Archiwa tagu: offspring

The Offspring – Ixnay On The Hombre

offspring ixnay on the hombreIxnay On The Hombre to ostatnia pozycja w dyskografii The Offspring, którą jestem w stanie przesłuchać w całości bez większego wysiłku. Co tam wysiłek – nawet ją lubię, z każdym przesłuchaniem coraz bardziej. Kiedyś nie mogłem się do niej przekonać i podobnie jak późniejsze dokonania zespołu – omijałem szerokim łukiem. Kilka miesięcy temu krążek trafił mi się na angielskim amazonie w bardzo atrakcyjnej cenie (niecałe 2 funty z przesyłką) więc wyszedłem z założenia: „a dam mu szansę, jak mi się dalej nie będzie podobał to go opchnę na allegro i tyle”:) Płytka wylądowała w napędzie, ruszyła i już na starcie pierwszy minus – „Disclaimer” – niby to tylko wprowadzenie i to w dodatku krótkie. Ale pytam się: po co? Na szczęście chwilową niedogodność rekompensuje po chwili „The Meaning Of Life” – istna dynamiczna petarda do jakich wcześniej zdążył nas przyzwyczaić zespół. Czytaj dalej The Offspring – Ixnay On The Hombre

The Offspring – Ignition

offspring ignitionKilka dni temu po raz n-ty zostałem posiadaczem Smash i Ignition Offspringa. Ale jak to tak po raz n-ty? Otóż tak: te dwa krążki bardzo lubię, co jakiś czas do nich wracam, ale co jakiś czas też zespół coś wydaje i na fali „nienawiści” do tego nowego czegoś pozbywam się wszystkiego co ma jakikolwiek związek z Hollandem i spółką. Chore?:) Po ostatniej dostawie obu albumów doszedłem do wniosku, że to właśnie Ignition (a nie Smash) z ich dyskografii najbardziej lubię. Dlaczego? Po kolei: za „Dirty Magic” – chyba ich najlepszy utwór w ogóle, rzecz „ponad-punkowa” ze świetnym motywem gitarowym, który kiedyś umiałem sam zagrać; za „Forever And A Day” – tu też mamy świetny klimat, brud no i te chórki. Ignition wydaje się być o wiele bardziej spójny od Smasha, tam mieliśmy do czynienia ze stylistycznym bałaganem, tu wszystko jest jakby bardziej poukładane. Czytaj dalej The Offspring – Ignition

The Offspring – Smash

offspring smashJakiś czas temu pojechałem po najnowszym dziecku (chyba z wpadki) The Offspring jak po psie. Dziś – żeby nie było, że kapeli nie lubię i jestem do nich uprzedzony itp. itd. będzie odrobina historii. Dawno, dawno temu, kiedy to człowiek był jeszcze małym smarkiem, chodziło się co jakiś czas w odwiedziny do rodziny. Tak się złożyło, że kuzyn był fanem cięższego grania i można było u niego posłuchać sobie Pantery, Alice In Chains itp. Pewnego razu już na wejściu usłyszałem kawałek, który katowany był wtedy w TV. Praktycznie całą wizytę przeleciałem na opcji repeat. Pożyczyłem krążek i zakochałem się w nim od pierwszego odsłuchu. Czytaj dalej The Offspring – Smash

The Offspring – Days Go By

offspring days go byDawno dawno temu istniał taki fajny zespół The Offspring-iem zwany. Poznałem ich jakoś w połowie lat 90tych. Kuzyn gnębił w tym czasie Smash ze szczególnym naciskiem na bardzo wtedy popularny kawałek „Self Esteem”, który zrobił na mnie – gówniarzu – ogromne wrażenie. Stało się ono jeszcze większe gdy okazało się, że utwór ten jest jednym ze słabszych na krążku. I nie chodzi tu o to, że „Self Esteem” jest słaby tylko po prostu cały Smash dosłownie kopał po dupie:) Zasadniczo to kopie do dziś. Kilka lat później dorwałem 2 pierwsze krążki zespołu – też nieźle kopały, zwłaszcza Ignition. Czytaj dalej The Offspring – Days Go By