Ekipa Londyńczyków przewijała się w moim muzycznym życiu wielokrotnie ale głównie w postaci kontaktu radiowego, kolejnych singli promujących albumy. Nie czułem nigdy potrzeby zagłębiania się w dyskografię zespołu. Do czasu. Skunk Anansie był jedną z gwiazd ostatniego festiwalu Pol’And’Rock odbywającego się w Kostrzynie. W 2019 roku skład ten podbił imprezę (na YT jest zapis tego koncertu) i swoim występem zaimponował mi na tyle, że od razu po powrocie do domu zostałem właścicielem całej dyskografii Brytyjczyków.
Dziś, po 6 latach od wydarzenia entuzjazm trochę opadł ale do pierwszych trzech albumów wracam w miarę systematycznie. Idealną okazją do odbudowy wizerunku zdawała się być premiera nowego albumu. Ale czy tak było w rzeczywistości?
Skunk Anansie wrócili po prawie dziewięciu latach przerwy z nowym materiałem. „The Painful Truth” to płyta, na którą fani czekali z nadzieją ale niestety – wygórowane oczekiwania mogą się tutaj dość intensywnie zderzyć z rozczarowaniem czy może raczej bolesną prawdą jak sugeruje tytuł.
Już od pierwszych dźwięków słychać, że zespół starał się połączyć korzenie sięgające rocka z nowoczesnymi elementami – elektroniką, bardziej nastrojowymi partiami i popowymi refrenami. Czyli mamy tu przekrój tego co już doskonale znamy. Ale to wszystko podane jest w niezbyt atrakcyjnej i angażującej formie.
Jak zwykle całą siłą napędową albumu jest Skin. Pod kątem charyzmy i wokalu wypada tu bardzo dobrze i ma dużo świetnych momentów. Niestety te świetne momenty giną w nijakich kompozycjach. Ewidentnie brakuje tu utworów, które zapadają w pamięć lub zaskakują konstrukcją. Najlepiej wypada singlowy „Cheers”: świetny, skoczny, zapadający w pamięć i zachęcający do natychmiastowego, kolejnego przesłuchania.
Na tle całości wyróżniają się jeszcze „An Artist Is An Artist” i „Animal”, które mają niestandardową konstrukcję ale nie powalają jakością. Z „klasycznego” Skunk Anansie warto zwrócić tu jeszcze uwagę na „Lost And Found” i żywiołowy „Shoulda Been You”. Reszta przyjemnie leci sobie w tle ale nie pozostawia po sobie żadnego wrażenia.
Jednak w ogólnym rozrachunku można przyjąć, że poza „Cheers” zwyczajnie brak tu numerów, które by „ciągnęły” całość i nadały jej spójności. Album zamyka „Meltdown” – utwór klimatyczny ale nie na tyle aby poprawić mieszane uczucia, które towarzyszą podczas słuchania całego albumu.
„The Painful Truth” to płyta z potencjałem, który nie został w pełni wykorzystany. Poza kilkoma udanymi momentami i świetnym wokalem Skin, sporo tu przeciętności. Dla fanów Skunk Anansie będzie to kolejny album do posłuchania. Ale z pewnością nie powinien być to pierwszy wybór dla osób chcących dopiero zapoznać się z twórczością Brytyjczyków. Sugerowany jest raczej ogon stawki.