Kult – Wstyd

kult wstydNie ulega wątpliwości, że Kult to legenda rodzimej sceny muzycznej, zespół ponadczasowy, wzór do naśladowania oraz spoiwo łączące już klika pokoleń słuchaczy.

Można stwierdzić, że Kazik wraz z ekipą jest dla olbrzymiej rzeszy Polaków obiektem kultu – to fakt. Równie oczywistym faktem jest to, że w pewnym momencie w zespole coś się zacięło i tak jak koncerty nadal wzbudzają szybsze bicie serca tak z wydawnictwami studyjnymi jest zdecydowanie gorzej.

Spójrzmy prawdzie w oczy – ostatni wielki album Kultu w tym roku stał się pełnoletni a ostatniemu prawdziwemu klasykowi wśród utworów niewiele do tej pełnoletności brakuje („Brooklyńska Rada Żydów” została nagrana 3 lata później). Po wydaniu „Salonu Recreativo” zespół gdzieś odjechał, nie za bardzo nawet wiadomo dokąd.

Nadal grają we własnej lidze. Problem w tym, że w lidze tej nie ma za bardzo żadnych przeciwników, niezbyt jasne są reguły gry (w tym przypadku chociażby to, że Kazik nie uczestniczył przy tworzeniu nowego materiału) a i sama rozgrywka trąci wątpliwą jakością skierowaną nie wiadomo do kogo i raczącą widza/słuchacza tylko skokowym napięciem.

„Wstyd” w żadnym wypadku tych zasad nie zmienia ale na tle 3 poprzednich wydawnictw lekko się wyróżnia. I to na plus!! Pierwsze co rzuca się w oczy to ilość utworów na track liście oraz czas trwania albumu. Zespół w końcu wykazał się rozsądkiem dochodząc do wniosku, że nie ma sensu wrzucać na krążek wszystkiego co udało się nagrać. 12 utworów i lekko ponad 52 minuty trwania to dobry czas. „Wstyd” jest na tyle urozmaicony i pozbawiony dłużyzn, że niecała godzina mija prawie bezboleśnie.

Na nowym albumie nie ma potworków w stylu „Dobrze Być Dziadkiem” czy też „Dzisiaj Jest Mojej Córki Wesele”. Sprawia to, że momentów, w których chciałoby się przełączyć utwór, jest wyjątkowo mało. Ewidentny jest w zasadzie tylko jeden – „To Nie Jest Kraj Dla Starszych Ludzi”. Utwór porusza bardzo istotny temat, jednak sposób jego podania jest wyjątkowo drażniący i przypomina wspomniane przed chwilą dwa potworki.

Zdecydowanie lepiej wypada drugi utwór, który mogliśmy usłyszeć na długo przed premierą „Wstydu” czyli „Apokalipsa”. Interesująca historia połączona jest tu z bardzo dobrą warstwą muzyczną (w innej konwencji kawałek ten można by podciągnąć pod któregoś „Tatę”).

Warstwa muzyczna jest drugą rzeczą, która wyróżnia nowy album na tle poprzednich. „Wstyd” jest zdecydowanie mniej gitarowy i skierowany w stronę innych instrumentów. Zmianę kierunku sygnalizował już singlowy „Madryt”, który do momentu wejścia wokalu wzbudza szybsze bicie serca i skojarzenie typu „nowy Berlin 1932”!!!!! W momencie wejścia Kazika czar pryska, bo pseudo rapowanie ciężko podciągnąć pod debiut zespołu;) Jednak utwór wzbudza raczej pozytywne odczucia, mimo że opowiedziana w nim historia nie porywa.

Zupełnie inaczej jest w przypadku kilku innych tekstów. Trudno mówić tu o przełomie ale zwyżka formy jest odczuwalna. Szczególnie słychać ją w utworze tytułowym. Fajnie wypadają momenty, w których piętnowana jest otaczająca nas rzeczywistość ( obie części „Pękniętego Domu”, w których dostaje się największym partiom oraz „Dwururka” o narastającej w naszym kraju fali homofobii).

Warstwa tekstowa ogólnie sprawia co najmniej niezłe wrażenie i zdecydowanie więcej tu fragmentów, które szybko wpadają w ucho, niż na np. „Prosto”. Również Kazik brzmi tu zdecydowanie najrówniej od lat.

Czas na minusy a właściwie jeden wielki minus. Na „Wstydzie” nie ma ani jednego utworu, który miałby jakiekolwiek szanse na stanie się klasykiem w perspektywie X lat. „Madrytu” nie postawimy w jednym rzędzie ze szlagierami z lat 80tych czy 90tych. Innych utworów tym bardziej nie ma co porównywać.

Główną zaletą „Wstydu” jest to, że album ten jest lepszy od trzech poprzednich. Ale na tle wcześniejszych (np. z lat 90tych) wypada podobnie jak „45-89” w porównaniu z debiutem czy „Spokojnie” czyli zupełnie nie ta liga. Niezmiennie od lat pod względem koncertowym Kult utrzymuje poziom światowy. Również od lat w studiu dąży nie wiadomo dokąd i w zasadzie po co.

W tym momencie nasuwa się pytanie: jak długo jeszcze będą w stanie zdzierżyć to fani? Bo kupowanie płyt z czystego sentymentu do dawnych czasów w końcu kiedyś się znudzi. Tak jak i „Wstyd”, z którego za parę lat na koncertach nie usłyszymy pewnie ani jednego utworu. Nie zmienia to faktu, że i tak chętniej wrócę do niego niż do „Poligono Industrial”, „Hurra!” czy „Prosto”, które na półce kurzą się od lat. I tylko dlatego taka a nie inna ocena. Wstydu nie ma ale szału też nie. Znowu…

Moja ocena -> 5/10

9 myśli nt. „Kult – Wstyd”

  1. Popularność Kultu na pewno nie ogranicza się tylko do Polski, ani tym bardziej tylko do Polaków. Polska jako atrakcyjny rozwinięty kraj i jako bardzo dobry rynek muzyczny, z łatwością zdobywa renomę w innych miejscach.

    I nie mam bladego pojęcia, o co wam chodzi z rosnącą homofobią, homoseksualiści mają co raz więcej praw, a społeczeństwo co raz bardziej akceptuje fakt istnienia tej grupy i ich prawa. Chyba tylko wśród pewnych ciasnych umysłów z marginesu społecznego rośnie homofobia.

    1. „Chyba tylko wśród pewnych ciasnych umysłów z marginesu społecznego rośnie homofobia.” – nie trzeba mieć sokolego wzroku żeby zauważyć, że w ostatnich kilkunastu miesiącach coraz więcej tego marginesu się uaktywnia;) I nie chodzi tu tylko o homofobię

  2. „Chyba tylko wśród pewnych ciasnych umysłów z marginesu społecznego rośnie homofobia.” – nie trzeba mieć sokolego wzroku żeby zauważyć, że w ostatnich kilkunastu miesiącach coraz więcej tego marginesu się uaktywnia;) I nie chodzi tu tylko o homofobię

    1. No cóż…. Przepraszam, że nowy materiał jest dla mnie łatwiejszy do strawienia niż pochodzące z „Prosto” potworki w stylu „Dobrze być dziadkiem”, „Dzisiaj jest mojej córki wesele” czy „Nie chcę grać w reprezentacji”. Kultu słucham od prawie 20 lat więc swoją bardzo „konstruktywną” ocenę mojej znajomości zespołu zostaw dla siebie;)

  3. Na okładce najnowszej płyty Kultu „Wstyd” wyraźnie widnieje symbol serca z płomieniem, otoczonego cierniami. Nie jest żadną tajemnicą, że w Chrześcijaństwie takowy symbol jest jednoznacznie łączony z Jezusem Chrystusem. To wiedza powszechna, nie tajemna. Stąd niepokoi forma, w jakiej to serce zostało ukazane – jako tatuaż pod rozpiętą bluzą w polskich barwach narodowych napisem „WSTYD”. Nie wiem, jaki był zamysł autora okładki, ale narzuca się jednoznaczna interpretacja: wstyd jest być Polakiem-wyznawcą Chrystusa. Wstyd jest przyznawać się do patriotyzmu i do swojej wiary.

    Jeżeli był to chwyt marketingowy, obliczony na to, by wzbudzić kontrowersje ( i tym samym przyczynić się do lepszej promocji płyty ) to był to chwyt bardzo niskich lotów. To przykre, że uczucia religijne mnóstwa Chrześcijan nie zostały wzięte pod uwagę przy projektowaniu tej okładki.

    Nowa płyta nie porywa, a teksty są słabe – w porównaniu do poprzednich wydawnictw. Moim – i nie tylko moim – zdaniem nie ma tutaj ani jednego materiału na hit. Czuć wypalenie twórcze w warstwie tekstowej ( np. refreny to ciągle powtarzane słowo lub kilka słów ). Są głosy, że nikt nie będzie pamiętał o tej płycie po latach.

    1. Od czasu Poligono Industrial większość zapomina o nowych płytach po kilku miesiącach;) Ale zdania nie zmieniam: Wstyd podchodzi mi bardziej niż Prosto chociażby ze wględu na to, że jest krótszy…

  4. Nie wiem dlaczego, ale skupiasz się tylko na słabych numerach z Prosto. Nie zapominajmy, że są tam takie utwory jak: Teide, Układ zamknięty, Twoje słowo jest prawdą, Dlaczego tak tu jest, Opowiadam się za miłością, Życie jest piękne no i oczywiście utwór Prosto, bez którego nie może się odbyć żaden koncert Kultu. Płyta Prosto lepsza niż Wstyd, która nie wzbudza u mnie żadnych emocji i i jest bardzo przeciętna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *