Archiwa tagu: stoner

Royal Thunder – Crooked Doors

royal thunder crooked doorsZ nazwą Royal Thunder pierwszy raz zetknąłem się już kilka lat temu z okazji wydania ich debiutanckiego albumu. Wtedy skończyło się tylko na przeczytaniu bardzo pozytywnej opinii na jego temat.

W przypadku ich drugiego – najnowszego dzieła – „Crooked Doors” fala a właściwie tsunami pozytywnych komentarzy było tak wielkie, że nie sposób było nie sięgnąć po to wydawnictwo. Sięgnąłem raz…. i systematycznie sięgam po nie już od ładnych paru miesięcy. Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do wszelkiego rodzaju „ochów” i „achów” płynących z każdej strony ale tutaj „z bólem serca” muszę przyznać, że nie są one nawet w najmniejszym stopniu przesadzone.  Czytaj dalej Royal Thunder – Crooked Doors

High On Fire – Luminiferous

high on fire luminiferousKilka miesięcy temu pisałem o początkach mojej trudnej relacji z ekipą High On Fire. Kilka podejść do ich twórczości kończyło się fiaskiem. W końcu nastąpiło przełamanie, po którym poznawanie każdego kolejnego albumu przychodziło z coraz większą łatwością.

Zatem przyznaję się bez bicia – odliczałem dni do premiery „Luminiferous”. Apetyt podsycały kolejne płytowe zapowiedzi wrzucane do sieci ze szczególnym naciskiem na „Slave The Hive”. Kawałek ten do najświeższych nie należy bo światło dzienne ujrzał jeszcze w 2013 roku ale na regularnym wydawnictwie wylądował dopiero teraz (pewnie dlatego, że po drodze żadnych studyjnych krążków HOF nie było;). Czytaj dalej High On Fire – Luminiferous

Red Fang

red fangPrzez ostatnie kilka lat nazwa Red Fang przewijała się w moim życiu wielokrotnie: czy to pod postacią sugestii, że zespół na pewno spodoba mi się skoro lubię np. Kyuss czy też jako koszulka z charakterystycznym wymarłym kotowatym, która mignęła mi gdzieś na Woodstocku.

Jednak po twórczość grupy sięgnąłem dopiero w  zeszłym roku. Ale jak to się mówi: lepiej późno niż wcale;) To stwierdzenie świetnie sprawdza się w przypadku zespołu z Portland. Ich twórczość to taki radosny, beztroski, zwiewny(?), garażowy stoner rock/metal. Czytaj dalej Red Fang

Kyuss – Blues For The Red Sun

kyuss blues for the red sunJeszcze kilka lat temu sporadycznie przeglądając program telewizyjny przeprowadzałem mniej więcej taką selekcję filmów: 198x – stare jak świat, 199x – o to to prawie „nowe”! Taki proceder trwał z przyzwyczajenia przez kilkanaście lat, pewnie od lat 90tych ubiegłego wieku. Dopiero niedawno uzmysłowiłem sobie, że to podejście jest lekko „przeterminowane” – mamy już 201x i większość produkcji nakręconych w latach 90tych jest już pełnoletnia. Podobnie jest z muzyką. „Blues For The Red Sun” poznałem stosunkowo niedawno, mam uczucie jakby to było dziś… A w zasadzie wiekowo to ta płyta mogłaby być moją żoną…(1992 – dobry rocznik;) Chociaż w zasadzie nigdy jej nie lubiłem… Głównym jej problemem było to, że najpierw poznałem „Welcome To Sky Valley”, który z miejsca stał się moim stonerowym wzorcem i punktem odniesienia. Jego poprzednik wydawał się być mniej atrakcyjny. No i brzmienie tak nie zniewalało tak bardzo… Czytaj dalej Kyuss – Blues For The Red Sun

High On Fire – Snakes For The Divine

high on fire snakes for the divineMoja przygoda z High On Fire to zdecydowanie nie miłość od pierwszego wejrzenia. O zespole wiem od ładnych paru lat, miałem już kilka podejść do jego specyficznej twórczości, nigdy nie wychodziło. No ale co zrobić jak nadarza się okazja? Tym oto sposobem w moje łapki wpadł „Snakes For The Divine” w bardzo atrakcyjnej cenie. Był to zakup na zasadzie: „jeśli znów nie będzie chemii to krążek pójdzie w świat”. Ale jak ma nie być chemii skoro na krążku znajduje się utwór „Ghost Neck”, który potrafi nieziemsko sponiewierać słuchacza. Już początkowe 50 sekund w postaci wprowadzenia intryguje. Perkusyjna kanonada plus do tego pokręcona gitara. Dalej jest jeszcze ciekawiej bo zespół wsiada do drogowego walca z funkcją nitro;) Wiele osób pewnie uzna, że nie ma czym się podniecać. Utwór jest prosty, wręcz prymitywny. Ale na tym właśnie polega jego urok – w tej odsłonie High On Fire niszczy, miażdży i chyba o to chodzi w tej muzyce, nie? Czytaj dalej High On Fire – Snakes For The Divine

Sautrus – Reed: Chapter One

sautrus reed chapter oneMoja przygoda z graniem stonerowym rozpoczęła się kilka lat temu. Na pierwszy ogień poszedł Kyuss z albumem „Welcome To Sky Valley”. Ciężko stwierdzić czy był to złoty strzał czy „wiel-błąd”. Bo z jednej strony już na starcie poznałem kwintesencję tego grania ale z drugiej – każdy kolejny album był porównywany do mojego wzorca. Po Kyussie były inne zespoły: Monster Magnet, Sleep, Orange Goblin, High On Fire, Queens Of The Stone Age itp. Ale to jednak nie było to. Raz nie pasował mi wokal, innym razem utwory były nie takie jak trzeba. Najczęściej jednak chodziło o brzmienie. Te kyussowe zniewalało, uzależniało, poniewierało słuchaczem(ach ten „Asteroid”…:). Reszta ekip pod tym względem odstawała. Najbliżej mojego ideału był High On Fire ale jakoś nigdy nie mogłem przekonać się do tego zespołu. Na szczęście przy okazji drążenia sceny sludge’owej trafiłem na Black Tusk, a jeszcze chwilę później na Red Fang, które uratowały moją „wizję” stonera. Czytaj dalej Sautrus – Reed: Chapter One

Black Tusk – Tend No Wounds

black tusk tend no woundsNigdy nie lubiłem EPek. Ni to pełnoprawny album, ni to singiel, za którymi swoją drogą również nie przepadam;) Muzyka powinna zmuszać człowieka do dłuższego zatrzymania i pochylenia się nad nią. A tego nie da się zrobić w 15-20 minut. Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, zazwyczaj przy EP słuchacz nie zdąży jeszcze dobrze się rozkręcić a krążek już się kończy. Tend No Wounds jest tego idealnym przykładem. Wydawnictwo ma niecałe 23 minuty, które podzielono między 6 utworów. Niby nie jest źle ale…. Krążkowi czegoś brakuje. Polotu? Finezji? TNW słucha się całkiem dobrze ale po tych 23 minutach tak na prawdę niewiele pozostaje w głowie i nie ma wielkiego parcia na kolejne odpalenie płyty. Czytaj dalej Black Tusk – Tend No Wounds

Black Tusk – Passage Through Purgatory

black tusk passage through purgatory„Ani to ambitne, ani nowatorskie ale jak nieziemsko kopie” – mniej więcej takie stwierdzenie dotyczące tego albumu znalazłem jakiś czas temu w internecie. W sumie tymi słowami mogłaby się zaczynać i jednocześnie kończyć recenzja tego krążka. Faktycznie – debiutanckie wydawnictwo ekipy Black Tusk nie powala oryginalnością ale tę wadę w pełni rekompensuje dawka energii tutaj zawarta – porównywalna do tego co zespół zaprezentował na Taste The Sin. Podana jest ona jednak w troszkę innej postaci – brzmienie jest mniej stonerowe niż na następcy Passage Through Purgatory. Wcale nie przeszkadza to w miłym spędzeniu niecałych 35 minut z tym albumem. Spośród wielu energetycznych pocisków tutaj zawartych najbardziej wyróżnia się „Falling Down” ze świetnymi zmianami tempa i wieloma wątkami. Momentami kawałek ten pędzi niczym Pendolino po polskich torach. Albo lepiej TGV po francuskich;) A takich energetycznych piguł jest tutaj więcej. Czytaj dalej Black Tusk – Passage Through Purgatory

Black Tusk – Set The Dial

black tusk set the dialSet The Dial to jak do tej pory najnowsze dziecko Black Tuska – krążek wydany w 2011 roku. Pierwsze o rzuca się w oczy to inna stylizacja okładki. Niby to ten sam Baizley co zwykle ale jednak inny, brudny, bardziej oszczędny w formie i kolorach. Zdecydowanie wolę jego inne prace chociaż ta też ma w sobie coś intrygującego. Przechodzimy do muzyki. Odpalamy krążek i już na starcie atakuje nas niespełna 2minutowy instrumentalny „Brewing The Storm”. Rzecz bardzo przyjemna, oswaja słuchacza z tym co nastąpi już za chwilę. A to coś zaczyna się od „Bring Me Darkness” – utworu, który spokojnie można by wsadzić na Taste The Sin – idealnie by tam pasował. Podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku „Ender Of All”, „Carved In Stone” i jeszcze paru innych utworów. Pojawia się tu też parę eksperymentów, kawałków utrzymanych w jakby troszkę innej stylistyce. Weźmy np. „Mass Devotion” – jest to rzecz zdecydowanie wolniejsza, z początku spokojna, stonowana, dopiero w drugiej części Black Tusk pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Czytaj dalej Black Tusk – Set The Dial