The Offspring – Let The Bad Times Roll

offspring let the bad times rollW historii muzyki mieliśmy do czynienia z wieloma powrotami, na które czekali wszyscy lub przynajmniej większość fanów. I tak po 18 latach, w prawie oryginalnym składzie, w bardzo udany sposób powrócił Black Sabbath. Tragiczna śmierć Layne’a Staleya oraz 14 lat ciszy nie przeszkodziły Alice In Chains w nagraniu bardzo dobrego albumu z nowym wokalistą. Po 13 latach zakończyła się niekończąca się opowieść związana z nowym albumem Tool. W tym przypadku opinie były różne ale „Fear Inoculum” przeszedł próbę czasu i broni się jako całość.

Są też zespoły, które od wielu lat systematycznie staczają się po równi pochyłej i na ich powrót mało kto czeka. Co więcej – powroty te często są zupełnie niepotrzebne czego najlepszym przykładem może być właśnie „Let The Bad Times Roll” The Offspring.

Amerykanie w latach 90tych stali się jednym z filarów amerykańskiego punku nagrywając m.in. „Smash”. Pod koniec ubiegłego wieku zespół skierował się w stronę pop punku i osiągnął swój największy sukces komercyjny – „Americana”, z którego pochodzą najbardziej rozpoznawalne (co nie znaczy, że najlepsze) utwory zespołu. Później było już tylko gorzej czego najlepszym podsumowaniem był do bólu miałki i nijaki „Days Go By” z 2012 roku.

Czy po 9 latach przerwy, w 2021 roku ktoś jeszcze potrzebuje The Offspring i niecierpliwie czeka na nowy materiał? Na pewno nie ja. Dwie albumowe zapowiedzi wyłączyłem zażenowany po kilkunastu sekundach. O trzeciej, która ukazała się 6 lat temu dawno zdążyłem zapomnieć. Nie był to dobry prognostyk przed premierą „Let The Bad Times Roll”.

Niestety prognozy idealnie pokryły się z efektem końcowym. Nowy album przynosi 12 utworów i lekko ponad 33 minuty muzyki. Tutaj pojawiają się dwie pierwsze lampki ostrzegawcze. Pierwszą z nich jest zamykający krążek „Lullaby”, który jest absolutnie zbędnym zapychaczem nic nie wnoszącym na krążek. Ale jeśli ten utwór nazwiemy zapychaczem to co powiedzieć o „In The Hall Of The Mountain King”?

Jest to gitarowa aranżacja dzieła Edvarda Griega, która kontekstowo pasuje do reszty albumu w porównywalnym stopniu co dubstepowa wstawka na którymś z albumów Behemotha. Odtrącając te dwa zapychacze pozostaje nam 10 utworów trwających pół godziny. W tym czasie zespół zespół zdąży wielokrotnie w negatywny sposób zaskoczyć słuchacza.

Już na samym starcie – w „This Is Not Utopia” szok może wywołać Dexter Holland, który brzmi tu jak ktoś do bólu wypalony i zmęczony. A szkoda, bo muzycznie utwór ten broni się całkiem nieźle. Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w przypadku utworu tytułowego, który „leży” już na każdej płaszczyźnie i jest przedstawicielem najgorszej odsłony pop punku. Podobnie jest w przypadku „We Never Have Sex Anymore”, który zaczyna się dęciakami wyrwanymi z klimatów gangsterskich.

Oba te utwory zapowiadały album, oba również doskonale obrazują muzyczną formę The Offspring po 37 latach działalności. Trudno znaleźć na „Let The Bad Times Roll” elementy formy sprzed lat. Oczywiście zdarzają się tu lepsze momenty ale jest ich mało i giną one w natłoku wpadek. Do tych z pewnością należy dorzucić „Gone Away” gdzie zespół w średnio udany sposób coveruje sam siebie.

Tak na prawdę jedynym momentem wzbudzającym pozytywne skojarzenia z dawnych lat jest „Hassan Chop”, który brzmi jak wygrzebany z szuflady utwór nagrany przed 1998 rokiem. Mamy tu dużą dynamikę, ciężar, punkową zadziorność i chórki oraz przede wszystkim Dextera brzmiącego tak samo dobrze jak np. na „Smash”.

Jest to jednak zdecydowanie za mało aby „Let The Bad Times Roll” uznać za album chociaż średnio udany. Jest to niestety dalszy zjazd zespołu po równi pochyłej i dowód na to, że nie zawsze powroty są potrzebne. Ten niestety jest zupełnie zbędny i daje wyraźne sygnały, że chyba najwyższa pora zejść ze sceny i nie rozmieniać się na drobne.

Moja ocena -> 4/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *