Niby to debiut ale jednak nie do końca bo gdy spojrzymy na skład zespołu to bez problemu skojarzymy go z Prądem. A ten miałem okazję poznać 4 lata temu przy okazji premiery ich drugiego albumu – „Octotanker” – niesamowita zbieżność tytułu z nazwą nowego projektu, przypadek? Nie sądzę;)
Chwilę później poznałem też debiut czyli „Lot” i nie tylko ja na podstawie tych dwóch materiałów wróżyłem ekipie z Wrocławia sukces. Bo niby wszystko to już gdzieś słyszeliśmy i nie ma tu nic odkrywczego, ale całość została zmontowana w tak niekonwencjonalny i specyficzny sposób, że brzmi to świeżo i intrygująco.
Coś jednak chyba poszło nie tak bo ostatecznie Prąd nie wypłynął na szerokie wody. I to jest chyba największa bolączka ciekawych polskich kapel bo podobnych przykładów można wymienić sporo: MuN, Sautrus czy nawet Red Scalp. W środowisku stonerowym są to nazwy znane, lubiane i szanowane. Ale poza nim mało kto słyszał o tych zespołach.
Jak pisze sam zespół – Prądu już nie ma – jest natomiast muzyczny surfing po oceanie skażonym ropą i lot przez kosmiczne pustkowia. Octotanker to przester, rdza, psychodelia i dryf pomiędzy Trójkątem Bermudzkim, a pierścieniami Saturna. Komiksowy świat międzygwiezdnych tankowców z mackami ośmiornicy wyrastającymi ze stalowych kadłubów. Pustka. Ciężar. Organiczny puls.
Osoby, które słuchały „Octotankera” skądś klimat z opisu kojarzą. I przyswojenie „Voidhoppera” nie będzie dla nich żadnym wyzwaniem ponieważ nowa odsłona zespołu jest bezpośrednią kontynuacją tego co prezentował Prąd. Nie odnajdziemy tutaj zatem żadnej rewolucji, tylko czeka nas pewnego rodzaju ewolucja.
„Voidhopper” to koncept, którego dopełnieniem jest 42-stronnicowy komiks: pięknie wydany, na grubym papierze ze świetną jakością druku. I ten duet należy traktować jako jedną całość, która bardzo dobrze się uzupełnia. Swoją drogą olbrzymi szacunek dla zespołu za tę akcję.
Żyjemy w czasach gdzie każdy tnie koszty i nawet wydawnictwa deluxe/premium za grube pieniądze potrafią być wydawane w digisleeve z bardzo ubogą poligrafią lub jej całkowitym brakiem. A tu mamy klasycznego jewela z książeczką z tekstami utworów i jeszcze ten komiks. Każdy kolekcjoner muzyki na płytach (niezależnie czy CD czy winylowych) życzyłby sobie z pewnością tylko takiego podejścia do tematu.
A co z samą muzyką? Tak jak wspominałem – rewolucji tu nie odnajdziemy, ewolucję natomiast jak najbardziej. Octotanker obraca się w bardzo szeroko pojętym klimacie stoner, psychodelia, space rock i jeszcze kilku innych gatunków bo np. odnajdziemy tu elementy grunge. Czyli jest ciężko, gęsto, wręcz bagiennie ale jednocześnie sporo tu przestrzeni.. Wrocławianie wszystko to łączą w jedną, bardzo charakterystyczną całość, którą chyba już można nazwać ich stylem.
Styl ten przez ostatnie 4 lata ewoluował, wyraźnie dojrzał i stał się bardziej zwarty co przy słuchaniu „Voidhopper” może początkowo przeszkadzać. Album jako koncept stanowi jedną całość i przy pierwszych kilku przesłuchaniach jako całość sprawdza się najlepiej. W pojedynkę, na wyrywki utwory nie robią aż takiego wrażenia.
Ale w ostatecznym rozrachunku jest to bardzo pozytywna cecha ponieważ niejako zmusza słuchacza do poświęcenia prawie 50 minut tylko temu wydawnictwu. No i po kilku przesłuchaniach całości zaczynają się wyłaniać pojedyncze utwory, ich fragmenty, które jednak przykuwają uwagę i sprawiają, że do „Voidhoppera” wyrywkowo również wraca się z przyjemnością. I to o tyle większą, że ja poza stonerem słyszę tu bardzo dużo klimatu „Facelift” Alice In Chains: zarówno muzycznie jak i wokalnie. Wiadomo, że Marcin to nie Layne ale bardziej chodzi tu o harmonię wokalu z muzyką i klimat albumu.
Po kilkunastu przesłuchaniach mogę bez wahania powiedzieć, że „Voidhopper” sprawdza się bardzo dobrze zarówno jako całość jak i na wyrywki, pomimo tego pierwszego wrażenia, że tak nie będzie. Jest to album, który zyskuje z każdym przesłuchaniem. Z każdym kolejnym odkryjemy w nim coś nowego i będziemy mieli szansę ponownie uczestniczyć w kosmicznej podróży po świecie stworzonym przez Wrocławian. Jest to muzyka inteligentna, chyba najbardziej dojrzała do tej pory. Wymaga jednak pewnego zaangażowania i poświęcenia. Przy spełnieniu obu tych warunków „Voidhopper” odda nam wszystko co ma do zaoferowania. A ma tego naprawdę dużo.