Po dwunastu latach milczenia od wydania „The Red Shoes” Kate Bush wróciła w 2005 roku i bardzo dobitnie udowodniła, że w muzyce popularnej gra w nieosiągalnej dla innych artystów lidze magicznych dźwięków i niezapomnianego klimatu. „Aerial” nie był zwykłym powrotem – to monumentalne dwupłytowe dzieło, w którym zwykła codzienność miesza się ze stroną duchową, a zwyczajne chwile zyskują drugie dno. Filozofia ta zaczyna się już na okładce wydawnictwa gdzie artystka umieściła zapis graficzny fali dźwiękowej śpiewu kosa. Ptak ten będzie towarzyszył słuchaczom w wielu miejscach albumu.
Na pierwszym dysku, „A Sea of Honey”, Bush bawi się formą i treścią – od ukłonu w stronę matematyki i śpiewu ptaków, aż po majestatyczne „King of the Mountain”, które otwiera całość i już po chwili przypomina z kim mamy do czynienia i dlaczego powrót artystki był aż tak ważny i potrzebny.
Kate Bush nawet z wyśpiewywania cyfr nieskończonej liczby π potrafi stworzyć małe dzieło sztuki i sprawić, że towarzyszą temu niezapomniane emocje. Z kolei „Bertie” to subtelna, bardzo ciepła oda do macierzyństwa – niesamowicie szczera i radosna.
Druga część, „A Sky of Honey”, to już zupełnie inna bajka i to dosłownie. Momentami trudno uwierzyć w to, że dźwięki te powstały w XXI wieku gdzieś w Wielkiej Brytanii a nie w królestwie wyobraźni gdzie czas nie ma żadnego znaczenia. Utwory przechodzą tu płynnie z jednego w drugi tworząc spójną całość z kilkoma punktami kulminacyjnymi.
„Sunset” jest najżywszym fragmentem całego wydawnictwa i ma świetną, zapadającą w pamięć końcówkę. Z kolei „Nocturn” i „Aerial” przenoszą słuchacza w stan kontemplacji – to doświadczenie bardziej zbliżone do słuchania muzyki klasycznej niż popu. Po ostatnich dźwiękach utworu tytułowego pozostaje lekki niedosyt, że to już koniec. Jest to fenomenalne w kontekście tego, że całość trwa prawie 80 minut.
Brzmieniowo „Aerial” łączy żywe instrumenty z bardzo delikatną elektroniką, ale to jednak głos Bush gra tu pierwsze skrzypce i jest najważniejszym instrumentem. Album nawet nie próbuje udawać, że jest dziełem medialnym, radiowym. Jest to zdecydowanie podróż i to taka, która wymaga skupienia ale jednocześnie nagradza cierpliwego słuchacza niezwykłym klimatem i przeżyciem. To jeden z tych albumów, którym warto poświęcić czas na przesłuchanie w całości np. przy lampce dobrego wina.
Kate Bush stworzyła album, który wydaje się być wbrew jakiejkolwiek logice powrotów w muzyce popularnej – „Aerial” nie próbuje niczego naśladować, nie goni muzycznych trendów, nie odcina kuponów żerując na sentymencie do poprzednich albumów artystki. Jest to wydawnictwo ponadczasowe, pełne wdzięku i odwagi. Po 20 latach nadal wciąga i intryguje tak mocno jak w dniu premiery. Ciężko powiedzieć, czy to jej opus magnum bo to raczej kwestia gustu – ale bez wątpienia jest to jedno z najbardziej dojrzałych i fascynujących dzieł w dorobku Kate Bush.