Chat Pile – Cool World

chat pile cool worldDoskonale pamiętam jak mocno sponiewierał mnie debiut Chat Pile, który ukazał się 2 lata temu. Na „God’s Country” trafiłem przez przypadek, kilka tygodni po premierze. Teraz – będąc już świadomym tego co prezentują Amerykanie, niecierpliwie czekałem na jego kontynuację bo to niby sprawdzone elementy ale jednak brzmiące świeżo i bardzo przekonująco.

Już po kilku pierwszych minutach spędzonych z „Cool World” było wiadomo, że u ekipy z Oklahomy nic się nie zmieniło – nadal są nieziemsko wkurwieni i przenoszą to w bardzo zgrabny sposób na swoją muzykę. Nowy album to coś więcej niż zwykła płyta. „Cool World” brzmi jak bardzo bezpośredni manifest do świata, który już od bardzo dawna nie jest „cool”. Manifest ten jest pełen kontrastów bo bardzo duża dawka brutalności przeplata się tu z melancholią a nieustanna presja na słuchaczu z pewnego rodzaju zadumą. Co ważne – brzmi to szczerze, bez nawet krzty udawania.

Już otwierający kawałek „I Am Dog Now” uderza bez ostrzeżenia praktycznie od pierwszych sekund: motoryczna gitara brzmi jak zardzewiała maszyna, do tego  przytłaczające perkusja, brudny bas i wokal Rayguna Buscha, który brzmi, jakby dopiero co spędził tydzień w Polsce albo co najmniej przez godzinę musiał oglądać obrady sejmu.

„I Am Dog Now” jest idealnym wprowadzeniem do tego co czeka nas dalej. Przez ponad 40 minut będziemy świadkami bardzo zgrabnego balansowania między hałasem a ciszą, gniewem i smutkiem, agresją i spokojem.

Przez 2 lata ekipa Chat Pile dojrzała muzyczne. „Cool World” brzmi jeszcze lepiej od debiutu. Rozbudowano tu brzmienie i mimo nadal przytłaczającej tematyki (przemoc, wojna itp.) jest tu jakby trochę więcej miejsca na refleksję i chwilę oddechu.

W „Masc” czy „Milk Of Human Kindness” mamy fragmenty gdzie melancholia łączy się z rozpaczą i rozczarowaniem ale emocje te są podane w taki sposób, że efekt końcowy cholernie szybko wpada w ucho(szczególnie „Masc”). Chociaż tutaj bezapelacyjnie i tak króluje „Shame”, którego aż chce się zapętlić chociaż kilkukrotnie ponieważ brzmi on wręcz przebojowo.

Chwytliwych momentów, chociaż w bardzo specyficzny sposób, jest tu zdecydowanie więcej. „Funny Man” atakuje słuchacza sinusoidą emocji, „Tape” wprowadza dużą nerwowość i poczucie zagrożenia. Z kolei zamykający album „No Way Out”, pozostawia słuchacza rozbitego i zszokowanego jak po wycieczce, której celem nie było jakieś piękne miejsce rodem z billboardu czy pocztówki tylko brazylijska fawela albo wysypisko śmieci.

Prezentowany przez Chat Pile świat jest obdarty z cukierkowości i idealizmu, który jest promowany przez media gdzie chociażby w serialach wszyscy bohaterowie są piękni, młodzi i bogaci. Świat muzyków z Oklahomy jest brzydki i nawet jeśli świeci w nim Słońce to tylko po to aby lepiej było widać wszystkie defekty.

„Cool World” jest świetnie wyprodukowany. Album brzmi ciężko, masywnie, przytłaczająco. Co ważne – w ścianie dźwięków nic nie ginie. Doskonale słychać bas i perkusję, które w wielu momentach nie są tu dodatkiem ale grają pierwsze skrzypce. Busch na wokalu nadal zgrabnie balansuje pomiędzy krzykiem i śpiewem. W obu tych konwencjach przekazuje słuchaczom olbrzymią dawkę szczerych emocji.

„Cool World” nie jest albumem łatwym. Gdy słuchacz wpadnie w jego sidła to jest mielony przez muzyków z Oklahomy przez ponad 40 minut. Ale dzięki temu muzyka ta zapada w pamięć i przede wszystkim skłania do myślenia i refleksji. Nie bez powodu został uwzględniony w wielu rankingach podsumowujących 2024 rok.

Kiedyś muzyką buntowników i antysystemowców był punk. Dziś ten sprzeciw przeciwko obecnemu światu nie jest ubrany w jeden konkretny gatunek. Chat Pile skroił go w zgrabną mieszankę noise, sludge, industrialu i post hardcore. Za sprawą „Cool World” zespół umocnił swoją pozycję w świecie ciężkiej alternatywy. A patrząc na dzisiejszy świat możemy być pewni, że dostarczy on jeszcze bardzo wiele materiału na kolejne wydawnictwa grupy.

Moja ocena -> 9/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *