Archiwa tagu: nu metal

Machine Head – Catharsis

machine head catharsisW zasadzie „Catharsis” można by zrecenzować jednym zdaniem: ekipa Machine Head zebrała wszystko co najgorsze w swojej dotychczasowej dyskografii i umieściła to na tym krążku.

Historia zespołu Roberta Flynna to pasmo wzlotów i upadków. Po świetnym początku nadeszła era nu metalowa, która w znaczny sposób naruszyła reputację grupy. Czytaj dalej Machine Head – Catharsis

Linkin Park – The Hunting Party

linkin park hunting partyChyba mało jest gatunków muzycznych, które tak słabo radziłyby sobie z próbą czasu jak nu metal. Boom na taki rodzaj grania był nieziemski. Chyba każdy na przełomie wieków musiał spotkać się z takimi nazwami jak Limp Bizkit, P.O.D. czy Linkin Park a w mniejszym stopniu również Korn(który od zawsze był czymś więcej niż tylko nu metalem). Media różnego rodzaju bombardowały nas twórczością tych kapel w niemiłosierny sposób. Wielkiego szału z tym gatunkiem nie było ale w tamtych czasach fajnie to grało i pasowało do wizerunku zbuntowanego nastolatka;) Ale te czasy szybko minęły tak jak zainteresowanie takim graniem. W zasadzie po tylu latach tylko nazwa Korn wywołuje u mnie czasami szybsze bicie serca ale i oni przeplatają udane wydawnictwa kompletnymi klopsami. Czytaj dalej Linkin Park – The Hunting Party

Korn – The Paradigm Shift

korn the paradigm shiftThe Paradigm Shift jest niesamowicie ciężkim orzechem do zgryzienia. Pierwszy odsłuch tego krążka to mniej więcej taki wniosek: „oooo! jakie to fajne, przebojowe, łatwo wchodzi i dobrze się tego słucha”. Ale po chwili zastanowienia doszedłem jednak do wniosku, że tak na prawdę praktycznie niewiele z tych 40kilku minut wyryło mi się w pamięci. I tak właśnie po kilkunastu przesłuchaniach odbieram to wydawnictwo. TPS świetnie funkcjonuje jako dodatek do czegoś innego: np. pracy, jazdy samochodem itp. Sam w sobie jednak ewidentnie nie powala. Ale zacznijmy od początku. Najnowsze dziecko Korna nie jest tym czego się po zespole spodziewałem, czego od nich oczekiwałem. Nie jest to również ta odsłona zespołu, którą najbardziej lubię. Przeczytałem gdzieś, że nowy materiał zbliżony jest do tego co Korn robił 10 lat temu. Czytaj dalej Korn – The Paradigm Shift

P.O.D. – Satellite

pod satelliteJakiś czas temu przez parę godzin zmuszony byłem do słuchania radia. Całe szczęście, że było to radio internetowe, dodatkowo jeszcze ustawione na jakąś stację hard rockową. Puścili tam „Alive”. W tym momencie ponownie przypomniałem sobie o zespole, którym kiedyś nieziemsko się jarałem a teraz totalnie o nim zapomniałem. Podobnie miałem kilka miesięcy temu w przypadku The Fundamental Elements Of Southtown i powrót do tego wydawnictwa niczego dobrego nie przyniósł. No ale dobra: od Satellite zacząłem przygodę z zespołem i kiedyś album ten wchodził mi w całości praktycznie bez zastrzeżeń. Może coś z tego jeszcze zostało? Po części tak. „Alive” nadal jest cholernie nośny i chwytliwy. Niczego nie stracił też jeden z moich płytowych ulubieńców – „Anything Right”. Nadal ciekawe są „Set It Off” i „The Messenjah” z dużą dawką mocy. Czytaj dalej P.O.D. – Satellite

Limp Bizkit – Chocolate Starfish And The Hot Dog Flavored Water

limp bizkit chocolate starfish and the hot dog flavored waterChocolate Starfish And The Hot Dog Flavored Water to w sumie największy sukces komercyjny ekipy Limp Bizkit. Jest to jednocześnie pierwsza poważniejsza ich wpadka. A wszystko zapowiadało się tak pięknie…. Bo przecież wypromowany przez MI:3 „Take A Look Around”  to naprawdę zacny kawałek – jak na LB wyjątkowo ambitny no i ze sporą dawką czadu. Tego nikt nie może mu odmówić. Jak i tego, że swego czasu królował na wszelkiego rodzaju listach przebojów. Podobnie jak 2 kolejne single z tego wydawnictwa: „My Generation” oraz „Rollin'”. W 2000 roku chyba nie było na świecie osoby, która nie znałaby tych utworów. Katowane w TV i radiu zdążyły się przejeść i moim zdaniem nie przeszły próby czasu. Kiedyś nieziemsko kręciły, dziś wydają się być prostackie i toporne. Chociaż na tle krążka nadal się wyróżniają. Czytaj dalej Limp Bizkit – Chocolate Starfish And The Hot Dog Flavored Water

Korn – Issues

korn issuesIssues to chyba najbardziej oryginalny i nietypowy album Korna. I nie chodzi tu o samą muzykę tylko o całą resztę:) Najpierw zespół ogłosił konkurs na okładkę dla tego wydawnictwa. Trzeba przyznać, że podium przedstawia się na prawdę świetnie. Następnie premiera pierwszego singla odbyła się w serialu South Park. Dalej było już normalnie chyba, że o czymś nie wiem. Po złagodzeniu brzmienia i wydaniu przebojowego Follow The Leader zespół wrócił w cięższe rejony. Issues jest najbardziej specyficznym albumem w dorobku Korna. Unosi się nad nim gęsta, przytłaczająca atmosfera. Przed chwilą wspomniałem o przebojowości – tej tutaj też nie brakuje. Trzy single z krążka: „Falling Away From Me”, „Make Me Bad” oraz „Somebody Someone” to rzeczy niesamowicie nośne ale jednak skierowane do węższego grona niż np. o wiele lżejszy i łatwiej wpadający w ucho „Freak On The Leash” Czytaj dalej Korn – Issues

Korn – Follow The Leader

korn follow the leaderTrzeci album Korna to kolejna, zupełnie inna od poprzedników, odsłona zespołu. Follow The Leader zaczyna się bardzo oryginalnie: od dwunastu 5sekundowych cichych tracków. Czemu akurat tak? Jest kilka wersji. Jedna z nich mówi, że Jonathan nie chciał na płycie 13 utworów. Inna z kolei iż te łącznie 60 sekund to hołd dla zmarłego na raka fana zespołu. Minuta szybko mija i zaczyna się album właściwy. Tu niby wszystko się zgadza, jest ciężar, jest dudniący bas, wokal Davisowi również się nie zmienił. Ale coś jest nie tak. Tak jak debiut i Life Is Peachy były bardzo specyficzne i skierowane do określonej grupy odbiorców tak Follow The Leader zdaje się otwierać nowe horyzonty. Krążek ten wydaje się być nieziemsko przebojowy. I to nie w złym tego słowa znaczeniu (typu „przebojowe” podboje Linkin Park;) tylko jak najbardziej pozytywnym. Czytaj dalej Korn – Follow The Leader

Korn – Life Is Peachy

korn life is peachyPo nagraniu świetnego debiutu Korn mógł pójść za ciosem i stworzyć swego rodzaju Korn#2. Mogli też zrobić coś zupełnie innego. I tak właśnie zrobili;) Już na starcie zespół atakuje słuchacza niespełna 50sekundowym kawałkiem „Twist”, w którym Davis pokazuje swoje umiejętności w scatowaniu. W dalszej części Jonathan zaprezentuje jeszcze m.in. czysty śpiew, krzyk, wrzask, szept, płacz. Czyli zróżnicowanie pod tym względem mamy tu duże. Pod względem muzycznym również chciaż głównie jest tu ciężko i przytłaczająco. Life Is Peachy jest bardziej zbrutalizowane niż debiut Korna. Całość brzmi potężniej i zdecydowanie mocniej. Chociaż spokojnych fragmentów tu nie brakuje. Krótkim przerywnikiem w muzycznej rzeźni jest tu jazzujący instrumental „Porno Creep” oraz cover War – „Lowrider”. Mamy tu jeszcze jedną przeróbkę – „Wicked” z repertuaru Ice Cube’a. Czytaj dalej Korn – Life Is Peachy

P.O.D. – The Fundamental Elements Of Southtown

pod fundamental elements of southtownWeekend to taki fajny czas tygodnia kiedy to człowiek ma więcej czasu chociażby na przewietrzenie stale powiększającej się kolekcji płyt:) Nowych albumów przybywa a wraz z nimi na liczniku pojawia się coraz więcej płyt „zapomnianych”, których nie słuchałem od niepamiętnych czasów. Na dwa takie krążki trafiłem wczoraj zupełnie przypadkowo – szukając czegoś innego. TFEOS chyba jeszcze w moim dwuletnim Pianocrafcie nie gościł więc wypadało dać mu w końcu szansę. Ekipę P.O.D., chyba jak większość ludzi, poznałem przy okazji wydania ich następnego albumu – Satellite. Akurat swoje 5 minut miał wtedy nu metal, słuchało się tego w różnych odsłonach więc i chrześcijańska odmiana tego grania mi podpasowała. W tamtych czasach swoje markety w Polsce miał jeszcze Geant. W przeciwieństwie do czasów dzisiejszych były one nieźle zaopatrzone w różne gatunki grania. Czytaj dalej P.O.D. – The Fundamental Elements Of Southtown

Korn III: Remember Who You Are

korn iii remember who you areKorn zadebiutował w świetnym stylu. Później bywało różnie: raz lepiej, raz gorzej, czasem beznadziejnie. Po innym/eksperymentalnym albumie bez tytułu wydanym w 2007 roku zespół postanowił wrócić do korzeni. W ten oto sposób w 2010 roku ukazał się Korn III: Remember Who You Are. Pamiętaj kim jesteś – jak się okazuje członkowie zespołu doskonale wiedzą kim są, wystarczy tylko odrobina dobrych chęci by sobie o tym przypomnieć. III to powrót do starych, dobrych czasów. Znów mamy tu do czynienia z dudniącym basem, którego struny ciągną się chyba po ziemi albo tuż nad nią. Jest tu też odpowiedni ciężar, dynamika, różnorodność i mimo „powrotu do korzeni” kupa świeżości. Na pewno nie jest to dzieło rewolucyjne ani rewelacyjne. Ale czy ktoś takiego oczekiwał po Davisie i spółce? Chyba nie. Ważne, że trójeczki bardzo fajnie się słucha i praktycznie na ma się do czego przyczepić. Czytaj dalej Korn III: Remember Who You Are