Podsumowanie muzyczne 2025 roku

podsumowanieTo już 14 podsumowanie muzyczne w ramach Rolowego. Kończący się rok był jeszcze bardziej szalony od poprzedniego i to pod wieloma względami. Do mojej Korony Europy dołączyły dwa kolejne szczyty: Gerlach i Ta’ Dmejrek czyli na liczniku mam już 32 góry. W muzyce było również bardzo ciekawie. W końcu odwiedziłem Mystic Festival i zaliczyłem tam kilkanaście koncertów ekip, które od bardzo dawna chciałem zobaczyć na żywo: Exodus, Death Angel, Municipal Waste, Nile, Alcest, Hatebreed (mój drugi koncert), Jerry Cantrell, Opeth, Ufomammut i Dopethrone (drugi raz), Pentagram, Elder, Sepultura (tutaj akurat wyszło przeciętnie). Wpadłem też na Pol’and’Rock sprawdzić jak wygląda Fear Factory z nowym wokalistą. I wypada to bardzo fajnie, czekam na nowy album.

W 2025 roku kupiłem 50 bieżących premier i sporo albumów z poprzednich lat. W końcu polubiłem się z Paradise Lost, Enslaved i Darkthrone. Do tego dołączyły dyskografie Krisiun, Sadist, Bolt Thrower, Mercyful Fate, King Diamond, Coroner, Dismember czy Grave oraz wiele innych. Poza pojedynczymi brakami chyba dochodzę do momentu, w którym mam już większość albumów, które chciałem mieć na półce i zakupy ograniczą się tylko do nowości.

Z płyt tegorocznych najdłuższej w moich głośnikach gościły poniższe albumy (kolejność losowa).

ZAGRANICA:

Deafheaven „Lonely People With Power” – album, który przekonał mnie do twórczości Deafheaven. Materiał wielowarstwowy, płynnie przechodzący pomiędzy blackgaze, screamo, black i post metalem, skręcający momentami w kierunku post rocka. Mamy tu ponad godzinę muzyki ale jest ona na tyle różnorodna i rozbudowana, że się nie nudzi się tylko przykuwa uwagę słuchacza. Sporo tu świetnych fragmentów jak np. albumowe zapowiedzi sprzed premiery. No i do tego ta typowo blackowa okładka. Miód 🙂

Coroner „Dissonance Theory” – do twórczości Szwajcarów miałem wiele podejść. W ostatnim pomógł mi Amazon z promocją -20zł przy zakupach za 100zł i bardzo atrakcyjnymi cenami na większość dyskografii Coronera. No i w końcu zaskoczyło. Podobnie było z „Dissonance Theory” czyli powrotem po 32 latach (tutaj nawet Tool ze swoimi 13 latami może czuć się zawstydzony). Zdecydowanie nie była to miłość od pierwszego przesłuchania. Nowy Coroner to album wielowarstwowy ale też wymagający, zyskujący z każdym przesłuchaniem. Nie jest to materiał łatwy w odbiorze ale dzięki temu nie ma raczej szans, że szybko się znudzi czy przeje.

Testament „Para Bellum” – od premiery minęło już ponad 2,5 miesiąca, a w Internecie nadal trwa zażarta dyskusja czy „Para Bellum” jest najlepszym albumem Testamentu od lat czy gniotem niewartym uwagi i wielkim rozczarowaniem. Tak skrajne emocje wywołał wcześniej „Demonic”czyli album wydany 28 lat temu. Sam należę do grona entuzjastów nowego wydawnictwa i uważam, że jest lepsze od co najmniej 2-3 poprzednich płyt. „Para Bellum” jest różnorodny: od fragmentów ocierających się o „Demonic” właśnie, przez klasykę thrashu po całkiem udaną balladę. Lata lecą a Testament nadal w formie, zarówno kompozycyjnej jak i warsztatowej.

Steven Wilson „The Overview” – jako człowiek wychowany na Porcupine Tree nie potrafię podejść krytycznie do solowej twórczości Wilsona i podoba mi się praktycznie wszystko co tworzy ten artysta. Nie inaczej jest i tym razem. „The Overview” z założenia miał być projektem ambitnym, opartym o dwie kilkunastominutowe kompozycje. Ale że składają się one z części, które spokojnie można wyodrębnić to w efekcie album mógłby się składać z 10 osobnych utworów. Nie jest to z pewnością szczytowe osiągnięcie Wilsona ale nadal słucha się tego albumu bardzo przyjemnie i chce się do niego wracać.

Rwake „The Return Of Magik” – Amerykanie z Little Rock wrócili po 14 latach studyjnej ciszy albumem, którym z pewnością nie podbiją rynku ani nie zdobędą wielkiej popularności. Ale fani powinni być zadowoleni ponieważ zespół kontynuuje tu kierunek obrany praktycznie na samym początku kariery czyli jest gęsto, przytłaczająco, sludge’owo, bagiennie. Materiał napisany na „The Return Of Magik” jest wielowarstwowy i rozbudowany. Brakuje tu jedynie nuty szaleństwa, którą mogliśmy usłyszeć chociażby na „Hell is a door to the Sun”. Pod tym względem nowe wydawnictwo jest bardziej zachowawcze.

Sadist „Something To Pierce” – jeden z wielu moich dowodów na to, że do muzyki można kogoś przekonać za pomocą obrazu. Krążek pojawił się w kilku postach na różnych grupach. Moją uwagę przykuła genialna okładka. Posłuchałem i spodobało się do tego stopnia, że po dwóch miesiącach miałem już na półce całą dyskografię zespołu (poza „Lego”). Włosi są na scenie od prawie 35 lat i grają bardzo specyficzną odmianę metalu. Dużo tu elementów progresywnych, industrialnych i technicznych a wszystko to oparte jest na death metalowych filarach. Do tego ten charakterystyczny, bardzo specyficzny wokal. Różne są zdania na temat tego zespołu. Mi się podoba a nowy album jest jednym z lepszych w dorobku Włochów.

Messa „The Spin” – czwarty album Włochów to kolejny materiał kompletnie różny od poprzednich. Zespół dojrzał i nagrał płytę najbardziej przebojową i najłatwiejszą w odbiorze. Już teraz uznawana jest za najlepszą w dotychczasowej dyskografii Messy. To już kwestia gustu ale jedno jest pewne. „The Spin” słucha się świetnie, pełno tu momentów zapadających w pamięć a „At Races” to jeden z najlepszych utworów tego roku. No i jeszcze ten teledysk kręcony na Bałkanach. Cudo.

Swans „Birthing” – odkąd poznałem Swans 13 lat temu nie umiem być obiektywny wobec tego projektu. „Birthing” jest piątym monumentalnym dziełem wydanym po „The Seer” i jednocześnie piątym, wobec którego jestem praktycznie bezkrytyczny. Chłonę wszystkie dźwięki stworzone przez zespół Giry. Na szczęście mimo upływu lat artysta utrzymuje formę i mimo kolejnych prawie 2 godzin materiału, nie schodzimy tu poniżej pewnego, wysokiego poziomu. Chociaż jest to twórczość specyficzna, którą albo się kocha albo omija szerokim łukiem.

Deftones „private music” – najdłuższa przerwa wydawnicza w historii zespołu z Sacramento przyniosła kolejny bardzo dobry materiał. Praktycznie od początku kariery Deftones grają w swojej lidze i nie schodzą poniżej pewnego poziomu. „private music” można uznać za formę zwyżkową chociaż album ten nie jest w żaden sposób przełomowy czy innowacyjny. To zwyczajnie jedenaście bardzo dobrze napisanych utworów. Jedynym minusem wydawnictwa jest jego tragiczne wydanie fizyczne w digisleeve z ubogą poligrafią. Mamy tu bardzo kiepski stosunek jakości wydawnictwa do jego ceny.

Biohazard „Divided We Fall” – czy można wrócić po 13 latach z przytupem i werwą jak na przełomie wieków? Można i Biohazard w oryginalnym składzie właśnie to zrobił. Amerykanie zbliżają się do 60tki ale kilka lat temu na Pol’And’Rocku udowodnili, że nadal mają siły i przede wszystkim chce im się grać i czerpać z tego przyjemność. Na „Divided We Fall” to słychać i album ten może bić się o miano najlepszego nagranego na przestrzeni ostatnich 30 lat.

Specjalne wyróżnienie jeszcze dla Blut Aus Nord „Ethereal Horizons” i Wyatt E. „Zamāru ultu qereb ziqquratu, Pt. 1”.

POLSKA:

Hinode Tapes „Ita” – w ostatnich kilkunastu miesiącach dość mocno zaniedbałem wydawnictwa Instant Classic. Szybkie odświeżenie zrobiłem przy okazji pierwszych zapowiedzi nowej Starej Rzeki i tak trafiłem na gdański Hinode Tapes czyli projekt udowadniający, że nie zawsze więcej oznacza lepiej i czasem piękno można odnaleźć w minimaliźmie. Na „Ita”, który powstał przy współpracy z Hirokim Chibą mamy do czynienia z ambientem z elementami awangardowego jazzu, który przez prawie 40 minut doskonale wycisza i jednocześnie angażuje słuchacza.

Stara Rzeka „Wynoś Się Z Mojego Domu” – chyba nikt nie wierzył w powrót tego projektu. A tu nagle, bez szumnych zapowiedzi i po 10 latach milczenia Stara Rzeka wróciła. Odmieniona, odświeżona, inna od poprzedników. Dla fanów dwóch poprzednich odsłon projektu „Wynoś Się Z Mojego Domu” może być totalnym zaskoczeniem ponieważ to muzyka zupełnie inna, pozbawiona dotychczasowych cech charakterystycznych a tworząca nowe. To coś jak przeskok z jednej epoki do kolejnej. Na początku łatwo nie było ale z każdym kolejnym przesłuchaniem coraz lepiej odnajdowałem się w nowej Starej Rzece.

Nene Heroine „4” – złoty strzał, który podesłał mi Mystic i kolejny dowód na to, że nie zawsze trzeba wokalu aby wyrazić siebie. Czasem wystarcza muzyka i Gdańszczanie doskonale wiedzą jak z niej korzystać. Pierwsze moje skojarzenie w przypadku Nene Heroine to Merkabah. Z tym, że ten drugi wplatał w swoją muzykę bardzo dużo elementów metalowych przez co efekt końcowy był bardziej totalny, bezkompromisowy. Nene Heroine jest zdecydowanie bardziej „user friendly” zatem „4” możemy puścić znajomym bez obawy, że ktoś za chwilę włączy coś innego. A pod nazwą, za którą zespół dostał bana w społecznościówce (absurdalna sytuacja….) skrywa się instrumentalny jazz z elementami psychodeli i post rocka. Świetny album.

Lunatic Soul „The World Under Unsun” – największe przedsięwzięcie muzyczne Mariusza Dudy w ramach projektu Lunatic Soul. Prawie 90 minut muzyki spinającej klamrą dotychczasowe albumy. Różne są opinie na temat tego albumu ale ja akurat bardzo lubię każdą odsłonę muzyczną tego artysty (tak jak Wilsona) zatem nowego albumu słucham z dużą przyjemnością, zwłaszcza że musieliśmy a niego czekać 5 lat. Bardzo dużo tu pięknych fragmentów, do których chce się wracać na wyrywki.

Fisz „25” – na ćwierćwiecze działalności muzycznej Fisz i Emade zafundowali fanom przekrój przez ich dotychczasową karierę. Mamy tu sporo klasycznych, rapowych fragmentów ale też i utworów nawiązujących do późniejszego etapu kariery ze świetnym „Zaćmieniem”. Jest też przebojowe „Ogień I Woda”. Szkoda tylko, że brakuje na krążku przedstawicieli najbardziej eksperymentalnego okresu twórczości duetu czyli czasów „Heavi Metal” i „Zwierzę bez nogi”. Ale to nadal album, do którego chce się często wracać, mimo 10 miesięcy od premiery.

Ropień „Fale I Wiatr” – najpierw na którejś z grup na FB wpadła mi w oko okładka. Później zespół odezwał się do mnie i tak poznałem jedno z najfajniejszych tegorocznych, niezależnych, polskich wydawnictw. „Fale I Wiatr” to w wielkim skrócie post punk. Czyli znajdziemy tu fragmenty, które moglibyśmy podpiąć pod „Nową Aleksandrię” Siekiery lub pierwsze płyty Killing Joke. Ale Ropień gra ten post punk po swojemu, bez zżynania. Dodatkowo uwagę przykuwają tu teksty.

Rozczarowania? Proszę bardzo.

Nowe albumy Machine Head i Soulfly. W przypadku ekipy Flynna nie spodziewałem się dobrego materiału i dokładnie to dostałem. Sporo tu tego co w muzyce MH najgorsze czyli powrotu do czasów „Supercharger” z cukierkowym chórkami i taką najgorszą odsłoną nu metalu. W tamtych czasach można było to uznać za dostosowanie do mody. Ale dziś? Vogg odszedł z zespołu i skończyła się moc twórcza 😉

Soulfly mnie zaskoczył. Do tej pory praktycznie bezkrytycznie słuchałem wszystkiego co wypuścił Cavalera, niezależnie pod którym szyldem. Ale chyba mi się przejadło i odczułem brak Rizzo, który był czynnikiem kreatywnym zespołu a nie tylko rzemieślnikiem a z takich składa się obecnie zespół. Wcześniejsze albumy grupy zawierały sporo elementów muzyki świata, tutaj mamy 30 minut „napieprzania”, które donikąd nie zmierza. Do tego produkcja, która chyba miała udawać underground ale nie wyszło.

W tym roku odszedł też Ozzy, którego muzyka, zarówno z BS jak i solo, towarzyszy mi od jakichś 30 lat. Miałem kilkukrotnie okazję pojechać na jego koncert ale zawsze to odkładałem „bo jeszcze będzie okazja”. Niestety już nie będzie…  W tym roku odszedł też biały imiennik Ozzy’ego, który od wielu lat pojawia się na zdjęciu towarzyszącym podsumowaniu.

Niech nadchodzący 2026 rok przyniesie nam wszystkim mnóstwo świetnych koncertów i wybornych premier albumowych. Już wiemy, że na początku roku pojawi się nowy (ostatni?) Megadeth i Kreator (ktoś w ogóle czeka?). O nowych albumach głośno mówi Exodus i jeszcze kilka innych zespołów. Zatem może być ciekawie.

Podobnie jeśli chodzi o koncerty. Na Mysticu usłyszymy takie zespoły jak Megadeth, Overkill, Anthrax, Forbidden, Mastodon, Behemoth, Coroner, Grave, Unleashed, Benediction, Z kolei na Pol’and’Rock zapowiedziany jest już Godsmack.

Zatem muzycznego 2026 roku!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *