albumem innym od poprzedników, łatwiejszym w odbiorze i lżejszym muzycznie, ale w żaden sposób nie odbiera to magii projektowi. Ta magia tutaj jest, ale inna niż wcześniej i krążkowi trzeba dać trochę czasu aby ją odnaleźć. Gdy już ją odnajdziemy to ponownie wylądujemy w objęciach Starej Rzeki. Brakuje mi tu jedynie nuty szaleństwa w postaci elementów dronowych, które były bardzo ważnym fragmentem dwóch poprzednich wydawnictw, a tu praktycznie ich nie ma. Poza tym jedynym „mankamentem”, po kilkunastu przesłuchaniach czuję się już bardzo swobodnie w „nowej” Starej Rzece.