Archiwa tagu: thrash

Metallica – … And Justice For All

metallica and justice for allWśród fanów ciężkiego grania krążą opinie, że Metallica skończyła się na Kill’em All. Może być i tak ale później zaczęła się z powrotem na Ride…, trwała na Master… i skończyła się na …And Justice – moim zdaniem ich najbardziej dojrzałym i najlepszym wydawnictwie obok debiutu i Ride… Wiele osób wiesza psy na produkcji tego albumu: a bo nie słychać basu, a bo to, a bo tamto. Ale co z tego skoro wszystkie minusy przysłania i zawstydza niczym Turbodymomen zawartość tego wydawnictwa? Mamy tu 9 arcydzieł thrashowego grania z posmakiem progresywnym, średnia długość trwania utworów mieści się w okolicach 7 minut (najkrótszy lekko ponad 5, najdłuższe prawie 10 minut). Chyba najbardziej znany jest tutaj „One” – kawałek do obrzydzenia przerabiany i coverowany przez dziesiątki kapel m.in. Korn. Czytaj dalej Metallica – … And Justice For All

Exodus – Let There Be Blood

exodus let there be bloodW 1985 ukazał się jeden z najważniejszych thrashowych albumów w historii – Bonded By Blood od Exodusa właśnie. Później los już dla tej kapeli taki łaskawy nie był: kupa roszad w składzie, śmierć wokalisty, rozpady, reaktywacje itp. Wielka szkoda, że trafiały im się takie kłody pod nogami. Kapela jest genialna i gdyby nie te perturbacje różnego typu to pewnie by kogoś z The Big 4 wykopali już dawno temu. A tak to tylko depczą im po piętach i taka Metallica może czuć exodusowski oddech na plecach:) W każdym razie ponad 20 lat od premiery krążka Gary Holt doszedł do wniosku, że fajnie byłoby nagrać Bonded By Blood jeszcze raz: z nowym wokalistą i brzmieniem reprezentowanym w XXI wieku. W ten oto sposób w 2008 roku ukazał się Let There Be Blood. Przed pierwszym przesłuchaniem krążka miałem mieszane uczucia. Czytaj dalej Exodus – Let There Be Blood

Soulfly – Conquer

soulfly conquerMax inspiracji dla swoich wydawnictw szuka w różnych częściach świata. Zawędrował m.in. do Serbii, Rosji, Turcji czy Francji. Tym razem udał się do Egiptu i tam sklecił Conquer. Nie spotkał się on z wybitnie ciepłym przyjęciem przez krytykę. Natomiast moim zdaniem album ten jest najdojrzalszym i najlepszym wydawnictwem w dorobku Soulfly’a. Nie jest tak nachalny jak Omen. Nie ma tu też hip-hopowych „ziomków” oraz utworowych zapychaczy jak to bywało wcześniej. Max poszedł po rozum do głowy i zebrał na tym albumie wszystko to co w Soulfly’u jest najlepsze. Conquer przytłacza ciężarem (ale nie takim inwazyjnym jak na Omenie), jest szybki, brutalny ale nie brakuje w nim wolniejszych fragmentów jak i momentów instrumentalnych/etnicznych. Czytaj dalej Soulfly – Conquer

Exodus – Exhibit B: The Human Condition

exodus exhibit bOd wielu lat kojarzyłem Exodusa z nazwy. Jedna z legend thrashu, mniejsza czwórka z m.in. Overkillem i Testamentem bla bla bla. Nigdy jakoś specjalnie nie interesowałem się ich twórczością bo po co? Miałem przecież 4 pierwsze albumy Metalliki oraz dyskografie Megadeth i Overkilla. Na Exhibit B trafiłem kilka miesięcy temu przeglądając półki z płytami w sieciówce mającej planetę w nazwie. Skojarzyłem album z bardzo pochlebną opinią w Teraz Rocku oraz różnych serwisach internetowych, dodatkowo zachęciła mnie niska cena – 29,99zł więc wziąłem w ciemno. No i nie żałuję. Tak dobrego albumu thrashowego dawno nie słyszałem. Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych thrashówek ostatnich lat obok Ironbound (Overkill) oraz Endgame (Megadeth). I tu muszę zaznaczyć, że obie te płyty przy albumie Exodusa są grzeczne niczym niemowlak, niczym śpiące szczeniaczki albo kotki. Czytaj dalej Exodus – Exhibit B: The Human Condition

Megadeth – Th1rt3en

megadeth thirteenPo pierwszym przesłuchaniu lekkie rozczarowanie – łeee, nie jest to Endgame czy Rust In Peace(i wszystkie albumy od niego wstecz). Z drugiej strony – nie jest to Risk. Po kilku następnych odsłuchach diametralna zmiana – cholera ale to jest nośne. Album jest przebojowy, ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Na początek z grubej rury – 3 killery. Nie jest to może tak „czysty” thrash jak w wypadku początku Endgame ale jak nieziemsko wpada w ucho. Po tym świetnym początku zwalniamy na 2 utwory by po krótkim wstępie znów rozkręcić się w „Never Dead” – klasycznej megadethowej jeździe bez trzymanki, po której zwalniamy na trochę by za chwilę usłyszeć „Fast Lane”, po którym znów prędkość spada z punktem kulminacyjnym w „Millenium Of The Blind”. Czytaj dalej Megadeth – Th1rt3en

Machine Head – Unto The Locust

machine head unto the locustNie wiem jak ugryźć ten album. Z jednej strony jest lepiej niż na The Burning Red i Superchargerze ale słabiej niż na pozostałych ich wydawnictwach. Lecimy po kolei: „I Am Hell” – „klasztorny” wstęp, po tym mocne wejście, dalej szybka, ostra jazda, jest dobrze…. do momentu kiedy wokalnie Flynn dostaje wsparcie. Tylko po co? „Be Still And Know” – w sumie żadnych zastrzeżeń, fajna dynamiczna solówka w klimatach The Blackening. „Locust” – wokalnie mocny, muzycznie jakiś taki wygładzony w porównaniu z np. poprzednikiem. I dodatkowo te solówki. Takie pitu pitu nadające się na płytę Porcupine Tree (pierwsza) czy Megadeth (druga). „This Is The End” – całkiem fajny utwór ale trochę zajeżdża tu czasami Superchargera, no i kolejne niepotrzebne wokale dodatkowe. „Darkness Within” – kolejny kawałek w klimatach dwóch najsłabszych płyt. Czytaj dalej Machine Head – Unto The Locust

Overkill – Ironbound

overkill ironboundW zeszłym roku nasz kraj odwiedziła wielka czwórka thrashu. Ale czy to na pewno jest czołówka kapel thrashowych dzisiejszych czasów czy może lecą na opinii wyrobionej dawno temu? Metallica pogubiła się po wydaniu „…and justice…”. Slayera nigdy nie lubiłem. Anthrax moim zdaniem znalazł się w czołówce lekko na wyrost. Z Megadeth bywa różnie, trafił im się gniot taki jak „Risk” ale na ostatnich albumach mają tendencję zwyżkową z (chyba) apogeum na świetnym „Endgame”. Jaki z tego morał? Trzeba sprawdzić kapele z „mniejszej czwórki”:) Na pierwszy ogień poszedł Overkill z ich najnowszym dzieckiem – „Ironbound”. Krążek wylądował w odtwarzaczu, wcisnąłem PLAY i cofnąłem się w czasie… Czytaj dalej Overkill – Ironbound

Soulfly – Omen

soulfly omenSoulfly z każdym albumem wskakuje na kolejny poziom wtajemniczenia. Szczególnie widać to na przełomie „Dark Ages” i „Conquer”. Na Omenie styl z poprzedniego albumu jest po części kontynuowany. Dalej jest ciężko, ostro, topornie, brutalnie i bez udziwnień. Różnica jest taka, że „Omen” oprócz instrumentalnego „Soulfly VII” (swoją drogą najsłabsza i najbardziej jałowa ze wszystkich części) nie ma żadnych elementów etnicznych. Wielka szkoda bo były one zawsze mocną stroną wydawnictw zespołu(np. w genialnym „Mars” z albumu Prophecy), przeważnie były charakterystyczne, różnorodne i szybko wpadały w ucho (nawet ludziom, którym Soulfly jako całokształt się nie podoba).  Myślałem, że po „Blood Fire War Hate” z poprzedniego albumu już niczego cięższego na otwarcie albumu nie da się zrobić. A jednak… Czytaj dalej Soulfly – Omen