Animality – Third World Brutality

animality third world brutalityAnimality to moje pierwsze duże odkrycie 2026 roku. O zespole dowiedziałem się zupełnie przez przypadek – przeglądając mailing od jednej z wytwórni płytowych. Trochę tych maili na skrzynkę wpada i mimo, że staram się poczytać o każdym z promowanych zespołów to przesłuchuję tylko niewielki odsetek przesłanego materiału. W przypadku Animality moją uwagę przykuła jedna rzecz. Kraj pochodzenia. Nepal. Uwielbiam trafiać na takie nietypowe lokalizacje i przekonywać się, że można grać fajnie praktycznie w każdym zakątku świata. Geografia pomogła mi już wcześniej w trafieniu na takie zespoły jak Nuclear z Chile, Rudra z Singapuru, Melechesh z Izraela.

Animality powstał w 2017 roku w Katmandu czyli stolicy Nepalu, rok później zespół wypuścił 4-utworową EPkę, 9 lat po powstaniu nadszedł w końcu czas na pełnoprawne wydawnictwo – „Third World Brutality”, które przynosi 12 utworów trwających łącznie niespełna 35 minut. Ale zacznijmy od początku.

Animality obraca się w szerokich granicach muzyki ekstremalnej łącząc death metal z grindcore’m i thrashem. Nepalczycy robią to tak sprawnie, że album brzmi świeżo i mimo tego, że bez problemu znajdziemy tu sporo odwołań do innych przedstawicieli gatunku, to o odtwórczości nie ma tu mowy.

A same odwołania możemy znaleźć nawet na rodzimym podwórku bo w muzyce Animality słyszę elementy chociażby Decaptitated czy Behemotha (ten drugi do tego stopnia, że Tidal po zakończeniu albumu kontynuował odtwarzanie muzyki w podobnym klimacie i dopiero po kilkudziesięciu sekundach zorientowałem się, że to już Nergal z zespołem a nie Animality). Ciekawe czy Nepalczycy znają te zespoły 😉

Dużą rolę w przypadku „Third World Brutality” odgrywa produkcja. Album brzmi nowocześnie, potężnie, momentami wręcz przytłaczająco. Spora w tym zasługa samych utworów, które w większości utrzymane są w szybkim lub bardzo szybkim tempie i nie są długie (żaden z nich nie przekracza nawet 4 minut). Ale pośród blastów i motorycznych riffów znajduje się trochę przestrzeni chociażby na solówki (swoją drogą bardzo fajne) czy zwolnienia (dosłownie kilkusekundowe).

Podczas słuchania „Third World Brutality” do pełni szczęścia zabrakło mi jedynie dwóch rzeczy: wprowadzenia elementów opartych o ludowe instrumenty – przybliżyłoby to słuchaczom kulturę Nepalu i sprawiły, że album byłby jeszcze bardziej regionalny. Druga sprawa to język. „Third World Brutality” to materiał w większości angielski (jedynie „Bhrasta” ma nepalski tekst).

Wiadomo, że język angielski daje szansę na dotarcie do szerszego grona odbiorców ale użycie lokalnego języka może mocniej przykuwać uwagę i angażować, jak np. w przypadku islandzkich utworów Solstafir. Oczywiście nic z nich nie rozumiem ale to skłania mnie do sięgnięcia po tekst i jego przetłumaczenia na zrozumiały język. Pewnie nie tylko ja tak mam 😉

Oba te aspekty nie zmieniają faktu, że „Third World Brutality” słucha się świetnie i jest to album, do którego z pewnością będę wracał, chociażby z tego względu, że podobnie jak Napalm Death – świetnie pobudza i sprawdza się przy bieganiu.

Moja ocena -> 8/10

Animality is my first major discovery of 2026. I came across the band completely by chance while scrolling through a promotional mailing from one of the record labels. Quite a few of those emails land in my inbox, and while I try to read about every band being pushed, I only end up listening to a small fraction of the material. In Animality’s case, one detail immediately caught my attention: the country of origin. Nepal.

I’ve always had a soft spot for discovering bands from unexpected places and being reminded that great heavy music can come from virtually anywhere in the world. Geography has already led me to acts like Nuclear from Chile, Rudra from Singapore, or Melechesh from Israel—and now Animality joins that list.

Formed in 2017 in Kathmandu, Nepal’s capital, Animality released a four-track EP a year later. Now, nine years after their formation, the band finally delivers a full-length album. “Third World Brutality” consists of 12 tracks and clocks in at just under 35 minutes. But let’s rewind for a moment.

Musically, Animality operates within the broad spectrum of extreme metal, blending death metal with grindcore and thrash. The Nepalese trio pulls this off with enough confidence and precision that the album feels fresh. While there are plenty of recognizable genre touchstones, the material never comes across as derivative.

Some of those influences even point toward familiar territory—I can hear shades of bands like Decapitated or Behemoth. In fact, the Behemoth resemblance was strong enough that when Tidal autoplay kicked in after the album ended, it took me a good few seconds to realize I was already listening to Nergal and company rather than Animality. Makes you wonder if the band is familiar with those names 😉

Production plays a key role on “Third World Brutality”. The album sounds modern, heavy, and at times almost overwhelming. That’s partly down to the punchy, up-front production, but also to the songwriting itself. Most tracks move at fast or very fast tempos and keep things concise—none of them even crosses the four-minute mark. Still, amid the blast beats and relentless riffing, there’s room for well-placed guitar solos (very solid ones, at that) and brief, almost momentary slowdowns.

If I had to point out what’s missing, there are two things that could have pushed the album even further. First, the inclusion of elements based on traditional or folk instruments. That would have added a stronger regional flavor and given listeners a clearer sense of Nepalese cultural identity. The second is the language choice. “Third World Brutality” is mostly sung in English, with only “Bhrasta” featuring Nepali lyrics.

English obviously helps with accessibility, but using the local language can be far more engaging—similar to how Icelandic lyrics work for bands like Sólstafir. Even without understanding the words, it encourages a deeper dive into the lyrics and their meaning. I doubt I’m alone in that.

That said, none of this changes the fact that “Third World Brutality” is a highly enjoyable listen and an album I’ll definitely return to. Much like Napalm Death, it’s intense, energizing, and works perfectly as fuel for a run.

Rate -> 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *