Z muzyką Marka Knopflera mam pewien bardzo specyficzny problem. Uwielbiam jej słuchać, niezależnie od albumu, ale gdy przychodzi moment, w którym chcę coś napisać na temat kolejnych albumów to muszę się mocno nagimnastykować aby nie pisać za każdym razem tego samego. Knopfler sytuacji nie ułatwia i od lat nagrywa wciąż „to samo”. Jest to jeden z niewielu artystów, w przypadku których absolutnie mi to nie przeszkadza i mógłbym co roku dostawać kolejny album bez obaw, że w końcu kiedyś się znudzę. Ze starej gwardii tak samo mam jedynie z Davidem Gilmourem.
Zbierając się do opisania „One Deep River” z ciekawości chciałem sprawdzić jaką ocenę wystawiłem przy okazji recenzowania poprzedniego albumu. „Down The Road Wherever” dostał 8/10 ale nie to przykuło moją uwagę. Album ten ukazał się w 2018 roku i miałem wrażenie, że jeszcze coś po drodze ominąłem. Ale nie. Knopfler milczał studyjnie przez 6 lat.
W tym czasie artysta stworzył ponad 50 minut muzyki podzielonej na 12 utworów. W wersji deluxe fani dostają dodatkowy krążek z 5 utworami trwającymi niespełna 20 minut. Zatem łącznie możemy nacieszyć uszy ponad 70 minutami nowego materiału. I chyba nikt nie będzie zaskoczony jeśli napiszę teraz, że po „One Deep River” nie ma co spodziewać się przełomu.
Mark Knopfler nadal gra „to samo” i nadal robi to z taką klasą i wdziękiem, że słuchaczowi nie pozostaje nic innego jak tylko poddać się jego urokowi i zanurzyć w kolejne historie opowiadane przy delikatnych dźwiękach jego gitary.
„One Deep River” rozpoczyna się przebojowym i bardzo żywym jak na artystę utworem „Two Pair Of Hands”. W podobnym klimacie utrzymany jest równie dobry „Ahead Of The Game”. I kiedy mogłoby się wydawać, że Mark Knopfler nagrał dynamiczny album, pojawia się trzeci na track liście „Smart Money”, który ukoi nerwy osób lubiących powolną, snującą się odsłonę artysty.
Nowy album jest kolejnym przekrojem przez całą solową twórczość Knopflera z co najmniej kilkoma świetnymi momentami. Co najmniej ponieważ jest wielce prawdopodobne, że każdy fan wybierze tutaj inne „TOP 5”. Poza dwoma utworami otwierającymi album na tle całości wyróżnia się bardzo delikatny „Janine” z bardzo charakterystycznym refrenem, „Watch Me Gone” z damskimi chórkami czy zamykający album utwór tytułowy.
Po końcowych dźwiękach „One Deep River” słuchacz ma wrażenie, że spędził kilkadziesiąt minut słuchając opowieści kogoś bliskiego, kogo bardzo dawno nie widział. I to by się zgadzało bo ta nieobecność trwała przecież 6 lat czyli wyjątkowo długo jak na Anglika. Jako bezkrytyczny fan Knopflera liczę na to, że to jeszcze nie ostatnie słowo i Mark będzie żył do setki i do tej setki nagrywał kolejne albumy ciesząc nimi duże grono fanów.