Muzyczne podsumowanie 2013 roku

podsumowanieKończy się kolejny rok – w związku z tym faktem zaczną się zaraz (o ile już się nie zaczęły) wszelkiego rodzaju podsumowania, zestawienia itp. Ja swoje 5 groszy do tego również dorzucę zatem jedziemy z koksem:) Rok 2013 jest chyba najlepszy w mojej muzycznej historii – wzbogaciłem się w nim o 17 nowych krążków. Nie jest to może jakaś kosmiczna liczba ale źle również nie jest. Większość z zakupionych albumów spełniła moje oczekiwania ale trafiły się i takie, które są niczym polska reprezentacja w piłce nożnej: najpierw są wielkie oczekiwania a później ich weryfikacja i bolesne rozczarowanie. W tym roku polska scena zaprezentowała się zdecydowanie lepiej od zagranicy i tak jak w przypadku PL nie mam żadnych wątpliwości co do wyróżnień tak z albumami tworzonymi poza granicami naszego kraju jest już zdecydowanie gorzej. Nie przychodzi mi do głowy żaden krążek, który sponiewierałby mną, uzależnił od siebie i zakotwiczył na dłużej w mojej głowie.

Wyróżniające się albumy zagraniczne:

Kylesa – Ultraviolet – zdecydowany zwycięzca tegorocznego zestawienia. Ultravioletem Kylesa umocniła swoją i tak silną pozycję na scenie sludge metalowej. Jest ciężko, klimatycznie, z klasą. Poraz kolejny Laura Pleasants udowadnia, że jest wielką wartością dodaną tej ekipy. A sam Ultraviolet to takie sprawne połączenie Static Tensions ze Spiral Shadow. Warto posłuchać: Unspoken, What Does It Take, Vulture’s Landing.

Palms – nie jest to z pewnością Isis, nie jest to również Deftones ale połączenie muzyków tych dwóch ekip dało zaskakująco dobry efekt. Płycie tej daleko do Oceanic czy też Panopticon ale co z tego skoro świetnie się jej słucha? Poza tym muzyka prezentowana przez Palms odbiega od tego co prezentowała parę lat temu legenda post metalu. Tu do czynienia mamy z graniem zdecydowanie lżejszym, całość uzupełnia spokojnym wokalem Moreno. Całość może i nie wgniata w fotel ale chyba nie takie było założenie muzyków. A efekt ich prac i tak jest co najmniej bardzo dobry. Warto posłuchać: Future Warrior, Patagonia, Antarctic Handshake.

Black Sabbath – 13 – chyba nikt się nie spodziewał, że metalowi emeryci w końcu zrealizują swoje zapowiedzi i nagrają nowy album. Ale jednak się udało i starsi panowie udowodnili, że mogą bez większych problemów skopać dupę większości młodych ekip. Trzynastka nie wzbudza takich emocji jak pierwsze albumy grupy i nie wnosi do dorobku Black Sabbath niczego nowego ale co z tego? Czy ktoś w ogóle oczekiwał wyznaczania nowych trendów od grupy, która ukształtowała wielką część dzisiejszej muzycznej sceny i wymyśliła już praktycznie wszystkie fajne riffy?:) Warto posłuchać: God Is Dead?, Loner, Zeitgeist, Live Forever.

Warto również zwrócić uwagę na:

Intronaut – Habitual Levitations – powiew świeżości na scenie progresywnej/post metalowej. Dużo fajnych pomysłów, połączeń miażdżących z delikatnymi(zwłaszcza te drugie robią nieziemskie wrażenie – posłuchajcie sobie drugiej części Killing Birds With Stones). Warto posłuchać: Killing Birds With Stones, Milk Leg, The Welding

Cult Of Luna – Vertikal – album nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak poprzedzający go Eternal Kingdom ale to nadal świetna płyta – czołówka światowego post metalu

Alice In Chains – The Devil Put Dinosaurs Here – stara, dobra Alicja – nie jest to z pewnością poziom Dirt, AIC czy nawet Black Gives Way To Blue ale nadal bardzo przyjemnie się słucha – z sentymentem do starych czasów.

Pelican – Forever Becoming – po ładnych kilku latach błądzenia ekipa Pelican wróciła w bardzo dobrym stylu udowadniając, że nadal mają wiele do powiedzenia na scenie instrumentalnego post metalu/rocka.

Wyróżniające się albumy polskie:

Blindead – Absence – czwarty album w dorobku grupy i zarazem trzeci zupełnie inny od swojego poprzednika. Muzyka Blindead ciągle ewoluuje – debiut czyli Devouring Weakness i najnowsze dziecko zespołu dzieli przepaść ale nie jakościowa tylko stylowa. Na Absence nie znajdziemy przytłaczającego ciężaru ani growlowania ale w żadnym stopniu nie jest to przeszkodą do tego by zakochać się w tym albumie – jest to dzieło wielowątkowe, niesamowicie bogate i wyróżniające się. Ekstraklasa światowa. Warto posłuchać: b6, s1, n4.

Riverside – Shrine Of New Generation Slaves – prościej niż do tej pory i bardziej przystępnie ale nadal wybornie i z wielką klasą. Duda wraz z zespołem nikomu niczego nie muszą udowadniać, znają swoją wartość i po raz kolejny potwierdzają, że należą do najlepszych zespołów progresywnych na świecie. SONGS poraża bogactwem. I to nie tylko muzycznym – album jest pięknie wydany. Warto posłuchać: Depth Of Self Delusion, Celebrity Touch, Escalator Shrine.

Obscure Sphinx – Void Mother – niczym Filip z konopi wyskoczył nagle jeden z najciekawszych albumów post metalowych made in Poland. Skuszony okładką sięgnąłem po ten krążek w ciemno i z miejsca się w nim zakochałem. Void Mother atakuje słuchacza mnogością pomysłów, przestrzenią i damskim wokalem. „Wielebna” potrafi się konkretnie wydrzeć jak i zaśpiewać czysto. Jeszcze w połowie listopada miałbym problem z obstawieniem trzeciego miejsca na podium. Obscure Sphinx w ekspresowym tempie rozwiązał dylemat chociaż pojawił się kolejny – jaki kolor krążka mu się należy: złoto, srebro czy brąz?:) Warto posłuchać: Waiting For The Bodies Down The River Floating, Feverish, Velorio.

Warto również zwrócić uwagę na:

Materia – Case Of Noise – Polska nie tylko black/death metalem, post’em i progresywnym graniem stoi. W metalu technicznym też mamy się całkiem nieźle czego przykładem jest właśnie Materia – ekipa ze Szczecinka, która szerszą popularność zyskała poprzez występ w Must Be The Music. Ich debiut to duża dawka technicznego ciężaru jak i spokojniejszych fragmentów. Młoda ekipa z mnóstwem ciekawych pomysłów + duże umiejętności = niesamowita frajda z słuchania efektu końcowego ich prac. Warto posłuchać: System Falls, Give Me Some Free, B-17.

Votum – Harvest Moon – kolejny po Riverside polski produkt eksportowy ze świata progresywnego. I może nie robi takiego wrażenia jak ekipa Dudy ale ich Harvest Moon to dzieło solidne, spójne i przemyślane – godne wielokrotnego przesłuchania;) Warto posłuchać: New Made Man, Cobwebs.

Największe rozczarowania:

Korn – Paradigm Shift – powrót Heada do składu mógł zwiastować najlepszy materiał od wielu lat. Niestety zamiast konkretnej petardy otrzymaliśmy kapiszona… Nie jest to płyta zła ale zwyczajnie nijaka. Zamiast nagrać coś pokroju Korn III zespół asekuracyjnie stworzył krążek bardziej przystępny, łatwiejszy, medialny. Tylko chyba nie tego oczekiwali fani Korna. Niby nie słucha się tego źle ale problem w tym, że nic nie zostaje w głowie….

Kult – Prosto – jakość materiału nagrywanego przez Kult jest odwrotnie proporcjonalna do ilości muzyków występujących w zespole. Tych z roku na rok jest coraz więcej ale niestety nie przekłada się to na poziom muzyczny. Bez większych problemów można na Prosto znaleźć ciekawe momenty ale jeszcze łatwiej trafić tu na rzeczy nijakie i banalne, których jeszcze 15-20 lat temu pewnie nie zobaczylibyśmy nawet jako dodatek do singli. Ogólnie nie jest za dobrze.

Pearl Jam – Lightning Boltnie jest to do końca rozczarowanie ale oczekiwałem o wiele więcej. Kilka numerów wgniatających w fotel przeplata się z tą odsłoną grupy, za którą nie przepadam.

Pierwszy raz od kilku lat nie mam zielonego pojęcia co przyniesie nowy rok. Żaden z moich ulubionych zespołów nie ma chyba zapowiedzianego nowego wydawnictwa także jeśli już coś się pojawi to będzie niespodzianka;)

A tymczasem wszystkim czytelnikom rolowego życzę spokojnych i radosnych Świąt a w nadchodzącym roku dużo zdrowia, pieniędzy i wolnego niezbędnego do ich wydawania;)

11 myśli nt. „Muzyczne podsumowanie 2013 roku”

  1. Na razie rzuciłem tylko okiem, ale pierwsze na co zwróciłem uwagę to brak Deep Purple! Nie podobała Ci się nowa płyta czy o niej zapomniałeś?

  2. Co ja mogę powiedzieć? Nigdy nie byłem wielkim fanem Deep Purple, nie zagłębiałem się w ich twórczość poza kilkoma pierwszymi albumami i Now What?! zwyczajnie ominąłem;) Ale skoro są duże naciski to posłucham w najbliższym czasie;)

  3. A propos sludge metalu. Właśnie sobie przypomniałem, że uwielbiam Melvins (byłem na koncercie we Wrocławiu), Black Label Society (widziałem ich w Krakowie), AIC, Mastodon. Dlatego też pewnie w przyszłości polubię zespół Kylesa 🙂

    1. Pelagial podszedł mi trochę gorzej od poprzednich krążków The Ocean chociaż nie zmienia to faktu, że to bdb materiał. W Russian Circles dopiero się wkręcam;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *