Podczas pierwszego przesłuchania „The World Under Unsun” próbowałem sobie przypomnieć ile lat minęło od poprzedniego wydawnictwa tego projektu Mariusza Dudy. Wydawało mi się, że było to stosunkowo niedawno. I faktycznie „AFR AI D” i „Lockdown Trilogy” ukazały się kolejno 2 i 3 lata temu. Jednak były sygnowane nazwiskiem artysty. Z kolei „Through Shaded Woods” Lunatic Soul ma już 5 lat. Kiedy to minęło?
Nie będę ukrywał, że jestem wielkim fanem wszystkiego w czym „macza palce” Mariusz Duda (podobnie mam ze Stevenem Wilsonem chociaż uważam, że w ostatnich latach nasz rodak tworzy muzykę zdecydowanie mi bliższą). Często wracam zarówno do Riverside jak i Lunatic Soul. Dlatego ucieszyłem się gdy tylko pojawiły się pierwsze informacje na temat nowego wydawnictwa bo 5 lat bez nowego materiału to jednak sporo czasu.
W którymś z newsów pojawiła się informacja o tym, że „The World Under Unsun” będzie albumem dwupłytowym. Takie zabiegi fani artysty znają bo mieliśmy już sytuacje gdzie poza pełnoprawnym albumem dodawany był drugi krążek z remixami lub improwizacjami. Tu sytuacja jest inna ponieważ mamy do czynienia z bitymi 90 minutami(bez kilkunastu sekund) zupełnie nowego materiału.
W dobie świata pędzącego na złamanie karku i skracania czego się da, wypuszczenie albumu trwającego półtorej godziny wydaje się być samobójstwem. Kto znajdzie w ogóle czas na to by taki album przesłuchać? Jak przez tyle czasu utrzymać uwagę słuchacza i sprawić, że po kilkudziesięciu minutach nie włączy innej płyty?
Odpowiedź jest prosta. Trzeba po prostu nagrać bardzo dobry materiał, który angażuje słuchacza i wciąga do tego stopnia, że po jego zakończeniu od razu chcemy go słuchać ponownie. I moim zdaniem artyście się to udało.
W swojej dotychczasowej karierze Mariusz Duda eksperymentował z wieloma gatunkami muzycznymi i „The World Under Unsun” jest podróżą przez sporą część dotychczasowych eksperymentów i dodatkowo mamy tu kilka nowości. Można by powiedzieć, że mamy tu do czynienia ze swoistym the best of ale nagranym z pomocą zupełnie nowych utworów.
Różnorodność gatunkowa twórczości Lunatic Soul sprawia, że dzieje się tu dużo i w różnym klimacie: prog rock miesza się z ambientem i organiczną elektroniką. Wszystko to już słyszeliśmy ale raczej osobno niż wspólnie. I pewnie to będzie jeden z podstawowych zarzutów dotyczących nowego albumu. „The World Under Unsun” nie jest wydawnictwem spójnym – jednogatunkowym, zwartym muzycznie. Ale akurat przy takiej ilości materiału traktuję to jako atut. Poza tym spójna jest tu warstwa tekstowa.
Na przestrzeni 17 lat istnienia projektu Mariusz Duda miał okazję zebrać wiele doświadczeń z różnych obszarów muzycznych i ten jego „best practice” został zgrabnie przeniesiony do „The World Under Unsun”. W efekcie otrzymaliśmy album wielowarstwowy, intrygujący, dojrzały i przede wszystkim najbardziej osobisty z dotychczasowych.
Delikatne „Good Memories Don’t Want To Die”, „Torn In Two”, „The New End” i „The Prophecy” ujmują swoim wdziękiem. „Mind Obscured, Heart Eclipsed” niesamowicie wciąga i angażuje słuchacza mimo prawie 12 minut czasu trwania. W elektronicznym „Loop Of Fate” znalazło się nawet trochę miejsca dla cięższych gitar, które znamy z początków działalności Riverside. Jednak nawiązań do tych czasów jest tutaj więcej – wyłapuje się je z dużą przyjemnością.
I tak mija minuta za minutą spędzona z „The World Under Unsun”. Gdy zegar dobija do końca, ciężko uwierzyć w to, że w tym samym czasie moglibyśmy obejrzeć mecz piłki nożnej (oczywiście nie licząc przerwy). Jednocześnie większość słuchaczy będzie świadoma tego, że był to dobrze spędzony czas, warty powtórzenia, najlepiej niż po chwili. Nie wiem czy „The World Under Unsun” jest najlepszym albumem w dorobku Lunatic Soul ale jest to z pewnością materiał najbardziej dojrzały i osobisty. Dodatkowo jest to jedno z najciekawszych polskich wydawnictw tego roku.