Jean Michel Jarre – Odyssey Through O2

jean michel jarre odyssey through o2Moja w pełni świadoma przygoda z Jeanem Michelem Jarre’m rozpoczęła się w 1998 roku. Wcześniej oczywiście znałem kilka jego utworów ale w twórczość raczej się nie zagłębiałem. Były to czasy kiedy to jeszcze oglądało się 30 TON na TVP 2. Nie pamiętam na jakiej dokładnie zasadzie opierał się ten program: czy to była lista singli czy albumów (wg mnie mieszanka jednego z drugim), w każdym razie pojawiła się tam „Odyseja Przez Tlen”. Kilka dni później zostałem posiadaczem tego wydawnictwa na kasecie – płyty w tamtym czasie były w astronomicznych dla mnie cenach. Czym właściwie jest Odyssey Through O2? Nie jest to regularny album Jarre’a tylko jakby zbiór remixów mocniej lub luźniej powiązanych z kultową serią Oxygene. Jedne utwory brzmią jak lekko podkręcone i trochę zmodyfikowane oryginały, inne z kolei są diametralnie różne od pierwowzorów i zachowują tylko elementy charakterystyczne. Za sterami „przeróbkowymi” usiedli m.in. członkowie Apollo 440, DJ Cam, Takkyu Ishino czy też Claude Monnet. Znawcą sceny elektronicznej nie jestem ale obiły mi się te nazwiska o uszy także w tamtym czasie była to pewnie górna półka twórców tego gatunku. Odyssey Through O2 zmontowano w ciekawy sposób: większość utworów przechodzi płynnie z jednego w drugi – przypomina to klubowe sety (zwłaszcza, że muzycznie też obraca się to w tych rejonach). W całość wpleciono 4 krótkie „przemówienia” JMJ i to one dzielą ten album na poszczególne części. A jak to wszystko brzmi? Raz klubowo – cała 2 faza Odysei, raz orientalnie/egzotycznie („Oxygene 10” w wersji Transgenics) lub kosmicznie, czasem przeróbki zbliżone są do oryginałów, innym razem gdyby nie elementy charakterystyczne to trudno byłoby rozpoznać co to jest – „Oxygene 8” od Takkyu Ishino (kosmiczny kawałek:)). Do całości jako bonus dorzucono „Rendez-Vous 98” zmontowany przez @440 – z tego co pamiętam to utwór przewijał się przez Mistrzostwa Świata we Francji. Odyssey Through O2 nie jest pozycją wybitną, odkrywczą i przełomową ale pewnie nie takie było założenie twórców. Krążka bardzo dobrze się słucha, mój egzemplarz bardzo często towarzyszy mi w samochodzie. Po etapie fascynacji tym albumem w 1998 roku kaseta wylądowała na wiele lat w szufladzie. Dopiero z 2-3 lata temu przypomniałem sobie o niej i od razu kupiłem wersję CD. Od tego czasu systematycznie do niej wracam bo to kawałek naprawdę fajnej i przyjemnej (wykluczając kilka fragmentów, które i tak lubię) muzyki. Poza tym jest to fajna ciekawostka, obraz tego jak twórczość JMJ widzą inni artyści. Przyczepić się tu można jedynie do poligrafii, która jest zwyczajnie słaba począwszy od prostackiej okładki kończąc na biednej wkładce.

Moja ocena -> 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *