Ropień – Fale I Wiatr

Nazwa Ropień i tytuł „Fale I Wiatr” mignęły mi w mediach społecznościowych już kilka tygodni temu. Nie pamiętam dokładnie na jakim profilu ale była to polecajka najciekawszych premier tygodnia. Dorzuciłem album do listy „do sprawdzenia kiedyś” myśląc, że to jakaś kolejna wariacja na temat polskiego post black metalu. W końcu Ropień pasuje do takich nazw jak Odraza, Furia czy Mgła, co nie?;) „Ale okładka bardzo fajna, kiedyś na pewno posłucham”.

Szybko okazało się, że Ropień to nie  nowy twór tylko ekipa z dwunastoletnim doświadczeniem. „Fale I Wiatr” to trzeci album w dorobku Gdynian. No i album ten nawet koło black metalu nie stał. Muzykę zawartą na krążku najlepiej obrazuje okładka albumu. Niby mamy na niej Słońce ale zachodzące „na mróz” i całość jest zimna (chociaż ludzie ze zdjęcia się kąpią – pewnie morsują;). Tak samo jest z muzyką zawartą na „Falach I Wietrze”.

Można powiedzieć, że Ropień gra post punk. Ale to znaczne uproszczenie ponieważ znajdziemy tu również sporo zimnej fali i nawet cięższych elementów, które można podciągnąć pod metal alternatywny („Voodoo”). Słuchając tego krążka mam bardzo mocne skojarzenia z Siekierą z „Nowej Aleksandrii” i Killing Joke z czasów „What’s THIS For…!”. Z tym, że Ropień dodaje do tych albumów sporo od siebie.

Poza oczywiście bardziej nowoczesnym brzmieniem bardzo oryginalnie za mikrofonem wypada Michał Spryszak. Mamy tu recytację, śpiew, krzyk, szept. Wraz z różnymi formami wyrazu uwagę przykuwają teksty, które na prawdę przykuwają uwagę i sprawiają, że podczas słuchania albumu człowiek zaczyna się skupiać i analizować. I w tej sposób np. możemy ubrać koszulę głównego bohatera „Koszuli”.

Na „Fale I Wiatr” składa się 13 utworów jednak krążek kończy się szybko bo po pół godziny. Jest tu pewien niedosyt i chciałoby się więcej ale chyba nie przez wydłużenie tracklisty tylko raczej samych utworów ponieważ większość z nich nie trwa nawet 3 minut. Ale może właśnie na tym polega ich siła i to „krótko, zwięźle i na temat” jest atutem albumu bo udało się tu uniknąć mielizn?

Ropień jest jednym z moich większych tegorocznych fenomenów. Dawno nie zdarzyło mi się tak mocno przestrzelić zakładanego gatunku i dawno nie trafiłem praktycznie przez przypadek na tak dobry materiał (o ile przypadkiem można nazwać to, że sam zespół się do mnie odezwał) .

Wszystko się tu zgadza: zimna muzyka (posłuchajcie „Czasu Wojny” i „Krajobrazu Po Bitwie”!), przygnębiające, ale też życiowe i dotykające codziennych tematów, teksty i charakterystyczny wokal – to wszystko składa się na idealny album do słuchania w polskich, jesiennych realiach. „Fale I Wiatr” jest jednym z najciekawszych niezależnych polskich albumów tego roku. Mam nadzieję, że Ropień trafi kiedyś do Szczecina bo chętnie sprawdziłbym jak ta muzyka wypada na żywo.

Moja ocena -> 8/10

Jeden komentarz do “Ropień – Fale I Wiatr”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *