Blaze Bayley – The Redemption Of William Black

blaze bayley the redemption of william blackTrzeba nie lada umiejętności i samozaparcia aby rok po roku wydawać kolejne albumy. Trzeci rok z rzędu, praktycznie własnym sumptem nowym materiałem raczy nas Blaze Bayley. Jego poczynania są po części usprawiedliwione bo całość tworzy zwartą i zamkniętą trylogię. Patrząc na to z boku pewnie popukałbym się w głowę. Ale na dwóch poprzednich częściach Blaze udowodnił, że tempo nagrywania idzie w parze z jakością.

„Infinite Entanglement” był albumem bardzo dobrym, „Endure And Survive” jeszcze lepszym. Zatem apetyt na ostatnią część trylogii był co najmniej duży. I to w zasadzie już na początku zgubiło „The Redemption Of William Black”, który wydawał się być ubogim młodszym bratem poprzedników. Tak ubogim, że po pierwszym kontakcie nie chciało się kolejnych. Ale oczywiście krążek dostał kilka kolejnych szans, po których moje zdanie uległo dość diametralnej zmianie. Odstawienie w kąt po pierwszym kontakcie byłoby sporym błędem.

„The Redemption…” jest albumem różniącym się od poprzedników i wymagającym więcej czasu aby się do niego przekonać. W zasadzie jest to dziwne bo nie znajdziemy tu niczego nowego, czego już wcześniej nie słyszeliśmy. Początkowo całość wydaje się być podana w bardziej zwięzłej formie. Pozostałe składniki pozostają na swoim miejscu i są wyczuwalne od samego początku: nadal pojawiają się chórki obu płci (kobiece wypadają lepiej), Blaze brzmi niezmiennie dobrze od kilkunastu/kilkudziesięciu lat. Szkoda, że ten facet nigdy nie zyskał takiej popularności na jaką zasługuje. Wróćmy jednak do „Redemption…”.

Otwierający album „Redeemer” przypomina momentami „Human” z pierwszej części trylogii i w dobrym stylu wprowadza słuchacza w dalszą części historii Williama Blacka. A dalej jest co najmniej równie ciekawie. Singlowy „Prayers Of Light” bardzo szybko wpada w ucho (ale jednocześnie razi oczy teledyskiem;).

Duży potencjał radiowy ma „Are You Here”, którego widziałbym jako drugi utwór promujący album. Świetnie w tej konwencji wypada również najszybszy na płycie „The Dark Side Of Black”. Mroczniejszą odsłonę Blaze ukazuje w „Immortal One”. Tu wokalista ma prawdziwe pole do popisu. Podobnie jest w „Human Eyes”. Niech ktoś po wysłuchaniu tego utworu powie, że to ten gość spieprzył „The X Factor” i „Virtual XI”. Korzystając z okazji, że jesteśmy w rejonach Iron Maiden – duch zespołu jest tu momentami dość mocno wyczuwalny.

„18 Days” pasowałby do Dickinsona a okrojony o chórki i jeszcze kilka innych elementów mógłby znaleźć się na którejś z płyt Ironsów z lat 80tych. Podobnie jest z drugą częścią „Life Goes On”, który z bardzo przyjemnej ballady przechodzi w typowo maidenowskie granie. Całość zamyka prawie 9minutowy „Eagle Spirit”, po którym słuchaczowi przychodzi do głowy myśl, że to już koniec.

Trylogia została zamknięta w dobrym stylu – porównywalnym do pierwszej części i nieco gorszym od drugiej. Ciekawe co dalej? Jedno jest pewne – jeśli lubisz twórczość Bayleya to na „The Redemption Of William Black” się nie zawiedziesz.

Moja ocena -> 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *